Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Europa Zachodnia / Raport wyborczy: Norwegia 2005               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
12-08-2011

 

29-07-2011

 

29-10-2006

 

+ zobacz więcej

Raport wyborczy: Norwegia 2005 

19-09-2005

  Autor: Mateusz Gadacz

12 września br. odbyły się w Norwegii wybory parlamentarne, które doprowadziły do gruntownej zmiany na tamtejszej scenie politycznej. Po 8 latach rządów prawicowego premiera Kjella Magne Bondevika, ster władzy przejęła lewica pod przywództwem Jensa Stoltenberga.

 

 

Prowadzona przez niego koalicja złożona z trzech partii (Norweskiej Partii Pracy, Socjalistycznej Partii Lewicy i Partii Centrum) zdobyła 87 na 169 mandatów w tamtejszym parlamencie (Stortingu). 44 miejsca przypadły dotychczasowej koalicji, złożonej z Partii Konserwatywnej, Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Norwegii oraz z Partii Liberałów, 38 zaś Partii Progresywnej.

Gra przedwyborcza była niezwykle emocjonująca, gdyż o ile wszystkie sondaże do tygodnia przed wyborami wskazywały na wyraźną przewagę Partii Pracy, to na ostatnie 7 dni przed głosowaniem zanotowała ona wyraźny spadek popularności. Rozbudziło to tym samym nadzieje dotychczasowej ekipy rządzącej, która doświadczyła z kolei wzrostu poparcia.

Sondaże exit polls i pierwsze spływające wyniki wyborów odzwierciedliły ten niewielki spadek popularności lewicy. Komentator polityczny Frank Aarebrot z uniwersytetu w Bergen powiedział późnym wieczorem gazecie Aftenposten: „To niesamowite. Z każdą minutą socjaliści słabną.” Mimo to Czerwono-Zielona Koalicja (jak określa się w Norwegii ten lewicowy sojusz) pewnie wygrała i zapewniła sobie większość w parlamencie.

Nie można jednak powiedzieć, by Norwegowie dokonali drastycznego zwrotu w lewo. Z pewnością niespodzianką jest bowiem bardzo wysoki wynik Partii Progresywnej, która w poprzednim parlamencie pełniła rolę języczka u wagi, popierając, a niekiedy blokując poczynania konserwatystów. Bez jej wsparcia rządząca koalicja nie była jednak w stanie zdobyć większości głosów. Teraz Partia Progresywna stała się największą prawicową siłą w Norwegii, zmiatając z tego miejsca konserwatystów.

Oslo

Pałac Królewski w Oslo

Jedyną partią, która w latach 2001-2005 dzierżyła ster władzy, a po tegorocznych wyborach ma powody do radości jest Venstre (Partia Liberalna), która znacznie powiększyła swoją reprezentację w parlamencie (z 2 do 10). Zarówno chadecy jak i konserwatyści zanotowali jedne ze swoich najgorszych wyników w historii.

Nasuwa się pytanie dlaczego Norwegowie ukarali prawicowy rząd, który doprowadził do wzrostu koniunktury, inwestycji zagranicznych oraz dochodów osobistych obywateli? Szczególnego wydźwięku wynik wyborów nabiera, gdy zestawimy go z opublikowanym niedawno raportem ONZ, w którym Norwegia zdobyła pierwsze miejsce w rankingu krajów, w których żyje się najlepiej.

Norwegowie uznali jednak Bondevika za zbyt sprzyjającego biznesowi w ciągłym cięciu podatków i kosztów pracy, a za mało dbającego o tradycyjny skandynawski dobrobyt. Przyzwyczajeni do rozpieszczania przez państwo obywatele są skłonni płacić wysokie podatki, ale mieć pewność, że hojny system zasiłków, opieki zdrowotnej i bezpłatnych  studiów będzie działał bez zarzutu. Prawicowa koalicja jawiła im się jako zbyt mało dbająca o socjalną rolę państwa, która w Norwegii traktowana jest z niemal nabożną czcią.

Napięty budżet nie pozwalał bowiem na rozwój infrastruktury socjalnej w stopniu, w jakim Skandynawowie są do tego przyzwyczajeni. Podczas kampanii wyborczej konkurenci zarzucali się wzajemnie oskarżeniami, próbując maksymalnie zdyskredytować przeciwników w oczach opinii publicznej. Rządząca koalicja nawoływała do nieufności wobec socjalistów, strasząc wzrostem podatków, zaś lewicowcy zarzucali konserwatystom brak zainteresowania sprawami socjalnymi. Obiecując zwiększenie wydatków na te przedsięwzięcia obrali dobrą taktykę i zwyciężyli w wyborach.

Analitycy podkreślają historyczną wagę wygranej Partii Pracy, która jako jedyna z partii socjaldemokratycznych w zachodniej Europie nigdy nie tworzyła z nikim koalicji. Zwrot na lewo jest więc postrzegany jako swoisty przełom w dziejach partii, która po zakończeniu II wojny światowej przejęła ster władzy w Norwegii na niemal 40 lat.

Z pewnością najbliższymi posunięciami rządów Stoltenberga będzie wycofanie norweskiego kontyngentu z Iraku (rząd Bondevika był w tej sprawie podzielony; ostatecznie zdecydowano się jednak wysłać żołnierzy do Bagdadu), wzrost zainteresowania sprawami dotyczącymi ochrony środowiska, podwyższenie zredukowanych przez konserwatystów podatków oraz umocnienie roli państwa w sektorze socjalnym.

Wynik wyborów nie będzie miał raczej wpływu na stosunki polsko-norweskie, które są i zapewne pozostaną przyjazne. Gabinet, który powstanie w Polsce po wyborach będzie prawdopodobnie musiał, w obliczu ostatniego porozumienia niemiecko-rosyjskiego w sprawie budowy gazociągu po dnie Bałtyku, zastanowić się jak rozwiązać sprawę dywersyfikacji dostaw energii do kraju. Trudno powiedzieć, czy zarzucony przez SLD projekt dostaw gazu z Norwegii stanie się na powrót tematem poważnych dyskusji pomiędzy oboma krajami z racji problemu jaki stanowiłoby ewentualne skrzyżowanie się dwóch nitek gazociągu, jednak nie ulega wątpliwości, że umowa pomiędzy Berlinem a Moskwą budzi kontrowersje, które powinny zostać zażegnane. Szczególnie, iż pojawiły się głosy o niebezpiecznych dla środowiska konsekwencjach tej inwestycji. Wyczuleni na punkcie ekologii Skandynawowie (w tym szczególnie lewicowy rząd Stoltenberga) na pewno będą chcieli dyskutować, być może w ramach Rady Państw Morza Bałtyckiego, o znaczeniu tego projektu dla środowiska. Polska, nad głową której zawarto porozumienie o gazociągu, może znaleźć w Norwegii swojego poważnego sojusznika w tej sprawie. W niedługim czasie z pewnością dojdzie do pierwszych spotkań członków nowo wybranych gabinetów, które trzeba z uwagą obserwować, gdyż kwestia transportu gazu wydaje się być kluczową w stosunkach polsko-norweskich.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl