Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Afryka / Angola - z przeszłością i przyszłością               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
05-09-2008

 

20-01-2006

 

19-01-2006

 

18-01-2006

 

+ zobacz więcej

Angola - z przeszłością i przyszłością 

19-10-2004

  Autor: Krzysztof Wasilewski

Angola jest jednym z tych krajów, które,choć posiadają wszystkie niezbędne atrybuty do pomyslnego rozwoju, nie mogą wydobyć się z nędzy. Patrząc na zasobność w ropę naftową, bogadztwo jezior i korzystne położenie geograficzne trudno uwierzyć, że kraj ten należy do najbiedniejszych na świecie. Historia Angoli jest pełna krwawych wojen, tragedii, jakby jakieś nieszczęsne fatum wisiało nad tym krajem przez setki lat.

 

 

Rok 1573 miał stać się przełomowym dla zamieszkujących teren obecnej Angoli ludów Bantu. Dni spokojnej egzystencji,gdzie czas zatrzymał się dawno temu, miały odejść szybko w niepamięć. Otóż w roku tym do brzegów Angoli dotarł Paulo Dias de Novais,który też postawił fundamenty pod przyszłą  stolicę kraju - Luandę. Brutalny okres kolinizacji,który rozpoczął się niedługo potem, naznaczył ten kraj bardziej niż jaki inny. "Czarna Matka Nowego Świata", która dostarczyła zachodniej półkuli najwięcej niewolników z pośró wszystkich koloni, stała się rejonem bezwględnej eksploatacji.Na wiele wieków przed Hitlerem i Obozami Zagłady,Portugalczycy podzielili ludzi na białych i tych,którym odmawiano statusu człowieka. Znamiennym jest fakt, że w momencie upadku imperium kolonialnego tylko dwa procent rdzennych mieszkańców Angoli posiadała prawa obywatelskie. Kiedy więc Portugalczycy stwierdzili, że nie stać ich na luksus posiadania kolonii, w pośpiechu opuścili niewdzięczną ziemię. W przeciągu kilku miesięcy biali,którzy jeszcze do niedawna uważali się za panów świata, uciekli w popołochu pozostawiając swoje domy, działki czy sklepy. Oczywiście w tym zamieszaniu zapomniano, że ludzi, którym przez wieki wmawiano filozofię supremacji bałego człowieka, pozostawiono samym sobie. Polityka kolonialnej Portugalii nie przewidywała opuszczenia Angoli, a więc nie kształcono elit,które pewnego dnia miały przejąć władzę. Kraj więc podzielił los wielu innych, które pogrążyły się w wojnie domowej. Dwa przeciwstawne bloki - prawicowa UNITA i lewicująca MPLA, rzuciły się sobie do gardeł. Oprócz lokalnego charakteru tej wojny istniał również charakter zewnętrzny, który stał się udziałem wielkich mocarstw. Realizując politykę wspierania ugrupowań lewicowych, ZSRR pompował setki milionów rubli w sprzęt i pomoc dla Ludowego Ruchu Wyzwolenia Angoli(MPLA), podczas gdy wpierw USA a następnie Chiny wspierały Narodowy Związek Całkowitego Wyzwolenia Anogoli(UNITA). Gdzieś pomiędzy konfrontacją światowych imperiów i osobistych ambicji przywódców krajowych leżał los milionów ludzi, pogrążonych w głodzie i niepewności jutra.  W międzyczasie Angola zdążyła proklamować niepodległość(11 listopad 1975 roku), a także wybrać prezydenta - Augustino Neto, jednak nie zmieniło to w sposób znaczący sytuacji. Trzysta tysięcy ludzi zginęło zanim w 1991 roku MPLA i UNITA zgodziły się podpisać układ pokojowy. W ramach tego traktatu miały odbyć się wolne wybory prezydenckie a liderzy obu ugrupowań zobowiązali się do uznania wyników. Kilka miesięcy po tej uroczystości odbyły się wybory, ktore wygrał następca Neto, nowy - stary prezydent, Jose Eduardo dos Santos. Obecni przedstawiciele Narodów Zjednoczonych uznali, że wybory przeprowadzone były z zachowaniem podstawowych reguł demokracji. Podobnego zdania była Organizacja Jedności Afryki i wszyscy obecni obserwatorzy. Wszyscy z wyjątkiem Jonasa Savimbiego i jego UNITA. Savimbi zapomniał o podpisanych umowach i starał się pisać nowe reguły do już isntiejącej gry. Zamienił demokracje na siłe karabinów i ruszył w dzungle. Na nic zdały się błagania i grożby. Zaślepiony własną ambicją Savimba odrzucił oferowane mu stanowisko wiceprezydenta i głównego doradcy prezydenta. Tak wielki człowiek nie mógł dzielić się władzą, która mu się przecież(w jego mniemaniu) należała. W końcu sami współpracownicy Savimby uznali, że miarka się przebrała. W 1998 roku część członków UNITA zawiesiło wodza w funkcji lidera i powołali nowe władze partii do czasu kongresu. Działanie to było na ręke rządowi, który bardzo szybko dokoptował nową organizacje - "UNITA Renovada" do gabinetu. Sam Savimba z resztką oddanych mu ludzi nie zrezygnował ze zbrojnej opozycji. W czasie jednej z takich akcji w lutym 2000 roku zginął z rąk oddziałów rządowych. Śmierć człowieka, który był główną przeszkodą w procesie pojednania rozpoczęła nowy etap w historii Angoli. W kwietniu partyzanci podpisali układ pokojowy z siłami rządowymi. 

Dwadzieścia siedem lat krwawego konflikitu i setki tysiące zabitych pozostawiły kraj na krawędzi bankructwa   i desktrukcji państwa. Znaczna część ludności żyje dzięki pomocy pomocy humanitarnej. Kraj, który ma dostarczać ponad 10 procent ropy naftowej do USA, nie może podnieść się z nędzy, której doświadczał przez setki lat. Na 2005 lub 2006 rok planuje się przeprowadzić całkowice wolne wybory do parlamentu. Obecne władze skompromitowane skandalami korupcyjnymi i prywatą czekają w niepokoju na zbliżający się szybkim krokiem prawdziwy test ich popularności. Prezydent Santos już ogłosił, że "raczej nie weżmie udziału w wyborach". Dla człowiek ,któr sprawuje swój urząd od 1979 roku dwadziescia pięć lat to wystarczająco dużo. Tak więc przyszły rok będzie kolejnym przełomowym rokiem dla Angoli.Oby nie skończył się on tak jak wcześniejsze, które zamiast realizacji górnolotnych haseł przyniosły kolejne rozczarowania.

 

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl