Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Afryka / A mury runą...               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
24-05-2011

 

04-12-2010

 

06-03-2010

 

25-01-2010

  Hiszpania chce Turcji w UE

11-01-2010

  Z Nowym Rokiem...nowa prezydencja

29-07-2009

 

22-07-2009

 

+ zobacz więcej

A mury runą... 

18-10-2005

  Autor: Krzysztof Wasilewski

Jest taki mur, sięgający aż do nieba.  Jest taki mur, który chroni jeden świat, równocześnie zniewalając drugi. Po obydwu stronach muru żyją ludzie. Jedni grają w golfa, popijając wyszukane drinki po każdym odbiciu, podczas gdy niedaleko setki umierają z głodu i pragnienia. Czasami kilka metrów sprawia różnicę.

 

 

Taki mur istnieje w Afryce. Oddziela Ceutę i Melillę – dwie mikroskopijne hiszpańskie enklawy, dwa miasta na północnym wybrzeżu – od reszty kontynentu.

Kiedy biedna Hiszpania dołączyła do bogatej Unii Europejskiej w latach 80, kraj otrzymał szansę szybkiego wzrostu i wzbogacenia. Przez lata rolnicze peryferia Europy, w ciągu zaledwie jednej dekady przeobraził się w ekonomicznego tygrysa. Wespół z metropolią, również afrykańskie kolonie odczuły zmianę. Ludzie stawali się coraz bogatsi a miasta z luksusowymi hotelami przypominały bardziej Marsylię niż północne Maroko. Narastały problemy. Wyspy dobrobytu pośrodku morza nędzy skutecznie korumpowały umysły setek tysięcy ludzi z całej Afryki. Im więcej śmiałków starało się tam dostać, tym wyższy stawał się mur.

Ale droga do Ziemi Obiecanej jest długa i niebezpieczna. Po pierwsze trzeba pokonać Saharę – ponad 9 milionów kilometrów kwadratowych gdzie temperatura podczas dnia wynosi 50 C by w nocy spaść do 0 C. Pokonawszy tę przeszkodę okazuję się, że najgorsze jeszcze nie nadeszło. Łapówki, gwałty i walki o jedzenie i kąt do spania są codzienną rzeczywistością przyszłych emigrantów w Maroku. Czasami kilka dolarów lub kromka chleba mogą kosztować życie.

Jeśli ktoś ma szczęście i przeżyje pierwszych kilka dni, może zacząć planować dalszą podróż. W zależności skąd się pochodzi – czy to z Demokratycznej Republiki Konga, kraju większego od całej Europy Zachodniej, czy mniejszego od Belgii Togo – trzeba udać się do jednego z wielu gett, gdzie władza państwa nie sięga. Prawo nie jest skomplikowane. Jeśli coś ukradniesz, zostaniesz przywiązany do drzewa na wiele dni, jeśli kogoś zabijesz… Nie tylko prawo jest rodem z średniowiecza. Woda służy wyłącznie do picia. Mycie czy pranie byłoby wielkim marnotractwem drogocennej substancji. Łatwo sobie wyobrazić tysiące ludzi noszących te same ubrania przez wiele miesięcy, kiedy słońce świeci mocniej niż gdziekolwiek indziej na świecie.
 
Mur jest ostatnią przeszkodą. Dwie równoległe konstrukcje z ton żelaza i kilometrów drutu, strzeżone za pomocą najnowszych technologii, tworzą zapierający dech w piersiach widok. Jeśli idea apartheidu miałaby się zmaterializować, wyglądałaby dokładnie tak samo. Dla większości emigrantów ta monstrualna budowla staje się fortyfikacją nie do przebycia. Ani drewniane drabiny, ani proste obcęgi nie są w stanie sprostać sześciometrowej zaporze. Nie pomoże również 600 euro zapłacone za wykopanie tunelu czy wycięcie dziury za 100 euro mniej.

Wraz z desperacją Afrykańczyków, wzrasta brutalność hiszpańskich i marokańskich żołnierzy. We wtorek 6 października zginęło sześciu młodych emigrantów kiedy starali się sforsować mur w drodze do Melilli. Jak podało radio BBC World Service, lokalne władze powiedziały MAP, że incydent miał miejsce podczas „próby przekroczenia granicy o wyjątkowej brutalności.” Tylko tydzień później kolejnych pięć osób straciło życie. Nadal nie wiadomo kto jest odpowiedzialny za te dwie tragedie, wiadomo, jednak, że zarówno Hiszpanie jak i Marokańczycy wzmocnili swoje posterunki po obu stronach muru.

Kto ponosi winę? Hiszpański premier, który jako pierwszy skrytykował izraelski mur, jednocześnie promując politykę twardej ręki w swoich koloniach? Unia Europejska, która planuję budowę obozów w Afryce Północnej tak, aby odsunąć problem emigrantów jak najdalej od siebie? A może zwykli Europejczycy, którzy zapomnieli, że tylko kilka dziesięcioleci wcześniej Hiszpanie, Niemcy, Włosi, Holendrzy i inni emigrowali do USA w poszukiwaniu lepszego życia?

Tak długo jak Zachód będzie uchylał się od odpowiedzialności od walki z biedą i będzie budował coraz mocniejsze fortyfikacje, tak długo mieszkańcy biedniejszy rejonów będą ryzykować życie, aby pokonać mury w Ceucie, Meksyku, Bliskim Wschodzie. Żaden mur nie jest wieczny.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

  Dodaj komentarz
 
Autor:
Tytuł:
Treść:

Przepisz kod z obrazka:    
+ powrót
 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl