Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Atomowa gra Kima               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
21-11-2010

 

30-05-2010

 

21-05-2010

 

03-05-2010

 

25-04-2010

 

14-06-2009

  Korea pali flagi

13-06-2009

 

+ zobacz więcej

Atomowa gra Kima 

03-11-2006

  Autor: Piotr Wołejko
Po przeprowadzonej przez Koreę Północną próbie nuklearnej, która miała miejsce w nocy z 8 na 9 października, oczy całego świata ponownie skupiły się komunistycznym reżimie i jego nieobliczalnym przywódcy – Kim Dzong Ilu. Teraz Phenian, przymuszony przez Pekin wraca do rozmów. Czy jest szansa na rozbrojenie Kima?

 

 

Korea Północna przez wiele lat pracowała nad własną bombą atomową, gdyż Kim Dzong Il uważał ją za podstawę bezpieczeństwa i trwania swojego reżimu. Jak dobrze wydedukował z historycznych doświadczeń, nikt kraju posiadającego broń A nie zaatakuje, gdyż musiałby się liczyć z atomowym odwetem. Odwet taki zadałby straty niemożliwe do zaakceptowania przez władze oraz społeczeństwo państwa-agresora, co w skuteczny sposób uniemożliwiało atak. Dlatego Kim tak bardzo pragnął zdobyć swoistą polisę bezpieczeństwa w postaci bomby atomowej, która z pewnością zapobiegłaby ewentualnemu atakowi ze strony Stanów Zjednoczonych, czego dyktator ciągle się obawiał.

Obawy odeszły jednak do lamusa po przeprowadzeniu próby na początku października. Choć według wielu ekspertów była ona nieudana i zakończyła się fiaskiem, to jednak fakt posiadania ładunków nuklearnych przez KRL-D jest bezsporny. Szacunkowo wskazuje się, że Kim Dzong Il posiada jeszcze od 3 do 7 ładunków, jednak nie są to informacje pewne a tym bardziej potwierdzone.

Z militarnego punktu widzenia nie można jednak faktu posiadania przez reżim Kima broni atomowej wyciągać daleko idących wniosków, ponieważ do efektywnego jej wykorzystania niezbędne są nośniki – w postaci strategicznych bombowców lub rakiet balistycznych, zdolnych razić nie tylko Japonię czy Koreę Płd., ale przede wszystkim terytorium Stanów Zjednoczonych. Korea Północna strategicznych bombowców nie posiada, a nawet gdyby je miała, to zdolność do ich użycia byłaby bardzo ograniczona z powodu całkowitego panowania sił USA w powietrzu. Dlatego reżim – również od wielu lat – intensywnie pracuje nad rakietami balistycznymi, z pewnymi nawet sukcesami. Nadal jednak nie wyprodukował rakiety zdolnej dosięgnąć zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, a ostatnia próba z taką rakietą – Taepodong-2 – zakończyła się totalnym fiaskiem.

Jak już jednak wspominałem, samo posiadanie broni A – choć spodziewano się, że Korea Płn. prędzej czy później ją zdobędzie – podziałało na świat jak wiadro zimnej wody. Próba jądrowa wstrząsnęła społecznością międzynarodową, ale co istotniejsze, było także policzkiem dla Chińskiej Republiki Ludowej. Koreański dyktator, który utrzymuje się u władzy tylko i wyłącznie dzięki wsparciu ze strony północnego sąsiada, poinformował podobno Pekin zaledwie 20 minut przed próbą. Irytacja Pekinu była tak duża, że zgodził się on na rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ potępiającą Kim Dzong Ila i jego państwo. Rezolucja – choć rozwodniona pod naciskiem Chin i Rosji – pokazała, iż przekroczone zostały pewne granice. Choć sankcje nałożone przez rezolucję nie wyrządzą KRLD specjalnej szkody (oprócz dodatkowych sankcji ze strony Japonii, która zablokowała cały handel z Koreą Północną) to Kim dostał od Pekinu pierwsze ostrzeżenie.

Po próbie trwały konsultacje między Phenianem i Pekinem. ChRL wybitnie nie na rękę jest zaostrzenie sytuacji w regionie, gdyż może to stanowić zagrożenie dla stabilnego wzrostu gospodarczego Państwa Środka, a także sprowokować USA do zwiększenia swojego militarnego zaangażowania w regionie. Przez trzy tygodnie reżim Kima groził kolejnymi próbami jądrowymi, a w zaciszu gabinetów toczyły się rozmowy z przedstawicielami Chin. Ich efektem jest – wyrażona 31 października br. – bezwarunkowa zgoda Phenianu do stołu 6-stronnych rozmów. Amerykański negocjator ds. jądrowych Christopher Hill potwierdził, że rozmowy będą kontynuowane i to być może jeszcze przed końcem bieżącego roku.

Czy istnieją więc szanse na rozbrojenie Kima i zwiększenie dzięki temu globalnego bezpieczeństwa? Do deklaracji Phenianiu należy odnosić się z rezerwą i ostrożnością. Poprzednie spotkania sześciostronne służyły głównie KRL-D do gry na czas i zwodzenia świata, że Korea Płn. ma dobre intencje. Tymczasem pełną parą trwały prace nad skonstruowaniem bomby A. Teraz, kiedy mleko się już rozlało, a Kim uzyskał już swoją wymarzoną „zabawkę”, wątpliwe jest, aby zgodził się ją szybko oddać. A nawet jeśli się zgodzi, to postawi bardzo wysoką cenę, której Stany Zjednoczone mogą nie zaakceptować. Wydaje się więc, że o ile powrót do rozmów jest dobrym krokiem, to nie przyniesie on szybko przełomu – rozwiązania problemu. Deatomizacja Półwyspu Koreańskiego będzie procesem długotrwałym i niezbędne będą dalekie ustępstwa z obu stron, aby zakończyła się sukcesem.


Na mapce: Przedstawiono tor lotu rakiet wystrzelonych przez Koreę Północną 5 lipca 2006. Źródło: Wikimedia Commons

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl