Ostatnią szansą zaopatrzenia się w wymienioną literaturę okazały się witryny księgarń, które oferowały zakazane przedmioty po promocyjnych cenach, zapewne rozumiejąc dobrze, w jakiej sytuacji postawiono czytelnika polskiego. Był to zarazem na pewno potrzebny gest obywatelski. Bo szczerze mówiąc, tracimy wiele. Dlaczego tak się dzieje, wyjaśniam poniżej.
Gombrowicz. Cóż można zarzucić Gombrowiczowi? To, że większość swojego życia spędził na emigracji, że był światowcem i wywodził się z bogatej rodziny ziemiańskiej? Czy może to, że zdradził naród, który go wychował, uciekając wtedy, kiedy kraj został zaatakowany w 1939 roku? Można wytykać pisarzowi te życiowe decyzje, wszak nie każdy jest nieomylny. Przyznać jednak należy, że to, co pisał Gombrowicz o Polsce i Polakach było i jest genialne. Nikt nie potrafił tak celnie trafiać w przywary rodaków jak właśnie on. Mało kto w ogóle próbował. Licealiści z przyjemnością czytali te książki, bo były inne niż pozostałe („Ferdydurke”, „Trans-Atlantyk”). Dostali wreszcie do rąk coś odmiennego (Mickiewicz, Słowacki itd.), głównie stylowo, pokazującego też te złe cechy polskości. Dla niektórych ciosy zadane w przeszłości są wciąż odczuwalne po dzień dzisiejszy. Herling-Grudziński? Patriota, przeciwnie do Gombrowicza aktywny uczestnik zmagań wojennych, więzień łagrów, który opisuje osobiste wspomnienia z tamtych czasów w książce „Inny świat”, pokazując okropieństwo cywilizacji śmierci. Z tego, co udało mi się wyczytać z różnych źródeł, inaczej niż np. Borowski widzi moralność człowieka ukształtowanego przez II wojnę światową, podejmując się obrony winowajców. Jednych to razi, drudzy pytają czy nie słusznie. Odpowiedź na to zagadnienie pozostawiam otwarte. Niemniej całe studium psychiki wyłożone w książce jest niezmiernie ciekawym kolażem, który (tu już wkrada się moje osobiste zdanie) warto znać. Uzupełniając – pisarz był emigrantem. Witkacy. Szewcy. Giertych jako Gnębon Puczymorda?
Dostojewski to rodzaj pisarza-idealisty. W „Zbrodni i karze” buduje postać Rodiona Raskolnikowa opierając się na wiedzy, jaką wyniósł przeglądając kroniki policyjne. Trwało to 15 lat. Cały wysiłek został zniweczony jednym podpisem ministra Giertycha. Po co wbijać młodym ludziom do głowy takie świństwa, jakich można się doszukać w tej książce. Tytułowa zbrodnia, paranoja głównego bohatera i jego styl myślenia, dylemat moralny, pojawia się też wątek prostytucji. To wszystko jest gorszące, a szkoła giertychowska to miejsce ogólnego ładu i składu. Rozumiemy pana ministra. Co do Kafki i jego „Procesu” istnieje wiele różnych interpretacji dzieła, z których każda mogłaby być uznana za prawidłową. Trudno tu doszukiwać się tej jedynej bądź tych jedynych, które upatrzył sobie minister edukacji. Goethe raczy czytelnika polskiego opowieściami o paktowaniu z diabłem, czego przykładem jest tytułowy doktor Faust. W zamian za zasmakowanie prawdziwego szczęścia zgadza się na zaprzedanie duszy Mefistofelesowi. Już sama geneza utworu jest bardzo kontrowersyjna. Oparta jest na postaci alchemika, astrologa Johanna Fausta. Legenda mówi, że był uważany za czarnoksiężnika i bezbożnika, który tak jak bohater opowieści popełnia zbrodnię nie do wybaczenia ulegając otaczającym go pokusom. Wertera dyskwalifikuje popełnione samobójstwo. A Goethe? Sam by je pewnie popełnił gdyby mógł.
Na razie widać i słychać więcej głosów niezadowolenia niż aprobaty. Pozostaje pytanie o to, co młodzi ludzie dostaną w zamian. Dopiero wtedy będziemy mieli pełna jasność sytuacji. Przyjdzie też czas na opinie i oceny.