Ale przede wszystkim pogratulować należy braciom Kaczyńskim dokonanego wyboru. Patrząc bowiem z ich perspektywy, nie było lepszego kandydata na to stanowisko od Gosiewskiego. Któż bowiem, jak nie nowy wicepremier od tak dawna, bo już od lat osiemdziesiątych, wspiera z taką determinacją w działaniu braci K., biorąc nieraz na siebie ciężar i odpowiedzialność realizacji planów (zarówno tych udanych, jak i tych mniej…) politycznych liderów PiS? Któż, jak nie on, potrafi tak zręcznie manewrować między Giertychem a Lepperem, z korzyścią dla klubu? Bo chociaż niekiedy liderzy LPR i Samoobrony publicznie łajali Gosiewskiego, zarzucając mu ingerencje w wewnętrzne sprawy tych partii, to jednak efektywność działań nowego wicepremiera w zakresie rozwiązywania nieustannych sporów w koalicji jest wprost porażająca. Wreszcie, co jednak nie oznacza, że kryterium to jest najmniej ważne, kto jak nie Gosiewski jest tak lojalny, że nawet w marzeniach nie widziałby się na innym, wyższym stanowisku…, nie mówiąc już o tym, że żaden rokosz (nawet rokoszyk, ani rokoszątko!) nie wchodzi w jego przypadku w grę, a mając w pamięci zachowanie innego „hetmana” PiS Marka Jurka, a także wspominając własne wyjście z AWS, a szczególnie to, co później stało się z Akcją, Kaczyńscy bez wątpienia docenili wierność i całkowite oddanie Gosiewskiego.
Owszem, niektórzy Trzecim Bliźniakiem nazywają Ludwika Dorna, jednak ten nie dowiódł pełnego oddania słusznej sprawie, a chociaż grzech własnej wizji rozwiązywania niektórych problemów politycznych został mu wybaczony, to jednak wątpliwe, czy został mu zapomniany. I chociaż powrócił na piedestał, dzierżąc laskę marszałkowską, to utracił prawo do tytułowania się Trzecim Bliźniakiem, na rzecz właśnie Przemysława Gosiewskiego (na otarcie łez pozostaje mu już mniej zaszczytny i wpływowy tytuł Czwartego Bliźniaka).
Zapewne Przemysław Gosiewski ma wiele innych zalet, które zadecydowały o tym, że dziś jest wicepremierem: mówił o nich sam pan premier, wspominając chociażby inteligencję, upór w dążeniu do celu itp., ale jestem dziwnie przekonany, że te trzy, o których napisałem wyżej, miały kardynalne znaczenie podczas dokonywania wyboru na wakujące stanowisko.
P.S. Pewien złośliwy (czyt. zwolennik partii opozycyjnej) człowiek, podpowiada mi, że powinienem wspomnieć o różnych delikatnie mówiąc „dziwnych” pomysłach Gosiewskiego, jak np. tego ze stacją we Włoszczowej czy o surrealistycznej myśli o lotnisku w Kielcach, ale jak napisałem wcześniej, pozostanę dziś głuchy na to, co mówią ci strasznie źli i zepsuci ludzie i ani słowa o tym nie wspomnę!