Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Kanossa osi zła               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
15-03-2011

 

06-09-2010

 

21-08-2010

 

24-07-2010

 

17-07-2010

  Iran: zatrzymano 40 podejrzanych o ataki na meczet

13-06-2010

 

05-06-2010

 

+ zobacz więcej

Kanossa osi zła 

20-11-2006

  Autor: Piotr Wołejko
Jest styczeń roku 1077. Cesarz Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego Henryk IV, ekskomunikowany przez papieża Grzegorza VII i zagrożony utratą władzy, udaje się we włosiennicy do warownego zamku w Kanossie by błagać następcę św. Piotra o wybaczenie. Trzy dni i trzy noce spędził najpotężniejszy władca świata chrześcijańskiego pod bramą twierdzy, zanim Grzegorz VII przyjął wyrazy skruchy Henryka i zdecydował się zdjąć z niego ekskomunikę. Dziś mamy rok 2006 i możliwe, że George’a Busha czeka jego własna Kanossa – ulokowana w Teheranie i Damaszku.

 

 

Cesarz Henryk potrzebował cofnięcia ekskomuniki, aby utrzymać się u władzy i pokonać wrogich mu książąt. Prezydent Bush ma poważne problemy z sytuacją w Iraku, gdzie codziennie wybuchają bomby, mają miejsce zamachy terrorystyczne, w których giną zarówno cywile, jak i Amerykańscy żołnierze. Po ponad trzech latach od obalenia Saddama Husajna Irak daleki jest od stabilności, a sytuacja dawno wymknęła się spod kontroli. Można powiedzieć, że trwają czystki etniczne, w których sunnici zabiją szyitów, a w odwecie szyici mordują sunnitów. Religijne milicje robią co chcą, często przemieniając się w zwykłe kryminalne bandy, na które utracili wpływ ich nominalni przywódcy. Modelowym przykładem takich milicji są brygady Muktady As-Sadra, młodego szyickiego kleryka, który przejął rozbudowane struktury po swoim popularnym ojcu. Sadryści robią co chcą: palą, gwałcą, rabują i mordują, a Muktada nawet jeśli chce, nie może powstrzymać rozlewającej się fali przemocy. Oprócz milicji religijnych zapewnieniu stabilności przeszkadzają dziesiątki organizacji terrorystycznych, byli członkowie partii Baas oraz żołnierze z rozwiązanej saddamowskiej armii. I tutaj dochodzimy do momentu, w którym być może jedynym rozwiązaniem jest podjęcie bezpośrednich negocjacji z Iranem (z którym USA nie utrzymują stosunków dyplomatycznych od Rewolucji z 1979 roku, kiedy islamiści zajęli amerykańską ambasadę i przez ponad rok przetrzymywali jej personel jako zakładników) oraz Syrią. Prezydent Bush w 2002 roku umieścił Iran na osi zła, a ówczesny zastępca sekretarza stanu (dziś przedstawiciel przy ONZ) John Bolton powiedział, że Syria stoi tuż za osią zła.

Czy rzeczywiście tylko Kanossa, będąca metaforą zmiany polityki o 180 stopni, prezydenta Busha może pozytywnie wpłynąć na rozwój sytuacji w Iraku? Nie ulega wątpliwości fakt, że Iran i Syria, które sąsiadują z Irakiem, mają na ten kraj ogromny wpływ. Damaszek wspiera sunnicką mniejszość, natomiast Teheran szyicką większość. Oba kraje łączy sojusz wojskowy oraz bliskie relacje polityczne. Iran i Syria wspierają otwarcie libański Hezbollah, zapewniając mu pieniądze, broń oraz bezpieczne schronienie. Syryjczycy dodatkowo są blisko powiązani z palestyńskim Hamasem, ugrupowaniem terrorystycznym, które wygrywając wybory w 2005 roku sprawuje obecnie władzę w Autonomii Palestyńskiej. To właśnie Teheran uważa się za inspiratora porwań izraelskich żołnierzy przez obie powiązane z nim organizacje terrorystyczne, co spowodowało izraelską akcję militarną. Reżim ajatollahów wywiera także bardzo silny wpływ na rządzącą w Bagdadzie szyicką większość, nie tylko ze względu na to, że wielu irackich polityków szyickich było w czasach Saddama zmuszonych do emigracji na terytorium wschodniego sąsiada. Większość z nich jest zapatrzona w irański model państwowości i widzą w Teheranie nadzieję na szybkie wyjście spod protekcji Stanów Zjednoczonych.

Paradoksalnie, na obaleniu dyktatury Husajna najbardziej zyskał Teheran, którego Saddam był zaprzysięgłym wrogiem. Wraz z końcem dyktatora Iran zyskał szansę na zwiększenie swojego wpływu na wydarzenia w Iraku i śmiało można postawić tezę, że jest głównym rozgrywającym w kraju nad Eufratem i Tygrysem. Mimo tego, że w Iraku stacjonuje ponad 100 tysięcy amerykańskich żołnierzy, to Iran trzyma w ręku wszystkie najważniejsze karty. Z jednej strony wywiera duży wpływ na znaczącą większość rządzącej koalicji i szyickich obywateli Iraku, z drugiej podsyca religijne walki nie tylko poprzez ideologię, ale także broń i fundusze. Syria i Iran nie pilnują też zbyt dokładnie swoich granic, przez które swobodnie na teren Iraku przedostają się terroryści i tzw. bojownicy. Nie udowodniono żadnych powiązań Teheranu czy Damaszku z Al-Kaidą, jednak to nie organizacja Osamy Bin Laden odpowiada za większość zamachów i mordów – nawet jeśli do większości się przyznaje.

Do tej pory prezydent Bush – mając oparcie w republikańskim Kongresie – mógł swobodnie podejmować działania na arenie międzynarodowej, a polegały one m.in. na izolowaniu Iranu oraz Syrii, a także wywieraniu na te kraje presji. W przypadku słabszej Syrii było to o tyle skuteczne, że została ona zmuszona do wycofania swoich wojsk z Libanu i zakończenia trwającej ponad dwie dekady okupacji i dominacji Syrii w tym kraju. Twarda polityka USA nie przyniosła jednak podobnych rezultatów w kwestii irańskiego programu nuklearnego, gdyż Teheran mając poparcie Chin i Rosji nie zgadza się na ustępstwa. Teraz, kiedy w Kongresie przewagę mają Demokraci, mogą oni naciskać na prezydenta aby zmienił swoją politykę. Jako głowa państwa George Bush może samodzielnie kreować politykę zagraniczną nie bacząc na demokratyczny Kongres, ale obecna strategia wobec Iraku okazała się w dużej mierze fiaskiem. Może warto skorzystać z rad Demokratów oraz rekomendacji, jaką najpewniej wyda tzw. Grupa Studyjna ds. Iraku kierowana przez Jamesa Bakera (sekretarza stanu w administracji ojca obecnego prezydenta Georga H.W. Busha), a której członkiem jest nowy sekretarz obrony Robert Gates (zastąpił obwinianego za irackie problemy Donalda Rumsfelda). A rekomendacja może brzmieć następująco: należy bliżej współpracować z Iranem i Syrią, gdyż tylko dzięki temu będzie można skutecznie ograniczyć przemoc w Iraku.

Podjęcie takiego kroku może być dla Busha juniora bardzo trudne, jednak jeśli chce on być zapamiętany w historii jako wielki prezydent (a nie jako winny ugrzęźnięcia USA w Iraku) powinien podjąć inicjatywę. Rozmowy z Teheranem i Damaszkiem będą ciężkie, ale nie są skazane z góry na porażkę. Najpierw trzeba poluźnić więzy łączące obecnie Syrię i Iran, a jest to możliwe przy zapewnieniu pewnych korzyści i koncesji Basharowi Asadowi, prezydentowi Syrii, który nie jest „twardogłowym” jak jego ojciec Hafez. Porozumienie takie może obejmować zniesienie pewnych restrykcji wobec Damaszku, nacisk na Izrael aby zwrócił część okupowanych od 1967 roku Wzgórz Golan czy większe zaangażowanie w palestyńsko-izraelski proces pokojowy. Wszystko to można osiągnąć także dlatego, że Damaszek został faktycznie zepchnięty w objęcia Teheranu i nie był to jego suwerenny wybór. Nawet porównując polityczne systemy i elity władzy obu państw możemy dostrzec istotne różnice – w Iranie szyicka teokracja, w Syrii świecka dyktatura sunnickiej sekty, stanowiącej mniejszość etniczną - które trzeba wykorzystać.

Trudniej będzie negocjować z Iranem, gdyż prezydent Bush wyklucza możliwość włączenia sprawy irańskiego programu atomowego do rozmów, a Teheran uważa to za integralną część możliwych rozmów. Ważne jest jednak to, że prezydent Ahmadineżad (przynajmniej oficjalnie) deklaruje chęć bezpośrednich rozmów, co może stanowić istotny precedens. Amerykanie powinni przyjąć to za dobrą monetę i wykorzystać okazję, gdyż nie mają wiele do stracenia – natomiast wiele do wygrania.

Podjęcie interwencji w Iraku bez wcześniejszych konsultacji z sąsiadami tego kraju było błędem, jednak ciężko przyszłoby administracji Busha juniora rozmawiać z krajami uważanymi za część osi zła. Teraz sytuacja w Iraku, dobro tego kraju i jego obywateli, a także życie setek a nawet tysięcy żołnierzy amerykańskich zależy jednak w dużej mierze od tego, czy – choć spóźnione – takie konsultacje się odbędą. Czy zwyciężą stereotypy i przekonanie, że takie rozmowy byłyby potwarzą dla Busha i uznaniem jego polityki za błędną; czy też – tak jak Henryk IV – jest on gotów pójść do swojej Kanossy i ustąpić w kilku mniej istotnych kwestiach, aby zyskać w tej najbardziej wszystkich interesującej? Historia niemieckiego cesarza uczy, że taktyczne zagranie mu się opłaciło, gdyż ukorzywszy się przed papieżem odzyskał cześć i dobre imię, co pozwoliło pokonać opozycję i wzmocniło pozycję Henryka. Później, kiedy był już wystarczająco mocny, zwrócił się ponownie przeciwko papieżowi i tym razem odniósł zwycięstwo. Prezydent Bush może nie zdążyć skonsumować swojego możliwego zwycięstwa, ale jeśli uda się je osiągnąć, przyniesie ono wiele dobrego jemu samemu, Republikanom i przyszłemu kandydatowi tej partii w wyborach prezydenckich 2008, Ameryce oraz całemu światu. Bez takiego kroku – rozmów z Teheranem i Damaszkiem – wątpliwe jest, aby sytuacja w Iraku się poprawiła.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

  Dodaj komentarz
 
Autor:
Tytuł:
Treść:

Przepisz kod z obrazka:    
+ powrót
 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl