Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Busha sposób na Irak               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
28-08-2010

 

25-04-2009

  Clinton w Iraku

29-01-2009

 

08-11-2008

  Kolejny szef al-Kaidy zabity

01-11-2008

  W Iraku coraz bezpieczniej

18-10-2008

  "NIE dla okupacji, TAK dla Iraku"

15-10-2008

 

+ zobacz więcej

Busha sposób na Irak 

06-06-2004

  Autor: Bartłomiej Telejko

Kiedy kilka dni temu słuchaliśmy kolejnego wystąpienia Georga W. Busha na temat sytuacji w Iraku mogliśmy spodziewać się poruszenia kluczowych dla tego problemu kwestii. Moment dziejowy jak najbardziej temu sprzyja. Za miesiąc Irakijczycy będą mieli teoretycznie niezależne i suwerenne państwo. 1 czerwca rozwiązała się Rada Zarządzająca, organ, który dotychczas władał krajem byłego dyktatora Saddama Husseina i powołano nowy iracki rząd.

 

 

Wydawało się, że najwyższy czas abyśmy usłyszeli od prezydenta USA jak zamierza poradzić sobie z nowymi wyzwaniami czekającymi go po 30 czerwca. Niestety, wszystko to, co powiedział Bush utwierdza nas w przekonaniu, że nadal nie ma pomysłu jak rozwiązać palący problem iracki.

Przywódca USA zawarł w swoim przemówieniu stwierdzenia i wnioski dotyczące Iraku, które mogliśmy poznać już wcześniej. Jedyną nowością było podanie informacji o zburzeniu Abu Ghraib. Więzienie, w którym torturowano irackich jeńców ma być kompletnie zniszczone, a na jego miejscu ma powstać całkiem nowy zakład penitencjarny.

Reszta przemówienia Busha oparta była na ogólnikowych frazesach, których w ostatnich miesiącach słyszeliśmy dużo za dużo. Prezydent USA mówił m. in. o tym, że posłał amerykańskich żołnierzy do kraju dyktatora „żeby bronili naszego (Amerykanów) bezpieczeństwa, a nie po to by okupować Irak”. Wspomniał o tym, że trzeba by w Iraku nadal stacjonowała amerykańska armia w obecnej liczbie 138 tyś. żołnierzy, ale powinna ona nawiązywać współpracę z irackimi siłami bezpieczeństwa. Nawiązał także do dotychczasowych sukcesach Amerykanów w tym kraju, jak np. budowa szkół, szpitali, infrastruktury, przywracanie dostaw energii, zwiększenie wydobycia ropy i w końcu wyszkolenie irackich sił bezpieczeństwa. Bush wspomniał także o wojnie z terroryzmem, której „nie szukaliśmy”, a która „nas znalazła”.

Kuliminacyjnym punktem przemówienia było przedstawienie przez prezydenta USA pięciopunktowego planu dla Iraku. Zakłada on:
1. Przekazanie władzy nad krajem suwerennemu irackiemu rządowi
2. Zapewnienie bezpieczeństwa w kraju
3. Kontynuowanie odbudowy irackiej infrastruktury
4. Zdobycie większego poparcia za granicą
5. Zdecydowane dążenie do demokratycznych wyborów.

Cieszy fakt, że prezydent Bush zdaje sobie sprawę z tego, ile do zrobienia jest jeszcze w Iraku. Niestety, styl wypowiedzi, jaki towarzyszył przywódcy USA podczas omawiania przez niego wyżej wspomnianych kwestii nie różnił się niczym od reszty jego przemówienia. Znów usłyszeliśmy ogólniki, a szczegółowe kwestie, dotyczące wprowadzenia owych pięciu punktów w życie, zostały pominięte. Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz. Zaledwie w parę dni po ogłoszeniu planu, już można wykazać w nim liczne uchybienia.

Jak mają się bowiem zapewnienia prezydenta USA o „suwerennym irackim rządzie” jeśli w dzień po jego powstaniu specjalny wysłannik ONZ Lakhdar Brahimi mówi otwarcie - Paul Bremer jest „dyktatorem Iraku.”? Powszechnie wiadomo, że Amerykanie mieli ogromny wpływ na kształt Irackiej Rady Zarządzającej oraz, że uczestniczyli w ustalaniu składu nowego rządu. Komentatorzy podkreślali wprawdzie mniejszy, niż się spodziewano, udział Waszyngtonu w formowaniu irackiego gabinetu (tylko dwóch członków Rady Zarządzającej weszło w jego skład), ale nikt nie uwierzy w to, że pozwolili Irakijczykom na całkowitą dowolność w tej kwestii. Tymczasem z suwerennością jest tak że albo państwo ją ma, albo nie.

Zastanówmy się więc czy władza niewyłoniona w wyborach ma prawo być nazywana suwerenną? Jak mówi Brahimi - „Nikt nie powinien zapominać, że tylko wybrany rząd może twierdzić, iż reprezentuje naród iracki. Członkowie tego rządu wiedzą to i nie powinni zapominać, że nie zostali wybrani. Dlatego nie będzie im łatwo uciszyć sceptycyzmu wobec siebie”.

Z kolei brytyjski prawnik Kevin Chamberlain twierdzi - „Klasyczna definicja suwerennego państwa głosi, że musi ono mieć ludność, wyraźnie określone terytorium i samodzielnie decydować o swoich sprawach. Jednak mimo okupacji istnieje państwo irackie posiadające suwerenność. Nadal jest członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Mówimy w istocie o tym, w jakim stopniu nowy rząd decyduje o swoich sprawach. W tej chwili nie decyduje”.

Na podstawie tych dwóch wypowiedzi widać wątpliwości dotyczące kwestii suwerenności irackich władz. Problematyczne jest znaczenie słowa „suwerenność”. Czy jego definicja ma zastosowanie w warunkach zaistniałej w Iraku sytuacji politycznej? To zagadnienie skomplikowane i budzące wiele kontrowersji.    

Oficjalnie Irak będzie mógł decydować sam o sobie dopiero od 30 czerwca. Wtedy to ster władzy przejmie nieodwołalnie powołany we wtorek gabinet. Czy po tej dacie możemy spodziewać się rewolucji w stylu rządzenia Irakiem? Czy iracki rząd będzie na tyle silny, aby bez pomocy Amerykanów opanować trudną sytuację w kraju? Należy mieć nadzieję, że tak. Nie zapominajmy jednak, że bardzo trudno zrezygnować ze sposobu rządzenia jakim jest dyktatura z dnia na dzień. Dlatego też, w razie poważnych wstrząsów w państwie byłego dyktatora, wiele może jeszcze zależeć od USA.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo w Iraku, to miało być ono zapewnione już od dawna, a jest, niestety, coraz gorzej. Codziennie słyszymy o walkach żołnierzy amerykańskich z siłami irackich bojowników, o śmierci zadawanej członkom wojsk koalicji, a ostatnio także o coraz częstszych porwaniach cywilów. Sytuacji nie poprawią na pewno kolejne akty przemocy stosowane przez obie strony. Mam tu na myśli aferę ze zdjęciami z więzienia Abu Ghraib oraz brutalny film z egzekucji amerykańskiego biznesmena Nicka Berga. Takie incydenty bez wątpienia nakręcają spiralę przemocy. A przemówienie prezydenta Busha pokazało, że nadal nie ma on pomysłu jak jej przeciwdziałać.

Co się tyczy odbudowy irackiej infrastruktury to wiele już udało się zrobić, ale jeszcze więcej pozostaje nadal do zrobienia. Mówiąc o odbudowie Iraku, Bush przypomniał, że USA wyłożyły na to 20 mld dol., a 37 krajów, MFW i Bank Światowy - kolejne 13,5 mld dol. Szacuje się, że całkowity koszt odbudowy Iraku to 50 - 100 mld dol. Rzut oka wystarczy, aby stwierdzić, że sporo jeszcze do tej sumy brakuje.

Wystąpienie Busha zbiegło się w czasie z ogłoszeniem przez Waszyngton projektu "irackiej" rezolucji ONZ. Właśnie w ten sposób prezydent USA chce pozyskać dla siebie międzynarodowe poparcie. Od dawna wiadomo było, że Bush tak postąpi ponieważ innej efektywnej drogi dla zapewnienia sobie światowej pomocy po prostu nie ma.

Francja i Niemcy, głowni przeciwnicy wojny w Iraku, odniosły się do proponowanego projektu rezolucji z umiarkowanym entuzjazmem, jednak zaznaczyły, że dokument stanowi "dobrą podstawę" do rozpoczęcia rozmów na temat problemu irackiego. Pytanie tylko ile czasu potrzeba ONZ na przekształcenie projektu w gotową już rezolucję, która zapoczątkuje owocną współpracę międzynarodową? Najlepiej aby stało się to jak najszybciej.

Cieszy jednak fakt, że skłócone dotychczas w tej kwestii Iraku państwa znajdują płaszczyznę porozumienia.

I wreszcie ostatni punkt prezydenta Busha - zdecydowane dążenie do demokratycznych wyborów. Jak podaje PAP - „Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem politycznym przyjętym przez przywódców irackich, władze koalicyjne i ONZ, to za miesiąc Irak odzyska suwerenność, za osiem miesięcy będzie miał tymczasowe zgromadzenie narodowe powołane w wyborach powszechnych, a za 16-17 miesięcy stałą konstytucję”. Perspektywa całkowicie niezależnego Iraku jawi się nam więc dopiero pod koniec 2005 r. W kraju tak niespokojnym jest to przyszłość odległa i bardzo niepewna. Nikt bowiem nie jest w stanie przewidzieć jaka będzie sytuacja polityczna w tym rejonie za 1,5 roku. Zależy to od wielu czynników takich jak: sprawność działań nowego rządu, poparcie międzynarodowe dla sprawy irackiej czy rozwój sytuacji militarnej w tym kraju. Największe problemy może napotkać projekt irackiej konstytucji, który ma być uchwalony przez tymczasowe zgromadzenie narodowe, a następnie poddany pod głosowanie Irakijczyków. Jeśli obywatele Iraku odrzucą ten dokument w ogólnonarodowym referendum będzie to skutkować dalszymi opóźnieniami w wyborze przez nich suwerennych władz. Gdyby tak się stało perspektywa całkowitej niepodległości ich państwa znowu się oddali.  

Wtorkowe przemówienie prezydenta Busha przypomniało Amerykanom po raz kolejny o problemie irackim. Sęk w tym, że obywatele USA pamiętają o konieczności rozwiązania tej trudnej kwestii bardzo dobrze. Dlatego też czekają na zapowiedzi konkretnych działań, które pozwolą poczynić krok naprzód w rozwiązaniu irackiej łamigłówki. Czy się doczekają?

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl