Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Sprawy globalne / Habemus Papam!               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Habemus Papam! 

19-04-2005

  Autor: Komentatorzy e-Polityki.pl

"Habemus Papam!" Na te słowa wszyscy czekaliśmy już od kilkunastu dni. Wczoraj po południu wreszcie je usłyszeliśmy - nowym papieżem został kardynał Joseph Ratzinger, dotychczas prefekt watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary i jeden z najbliższych współpracowników Jana Pawła II. Jak oceniać ten wybór? Jaki będzie nowy papież? Co zmieni się w Kościele? Oto komentarze publicystów naszego serwisu z pierwszych godzin po ogłoszeniu wyników konklawe.

 

 


Poniższe opinie zostały sformułowane bez jakichkolwiek uzgodnień między ich autorami i, jak zawsze w naszym serwisie, są wyrazem osobistych poglądów naszych komentatorów. Zachęcamy także Państwa do dzielenie się z nami swoimi refleksjami. Czekamy na Państwa wypowiedzi pod tekstem, a także przesyłane w postaci maili (zagranica@e-polityka.pl)


Jarosław Błaszczak
zastępca redaktora naczelnego, koordynator Działu Zagranicznego

Benedykt XV naprawdę nazywał się Giacomo della Chiesa. Był doktorem prawa, który większość życia spędził w służbie dyplomatycznej i administracji Stolicy Apostolskiej, będąc nawet przez pewien czas watykańskim sekretarzem stanu. W maju 1914 uzyskał godność kardynała, a już trzy miesiące później wybrano go papieżem. W czasie I wojny światowej starał się nadać Kościołowi rolę bezstronnego mediatora, niosącego zarazem pomoc humanitarną. Po zakończeniu wojny szybko dostrzegł ogromne przeobrażenia, jakie zaszły na świecie i postawił sobie za cel takie zreformowanie Kościoła, aby nadążał za zmianami. Wydał nowy kodeks prawa kanonicznego, budzącą kontrowersję Joannę D'Arc ogłosił świętą, a nade wszystko zmienił filozofię działań Kościoła w tej części świata, którą później nazwano Trzecim Światem - zarządził rozszerzenie kształcenia miejscowych księży, kosztem ograniczenia działalności europejskich misjonarzy. Zmarł na zapalenie płuc 22 stycznia 1922. Żył zaledwie 67 lat.

Pięć lat później, 16 kwietnia 1927, w bawarskim miasteczku Marktl am Inn przyszedł na świat Joseph Ratzinger, który niemal dokładnie po 78 latach miał stać się papieżem Benedyktem XVI.

Wybór kardynała Ratzingera świadczy w gruncie rzeczy o wielkiej pokorze, z jaką elektorzy odnoszą się do spuścizny Jana Pawła II. Wynosząc na tron Piotrowy najstarszego papieża od czasów Klemensa XII (wybranego w 1730, również w wieku 78 lat), dali wyraz przekonaniu, że na pełne zrozumienie przesłania Papieża Polaka potrzeba nam wszystkim więcej czasu. Wiek nowego Ojca Świętego rokuje stosunkowo krótkie rządy, które powinny stać się okresem refleksji nad drogą, jaką katolicyzm ma podążyć w XXI wieku.

Każdy papież o długim pontyfikacie poprzez odpowiedni rozdział nominacji kardynalskich kreuje własnego następcę, oczywiście nie wskazując nikogo personalnie, ale determinując ogólny kierunek jego polityki. Jan Paweł II reprezentował dość konserwatywne poglądy i zapewnił zwolennikom tej linii większość w kolegium kardynalskim. Stąd wybór niemieckiego teologa nie powinien nikogo dziwić. Ale jednak trochę zaskakuje. Kościół jest organizacją stawiającą na dialog, co na konklawe przejawia się zwykle wybieraniem kandydatów kompromisowych, będących do przyjęcia dla wszystkich głównych nurtów ideowych. Rzadko wybiera się flagowe postaci któregoś z obozów. Tymczasem kardynał Ratzinger był dotychczas najważniejszym przedstawicielem, wręcz liderem, najbardziej zachowawczej części kościelnej hierarchii.

Obawiam się, że to się może niekorzystnie odbić na tym pontyfikacie, pogłębić syndrom "oblężonej twierdzy", na który już teraz cierpi często nie nadążający za szybko zmieniającym się światem Kościół. Nie mamy co liczyć na liberalizację stanowiska wobec antykoncepcji czy rozwodów, nie wspominając nawet o celibacie czy wyświęcaniu kobiet. Poważnym ciosem dla wielu Kościołów lokalnych może być niechęć, z jaką Benedykt XVI będzie się prawdopodobnie odnosił do projektów decentralizacji zarządzania strukturami najliczniejszego wyznania świata.

Wreszcie, bardzo nie chciałbym być złym prorokiem, ale zaczynam martwić się także o przyszłość dialogu ekumenicznego, którego podstawą powinna być rezygnacja wszystkich stron z głoszenia własnego monopolu na rację. Jeżeli chcemy być traktowani przez inne wielkie religie jak partnerzy, nie możemy twierdzić, że oto znaleźliśmy najlepszą drogę do Boga, a wszystkich innych raczyć co najwyżej serdeczną pobłażliwością wobec błądzących. Niestety, takie tony pobrzmiewały dotąd często w publicznych wypowiedziach kardynała Ratzingera. Tymczasem powinniśmy zostawić samemu Bogu ocenę, kto z nas czcił Go najlepiej.

W wyborze dotychczasowego prefekta Kongregacji Nauki Wiary widzę jeden ogromny plus - jest Niemcem, co dowodzi, że Karol Wojtyła już raczej na stałe przełamał wielowiekową tradycję wybierania Ojców Świętych spośród włoskiego duchowieństwa. To mały, ale bardzo znaczący krok w stronę większej demokratyzacji Kościoła.

Benedykt XV był świadom tego, że świat się zmienia, a Kościół zostaje w tyle. Podjął odważne działania, aby to zmienić, choć nie dożył żadnych poważniejszych efektów swych wysiłków. Mam wielką nadzieję, że przyjmując jego imię, nowy papież stawia się w analogicznej sytuacji - świat co tchu gna do przodu, a Kościół co najwyżej nieśpiesznie się przechadza. Oby Benedykt XVI zdołał przyspieszyć kroku.

Andrzej Zabielski
zastępca redaktora naczelnego, koordynator działu Newsroom

Ciężko jest zabierać głos tuż po wyborze nowego Biskupa Rzymu, gdy się wcześniej pisało, że kardynał Ratzinger jednak papieżem nie zostanie... W tej sytuacji dalsze opinie mogą brzmieć niewiarygodnie.

Spoglądając jednak na tegoroczne Konklawe od strony polskiej można czuć zadowolenie. Papieżem został obrany wcześniejszy bardzo bliski współpracownik Jana Pawła Wielkiego, wielokrotnie w Polsce bywający. Można więc liczyć na to, że Benedykt XVI w jedną z pierwszych podróży uda się właśnie do naszego kraju, co dla Polaków z pewnością będzie pięknym gestem. Konserwatywność nowego Ojca Świętego też powinna nam, narodowi zakochanemu w tradycji, się podobać, chociaż na zachodzie Europy wybór ten zostanie odebrany źle.

Przed Konklawe i w trakcie jej trwania wielokrotnie mówiono na temat tego, skąd będzie pochodził nowy papież. Wskazywano Amerykę Południową jako bastion katolicyzmu, "kontynent nadziei", jak to określił Jan Paweł II, ale też na Afrykę, postrzegając wybór papieża przez pryzmat niejako rehabilitacji Europy wobec czarnego kontynentu. Ale mówiono przy tym, że na czarnoskórego papieża (wskazując Francisa Arinze) jest jeszcze za wcześnie. Często wskazywano na Europę, z obawą o upadający tu katolicyzm. Czy jednak wybór Benedykta XVI jest troską przede wszystkim o kondycję starego lądu? Raczej nie. Ratzingera wybrano zapewne dlatego, że jest doskonale zna meandry kurii rzymskiej (co wcześniej postrzegano jako wadę) oraz że będzie papieżem przejściowym.

Po jego bliskim związaniu z Janem Pawłem II można oczekiwać, że będzie prowadził Kościół w podobny sposób, dbając jednocześnie w większy sposób o jego czysto przyziemne, "urzędnicze" sprawy". Po Ratzingerze nie będzie można oczekiwać przełomu w żadną stronę (chociaż kto wie, przełomu dokonał przejściowy ponoć Jan XXIII). Nie będzie odwrotu od soboru, tak jak pewnie niektórzy zaczną się obawiać, chociaż dogmatyczny chłód papieża nie przyczyni się do dialogu ekumenicznego.

Michał Potocki
koordynator Działu Krajowego

A więc mamy papieża. Pierwszego Niemca na tronie Piotrowym od czasów Wiktora II (1055-57). Ten mówiący po niemiecku wyraźnym, bawarskim akcentem 78-letni (ex aequo z Klemensem XII najstarszy w historii!) kardynał nie zmieni obecnego kształtu Kościoła. Poprowadzi go kursem, wyznaczonym przez 27-letni pontyfikat Jana Pawła II.

Jako prawa ręka Jana Pawła II Joseph kard. Ratzinger kierował jednym z najważniejszych watykańskich urzędów - Kongregacją Nauki Wiary, do 1908 r. nazywaną Świętym Biurem ds. Inkwizycji. Jest najwybitniejszych teologiem wśród kardynałów. Jest doktorem habilitowanym teologii i filozofii. Był profesorem w Bonn, Münster, Tybindze i Regensburgu.

W nauce Kościoła nic się nie zmieni. Ci, którzy oczekiwali od nowego biskupa Rzymu zezwolenia na stosowanie choćby środków antykoncepcyjnych, a co dopiero aborcji, zniesienia celibatu czy kapłaństwa kobiet, mogą poczuć się rozczarowani. Z drugiej strony można się spodziewać ze strony Benedykta XVI kontynuowania dialogu z islamem i judaizmem. Być może ruszy wreszcie kwestia zbliżenia do kościołów protestanckich i prawosławnych. Możliwe, że Ratzinger przeprowadzi reformy instytucji kościelnych, w tym kurii rzymskiej, o konieczności których mówi się od lat.

Wybór papieża spośród Europejczyków oznacza, że kardynałowie zdali sobie sprawę, iż największym problemem współczesnego Kościoła jest odpływ wiernych w krajach Europy Zachodniej. Pytanie brzmi, czy uznawany za twardogłowego konserwatystę Ratzinger będzie w stanie cokolwiek w tej kwestii zmienić. Zwłaszcza, że w odróżnieniu od swojego poprzednika czy niektórych kontrkandydatów w obecnym konklawe jest pozbawiony jakiejś wybitnej charyzmy. O tym jednak będzie się można przekonać już wkrótce, podczas Światowych dni młodzieży w Kolonii. Mimo to kardynał Ratzinger jest znany z rzadkiej umiejętności mówienia o trudnych sprawach prostym językiem - co również upodabnia go do Jana Pawła II.

O jego planach dużo może powiedzieć imię, które sobie wybrał. Poprzednim Benedyktem na Stolicy Piotrowej był Giacomo Della Chiesa, którego pontyfikat przypadł na trudne lata 1914-22. Był człowiekiem niezwykle skromnym i tolerancyjnym. Wielokrotnie występował do mocarstw z inicjatywami pokojowymi. Apelował o pomoc głodującym w Rosji Radzieckiej. "Pokój przez miłość" było jego dewizą.

Ratzinger był przez wielu nazywany "pancernym kardynałem", a to z powodu jego uporu, braku skłonności do kompromisów i przywiązaniu do własnego zdania. Kontestatorzy polityki papieskiej ostatnich 27 lat w łonie Kościoła nie będą mieli z pewnością łatwego życia. Mogą być natomiast zadowoleni działacze Opus Dei, organizacji, którą szczególnie upodobał sobie Jan Paweł II i z którą powiązany jest także nowy papież Benedykt XVI.

Joseph Ratzinger ma bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę. Jego poprzednik wywarł tak wielki wpływ na Kościół (rozumiany bardzo szeroko), że nie sposób będzie mu dorównać. W tym kontekście można zrozumieć kardynałów, którzy stwierdzili, że lepiej jeszcze nie próbować rewolucji. Że najłatwiejszy do zaakceptowania przez osieroconych po śmierci Jana Pawła II wiernych będzie najbliższy współpracownik Karola Wojtyły. Chociaż trudno było oczekiwać innego wyboru. Przygniatająca większość obecnych kardynałów zostało wytypowanych przez Jana Pawła II. Dlatego właśnie konserwatywne skrzydło Kościoła nie musiało specjalnie obawiać się werdyktu kardynałów.

Roman Wilk
koordynator Biblioteki e-Polityki.pl

Wiemy już wszystko. Niemiecki kardynał  Joseph Ratzinger  został kolejnym następcą Świętego Piotra. O ile Ratzinger od początku był wymieniany jak główny kandydat na Stolicę Piotrową, to niewiadomą pozostawało imię, pod którym nowo wybrany papież będzie sprawował swą posługę. Ostatnim papież noszący to imię, Benedykt XV panował w czasie pierwszej wojny światowej oraz w trakcie powojennej zawieruchy. Nie mogąc pogodzić się z okropnościami wojny, wielokrotnie apelował o przerwanie tej bezsensownej rzezi. Niestety, jego starania niewiele przyniosły.

Obecnie, świat ponownie jest targany różnymi konfliktami. Nie są one może tak głośne, jednak przynoszą nie mniejsze cierpienia niewinnym ludziom. Nowy papież z pewnością będzie wzorem swych poprzedników czynił starania o pokój na świecie. Trzeba mieć nadzieję, że jego starania przyniosą większy skutek niż wysiłki Benedykta XV.

Marcin Łuczyński
komentator Działu Krajowego

Nie bardzo widzę powód do silenia się na oryginalne i głębokie analizy w komentarzu do wyniku konklawe, jakim jest wybór Josepha kardynała Ratzingera na papieża Benedykta XVI. Prasa i Internet ostatnimi dniami pękały wprost w szwach od gdybań co do przyszłego namiestnika Świętego Piotra, a na tyle, na ile to możliwe w przypadku elekcji papieża, Joseph Ratzinger był "pewniakiem". Przybliżano dość dobrze zarówno sylwetkę "pancernego kardynała", jak i jego poglądy na kwestie wiary i Kościoła, które prezentował przez ponad dwadzieścia lat kierowania jedną z najważniejszych i najbardziej drażliwych kongregacji - Kongregacją Nauki Wiary.

Kolegium kardynalskie postanowiło utrzymać nade wszystko stabilny kurs i po wielkim, długim, owocnym, ale i niewątpliwie trudnym do pełnego ogarnięcia pontyfikacie Jana Pawła II - i jest to mądra decyzja. Będzie to ważny czas, czas potrzebny do swoistego "przegrupowania" przed ewentualną (choć wcale przecież nie tak pewną) zmianą. Nie będzie on pewnie zbyt długi, bo nowy papież liczy sobie lat 78, ale wystarczy na złapanie "oddechu", a mam poczucie, obserwując to wszystko z boku, że okres między pochówkiem Karola Wojtyły, a pierwszym w XXI wieku konklawe był zbyt krótki.

Dlatego dobrze, że nie zdecydowano się na żadne solidne "kołysanie łodzią", jakim niewątpliwie byłby dla Kościoła wybór papieża - jak to się może nie najpiękniej mówi - egzotycznego. Nie zdecydowano się na sternika, którego korzenie byłby odległe od Europy, nie zdecydowano się również na kogoś z konotacjami liberalnymi. To właśnie tutaj, na Starym Kontynencie, w obliczu mocnych laicyzujących prądów ideowych, do tego jeszcze przemieszanych z powolną, acz upartą islamizacją kontynentu, jest obecnie najwięcej pracy. Joseph Ratzinger doskonale to rozumie i dawał temu wyraz nie tylko na krótko przed rozpoczęciem konklawe (podczas odprawianej Drogi Krzyżowej, do której napisał na prośbę Jana Pawła II rozważania, czy podczas mszy poprzedzającej konklawe, w homilii), ale i podczas długiej, bliskiej współpracy z Janem Pawłem II.

Dla Polaków będzie niezwykle miłe zarówno to, że Benedykt XVI z wielkim szacunkiem i rewerencją odnosi się do Jana Pawła II, jak i to, że niewątpliwie będzie on kontynuował dzieło polskiego papieża (będąc, podobnie jak on, wielkim, wybitnym intelektualistą).   Może to mu pozwoli, mimo naturalnego i obecnego wciąż wśród nas smutku po wielkim rodaku, w miarę gładko i z przychylnym przyjęciem wejść do naszej świadomości.

Na razie pozostaje zaciekawienie, jaką formą papieskiej posługi Benedykt XVI zechce wypełniać znane już dość szeroko treści, jakie wybierze dla siebie credo, kogo postawi na czele kolegium kardynałów, komu powierzy zwolnione przez siebie miejsce w Kongregacji Nauki Wiary, czy w jakikolwiek sposób zmieni swoją ojczyznę (ta kwestia w kontekście naszej świeżej pamięci o zmianach w naszej dzięki pontyfikatowi Karola Wojtyły wydaje się bardzo ciekawa) - wreszcie, w jakim stylu będzie sterował tym niezwykle trudnym przecież w prowadzeniu statkiem.

Pomyślnych wiatrów i stopy wody pod kilem!

Grzegorz Smereka
komentator Działu Krajowego

Bardzo dobrze się stało, że nowym papieżem został kardynał Ratzinger. Kościołowi potrzebna jest kontynuacja wizji zapoczątkowanej przez Jana Pawła II. Kardynał Ratzinger był bliskim współpracownikiem Karola Wojtyły, podzielał Jego zdanie w kluczowych kwestiach. Być może uchodzi za konserwatystę i w dobie nawoływań o zreformowanie (zliberalizowanie) Kościoła Katolickiego, wybór ten nie każdemu musi się podobać. Moim zdaniem nie można wyboru papieża zamykać w kwestii jego pochodzenia. Nie uważam, że rzeczywiście istnieje rozłam pomiędzy "Kościołem europejskim", z którego odchodzą wierni oraz najbardziej rozwojowym Kościołem w Ameryce Łacińskiej czy Afryce. I choć nie sprawiłoby mi chyba różnicy, czy nowym papieżem będzie ktoś z Nigerii, Brazylii czy Włoch to jednak słysząc o wyborze Niemca, poczułem dziwną ulgę. Chciałbym, aby sprawował swą funkcję ku chwale Boga przez długie lata. Mam tez nadzieje, że nie będzie zbyt często porównywany do naszego Ojca Świętego i że  podobnie jak o Janie Pawle Drugim, tak i o Benedykcie XVI będziemy pamiętali w swych modlitwach.

Michał Protaziuk
komentator Działu Zagranicznego

O godzinie 18:00, do ponad miliarda katolików na całym świecie, doszła wiadomość o białym dymie powiewającym nad Watykanem. Mogło to oznaczać tylko jedno, radosną wiadomość dla całego świata: mamy nowego papieża. Został nim Joseph Ratzinger, kardynał z Niemiec. Papieża udało się wybrać już w drugiej turze głosowania, co jest fenomenem, zważywszy że Jana Pawła II wybrano w drugiej turze,. Świadczy to nie tylko o poparciu dla kardynała, ale chęci wybrania kogoś, kto będzie kontynuować dzieło Jana Pawła II. Chociaż sam Benedykt XVI, bo takie przyjął imię, zaznacza że był tylko skromnym pomocnikiem Polskiego Papieża. Jaką więc drogę obierze nowy papież???

Ratzinger jak jeszcze był kardynałem kojarzył się z frakcją konserwatystów. Przewodniczył Kongregacją Nauki Wiary, z czym łączyło się automatycznie przewodniczenie Papieskiej Komisji Biblijnej i Międzynarodowej Komisji Teologicznej. Pomagał papieżowi Janowi Pawłowi II  przeciwstawiać się wszelkim rodzajom herezji jak teologie wyzwolenia. Następnie pomagał mu zwalczać tzw. Kulturę Śmierci, w którą włączono aborcje, antykoncepcje czy homoseksualizm. Te właśnie działania dowodziły, że jest konserwatystą. Jednakże świadczy też o tym, że po prostu wypełniał on wole poprzedniego papieża. Niewątpliwie będzie on kontynuować drogę obrana przez poprzednika. Nikt nie spodziewa się jakiś zmian czy reform. Dalej będzie się toczyć walkę o rząd dusz na zlaicyzowanym zachodzie. 

Ten konserwatyzm może być jednak jego największym problemem. Wielu liberałów w kościele i poza nim, niechętnie spogląda na jego wybór. Uważają ze przez to kościół nie będzie się rozwijał i może wiele stracić. Możliwe, że dalsze kroczenie drogą wyznaczona przez poprzednika jest najlepszym wyjściem. Inny problem to czy nowy papież będzie umiał tak zdobywać serca jak to robił Jan Paweł II. Kardynał, eufemistycznie mówiąc, nie jest młody ani medialny, ale jak mówią jego przyjaciele potrafi swoim usposobieniem zdobywać serca innych. To będzie ważne żeby przekonać do siebie rzesze katolików na całym świecie.

Dodatkowym jego atutem jest doświadczenie. Jeszcze jako kardynał musiał walczyć z sekularyzacja i laicyzacją, jaka pojawiła się na zachodzie Europy. To teraz jest najważniejsza bitwa w kościele. Bez Europy kościół traci pozycje. Jako bliski współpracownik Jana Pawła II, miał wgląd we wszelkie sprawy kościoła i był włączony w większość podejmowanych decyzji. To doświadczenie przyda mu się w czasie pontyfikatu a katolikom zapewni spokojne i sprawne rządy. Jednak jago podeszły wiek może spowodować, że te "rządy dusz" nie będą zbyt długie. Chociaż pontyfikat Jana XXIII tez nie zapowiadał się rewolucyjnie, a skończył odnową kościoła.

Maciej Józefowicz
moderator Forum e-Polityki.pl

Benedykt XVI, przyjmując swoje imię, zadrwił sobie z osławionej, przez jednych uważanej za świętość, przez drugich za wielką blagę, przepowiedni św. Malachiasza. Według niej bowiem, po Janie Pawle II miał nastąpić papież o przydomku "Gloria Olivae" - Chwała Oliwki, drzewa, kojarzonego z zakonem benedyktynów. To przedostatni pontyfikat, po nim miałby panować jedynie Piotr Rzymianin, mityczny Piotr II, który ujrzy zagładę Rzymu i Kościoła katolickiego.

Oczywiście, jest niemal pewne, że Joseph Ratzinger nie wierzy w przepowiednię. Dla niego Kościół jest instytucją, która skoro już przetrwała dwa tysiące lat, spokojnie przetrwa kolejne milenia. Przy dobrze funkcjonującym mechanizmie nie należy grzebać, należy nim jedynie sprawnie administrować, a ewentualne poprawki mają być niewielkie i ściśle ograniczone do zagrożonego odcinka. W sprawach doktrynalnych również wszystko, co najważniejsze, zostało powiedziane już w starożytności, a ostatnie glosy dodał poprzedni zwierzchnik Stolicy Piotrowej, Jan Paweł II Wielki, którego tłum już ogłosił świętym, i z którym dyskutować nikt nie jest w stanie. Dlatego Ratzinger nie wymyśli prochu, zarówno w kwestiach wiary, jak i w kwestiach, nazwijmy to, socjotechnicznych. Nie będzie więc żadnych zmian w kwestiach antykoncepcji, aborcji, o kapłaństwie kobiet nie wspominając. Jego encykliki i inne pisma mogą być dobrze napisane, ale nie staną się bestsellerami. Ratzinger przeszedł całą drogę kościelnego awansu, mozolnie wspinał się w hierarchii watykańskiej, aż u schyłku życia został szefem największej firmy świata. Będzie nią sterował po niezmienionym kursie i w sumie może sobie na to pozwolić - większość wiernych jest zupełnie zadowolona z obecnego stanu rzeczy, a buntowanie się przeciwko nim byłoby czynem samobójczym.

Nowy papież prawdopodobnie obecnie szykuje się do snu, myśląc o czekających go najbliższych pracowitych dniach, intensywnych kontaktach z mediami, czy wreszcie o tym, czego spodziewają się od niego ludzie. Będzie odczuwał parcie, by kontynuować bardzo aktywny i medialny styl Jana Pawła II, nie wiadomo jednak, czy temu podoła - prezentuje raczej styl patriarchalny, nie zdradzał się zbytnio z poczuciem humoru, wreszcie Karol Wojtyła, gdy został papieżem, był 20 lat młodszy. Już podnoszą się głosy, by uczynić go symbolem polsko-niemieckiego pojednania, nie wiadomo jednak, czy Polacy pomieszczą w swoich sercach obydwu. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ale jeśli Benedykt XVI będzie konsekwentnie wypełniał, co zamierzył, okaże się co najmniej dobrym administratorem.


opracowanie:
Jarosław Błaszczak

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl