Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Sprawy globalne / Szkocki blog: sobota-niedziela 30-31 lipca               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
06-08-2005

  Szkocja 2005: bilans ideologiczny

01-08-2005

 

31-07-2005

 

29-07-2005

  Szkocja 2005: wprowadzenie

+ zobacz więcej

Szkocki blog: sobota-niedziela 30-31 lipca 

01-08-2005

  Autor: Jarosław Błaszczak ze Stirling

Jesteśmy cynikami. Taka refleksja towarzyszyła przez weekend dużej części dziennikarzy obsługujących Światowy Kongres Młodzieży w Szkocji. Podczas sobotniej ceremonii otwarcia i niedzielnej sesji plenarnej z mównicy w Centrum Tenisowym Uniwersytetu w Stirling padło mnóstwo pięknych słów, płomiennych wezwań do walki o lepszy świat i utyskiwań, że politycy tylko szkodzą i brużdżą. Na sali biliśmy brawo, nie chcąc urazić siedzących wokół aktywistów. Ale w rozmowach między sobą przynajemy otwarcie: duża część z tego wszystkiego to pobożne życzenia.

 

 

Chyba dopiero w sobotę zaczęliśmy rozumieć, o co tak naprawdę chodzi w tym kongresie. Przez pierwsze trzy dni podchodziliśmy do tego bardzo zawodowo: jest materiał do napisania, wydarzenie do obsługi, więc idziemy tam i robimy to, bo od tego tu jesteśmy. Niewiele więcej – może poza wielką przyjemnością z pracy (i niekiedy też zabawy) wśród młodych dziennikarzy z 6 kontynentów. Dopiero liczne przemówienia, których wysłuchaliśmy, uświadomiły nam, po co tak naprawdę przyjechało tu tych 600 osób ze 150 krajów.

Ludzie z obsługującej nas firmy public relations proszą na porannych odprawach, żebyśmy promowali w swoich wysyłanych do kraju materiałach ideę zrównoważonego rozwoju. Może coś w tym jest, ale nie sądzę, żeby oszczędzanie wody w łazience albo kupowanie w lokalnym sklepiku zamiast hipermarketu, do czego nas tu namawiają, naprawdę mogło coś zmienić. Dla mnie najważniejsze pozytywne przesłanie płynące ze Szkocji jest inne: weźcie sprawy w swoje ręce! Nie czekajcie na rząd, na Kościół, na starszych, nie czekajcie na nic. Nie bądźcie bierni, zróbcie to sami! To uważam za najważniejszą wartość tej konferencji, poza oczywiście integracją ludzi z różnych kręgów kulturowych: jest to jedna wielka promocja czegoś, co mądrze nazywa się społeczeństwem obywatelskim.

Organizatorzy starają się dostarczyć przykładów takiego działania, ale nie wszystkie są przekonujące. Zdecydowanie najgorzej odebraliśmy, bo chyba większość dziennikarzy miała podobne odczucia, przemówienie Ryana Hreljaka, 14-letniego dziś Kanadyjczyka. Zaserwowano nam go, co samo w sobie bylo niezręcznością ze strony organizatorów, niemalże do kotleta, bowiem jego wystąpienie było jedynym w czasie uroczystego obiadu wieczorem w dniu otwarcia Kongresu. Oto fragment jego biogramu z materiałów kongresowych: „Ryan mial sześć lat, gdy nauczyciel wyjaśnił uczniom pierwszej klasy, że w Afryce są dzieci umierające z powodu braku dostępu do czystej wody. To tak bardzo poruszyło Ryana, że wracając do domu tego samego był już zdeterminowany, by zebrać pieniądze na budowę studni”. Tak powstala Fundacja Studni Ryana, działająca do dziś. Nim Ryan Hreljac wszedł na scenę, obejrzeliśmy na telebimie jego zdjęcia z największymi tego świata, na czele z Janem Pawłem II. Dostał długie owacje na stojąco, choć nie nawiązał specjalnego kontaktu z publiką, jak wielu przed nim. Całą mowę wygłaszał sztywno wyprostowany, z rękami zalożonymi z tyłu.

Zaczęliśmy zadawać sobie pytanie: na ile jego historia jest prawdopodobna? Na ile Ryan, mając wtedy – podkreślam – sześć lat, sam wpadł na pomysł budowy studni i zrealizował go? Na ile jest tylko produktem public relations, za którym kryją się wielkoduszni, ale jednak zupełnie dorośli ludzie? Wreszcie na ile mit bardzo fetowanego tu Ryana jest sztuczny?

Wszyscy niczym zaklęcie powtarzają tu angielski skrót MDGs, oznaczający uchwalone na forum ONZ Milenijne Cele Rozwoju. Najważniejszy z nich zakłada ograniczenie światowej biedy o połowę do roku 2015. Jeden z mówców zapytał w sobotę: kto z Was sądzi, że te cele są realne? Większość delegatów uniosła ręce w górę. Większość obsługi i zdecydowana większość dziennikarzy nawet się nie ruszyła.

Można być romantykiem i wierzyć w sześciolatka walczącego o wodę dla Afryki, ale pisanie o polityce uczy sceptycyzmu i podejrzliwości. To chyba stanowi główną cechę odróżniającą pracujących tu dziennikarzy od delegatów.

Czekam na Państwa maile, Kongres trwa do końca tygodnia: jarek@e-polityka.pl.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl