Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Sprawy globalne / Zginąć, aby opowiedzieć historię               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Zginąć, aby opowiedzieć historię 

08-05-2004

  Autor: Dział Zagraniczny

Kilka lat temu telewizja CNN zatytułowała tak reportaż o korespondentach wojennych, którzy swoją pracę przypłacają życiem. Właśnie to spotkało wczoraj Waldemara Milewicza, najlepszego i najbardziej znanego z polskich dziennikarzy telewizyjnych, specjalizujących się w obsłudze konfliktów zbrojnych. Dla nas wszystkich, na co dzień mówiących i piszących o sprawach międzynarodowych, był ikoną, wzorem i symbolem. Dziś chcemy powiedzieć o Nim parę słów, by choć symbolicznie Go pożegnać.

 

 

Każdy z nas odczuwa to nieco inaczej i każdy ma swoje osobiste przemyślenia. Dlatego postanowiliśmy nie redagować jednego, wspólnego artykułu, a po prostu dać wszystkim współpracownikom naszego działu zagranicznego, którzy wyrazili takie życzenie, szansę indywidualnego wypowiedzienia się. Niektórzy napisali po kilka akapitów, inny ujęli swe odczucia w zaledwie kilka słów. Oto nasze refleksje w dzień po tej tragedii:


Waldemar Milewicz podejmował przede wszystkim tematy trudne. Podziwiałam go zawsze za to, że chciał i rozmawiał z ludźmi, których nazywano terrorystami; że starał się ukazać świat bez zniekształcających jego obraz mitów, propagandy i uproszczonych schematów. Dziennikarstwo i społeczeństwo zawsze będzie potrzebowało takich ludzi...

Ewa Dryjańska

 

Każda strata boli, ale są takie które bolą jakby dotkliwiej, skłaniają do refleksji. Waldemar Milewicz zginął chcąc pokazać przeciętnemu człowiekowi prawdę o świecie - o tym jak wygląda życie, jak bardzo odbiega ono od wyobrażeń. Zginął jadąc po te najlepsze ujęcia - te z samego centrum walki, po ludzkie rozpacze, łzy, śmiech i kilka niezrozumiałych słów po arabsku wykrzyczanych do szklanego oka kamery. Zginął, tylko dlatego, że urodził się Polakiem i w opinii miejscowych fanatyków terroryzował ich kraj. Zginął, bo komuś się zdawało, że dla Allacha będzie świętszym, jeżeli zabije drugiego człowieka. Zginął z głupiej nienawiści do wszystkiego. A przecież pokazując Irak, Kosowo, Afrykę swoimi oczami pozwalał dotknąć nam tego, o czym nie mieliśmy pojęcia.

Ta ludzka głupota, ta ludzka nienawiść....
...tak bardzo boli...

Agata Motyl

 


Dziennikarz to dla opinii publicznej narząd zmysłu. Oko. Kiedy ginie dziennikarz, wszyscy tracimy część naszego, społeczeństwa „ja”. Tracimy wzrok.

7 maja poniosło śmierć dwóch dziennikarzy TVP. Wśród nich był Waldemar Milewicz. Waldku, Ty jako jeden z niewielu polskich dziennikarzy wypracowałeś swój własny, niepowtarzalny styl - styl, który znamionuje tylko Wielkich Dziennikarzy. Pracowałeś w miejscach, o których inni nawet bali się pomyśleć, a mimo to zawsze pamiętałeś o odpowiedzialności wobec własnej ekipy. Nigdy nie podejmowałeś niepotrzebnego ryzyka.

Coraz częściej pierwszą ofiarą każdej wojny staje się właśnie dziennikarz. Ty zginąłeś na posterunku, zaatakowany po tchórzowsku, od tyłu, przez barbarzyńców. Barbarzyńców, którzy nie liczą się z niczyim życiem. Nie liczą się z opinią świata - wszak atakują jej wysłanników. W ten sposób sami kopią grób swojej sprawie - potępienie jest powszechne.

Waldku, dzisiaj poczuliśmy się samotni. Poczuliśmy stratę kogoś bliskiego - przecież dziennikarze to jedna wielka rodzina - od Wybitnych, jak Ty po malutkich, jak my. Byłeś i pozostaniesz dla nas wzorem. Nie zapomnimy Cię, bo legend się nie zapomina. A Ty stawałeś się legendą z każdą wizytą - z każdym wypowiedzianym przed kamerą słowem w Kosowie, Bośni, Somalii, Czeczenii, Iraku. Stałeś się symbolem, cząstką tego, co rozumiemy pod terminem „dziennikarstwo”. Dziękujemy Ci za to, co dla nas wszystkich zrobiłeś. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Są.

Michał Potocki

 

Wiadomość o śmierci Waldemara Milewicza, najbardziej znanego polskiego korespondenta wojennego wstrząsnęła całym środowiskiem dziennikarskim w Polsce.

Odszedł człowiek, do końca swoich dni oddany pasji swojego życia. Dla mnie Waldemar Milewicz był i nadal pozostanie niedoścignionym wzorem. Tak jak większości z nas, trudno mi mówić o Nim w czasie przeszłym. Człowiek niezwykle odważny i charyzmatyczny, wielokrotnie ocierał się o śmierć. Z niecierpliwością czekałem na kolejny reportaż z cyklu „Dziwny jest ten świat”. Niestety, już nigdy nie zobaczę Waldemara w akcji.

Wiadomość o Jego śmierci dotarła do mnie w trakcie realizacji jednego z materiałów prasowych na terenie Warszawy. Do fotoreportera, z którym pracowałem tego feralnego dnia zadzwonił kolega i poinformował o tragicznym wydarzeniu w Iraku. Nie mogliśmy uwierzyć... A jednak... śmierć dopadła najlepszego korespondenta wojennego jakiego znałem.

Do tej pory uważałem, że są na świecie ludzie niezniszczalni, których nic i nikt nie jest w stanie pokonać. Rzeczywistość pokazała, jak bardzo się myliłem... Nikt nie zna dnia, ani godziny...

Smutek, żal i przygnębienie. To ogromna strata dla Polski. Opuścił nas człowiek wielki duchem, profesjonalista szczerze oddany misji swojego życia.

Będzie nam Ciebie bardzo brakowało...


Łukasz Siudak

 

Śmierć Pana Milewicza spowodowala w moim sercu wiele smutku. Mimo iż nie miałem zaszczytu osobiście go poznać, to jednak z wielkim przekonaniem muszę powiedzieć, iż był bardzo dobrym dziennikarzem, profesjonalistą i przede wszystkim wzorem do naśladowania. Dlatego też bedę Go miał caly czas w swojej pamięci.

Paweł Preś

 

Śmierć Waldemara Milewicza to dla nas wszystkich cios. To wydarzenie dogłębnie uświadamia nam, jak niebezpieczny jest zawód dziennikarza... To przestroga dla wszystkich młodych ludzi, z których na pewno wielu pragnie zostać reporterami zajmującymi się relacjami z takich "gorących miejsc" jak Irak...
 
Łączmy sie wszyscy w bólu, na drugiego tak znakomitego i obiektywnego dziennikarza przyjdzie nam na pewno dlugo poczekac...

Paweł Szatałowicz

 

Wczoraj w Iraku zginął Waldemar Milewicz - wielki dziennikarz i jeszcze wspanialszy człowiek. Wzór do naśladowania przede wszystkim dla nas, piszących artykuły ukazujące się w tej rubryce.

Waldemar Milewicz był człowiekiem niezwykłym podobnie jak niezwykły był styl uprawianego przez niego dziennikarstwa. Jego porywające reportaże z każdego niemal zakątka świata zawsze oglądało się z zapartym tchem. Pokazywał nam to, czego inni nigdy  nie potrafili dać nam zobaczyć, robił reportaże z miejsc, do których nikt inny nie odważył się pojechać.

Posiadał rzadką, jak dla mnie, umiejętność połączenia znakomitej i rzetelnej analizy politycznych wydarzeń z ukazaniem losu zwykłych ludzi dotkniętych wojną. Chciał pokazywać coś więcej niż tylko militarny aspekt wydarzeń, których był świadkiem. Jego relacje obfitowały w wypowiedzi miejscowej ludności, do której starał się za każdym razem dotrzeć. Starał się pokazywać ich sytuację, ich punkt widzenia. Szukał czegoś więcej niż tylko sensacji. Szukał prawdy, często z narażeniem własnego życia. Jak mówią jego współpracownicy miał szczęście. Niestety, jeden raz tego szczęścia zabrakło...

Był zawsze tam, gdzie działo się coś ważnego. Jeździł do miejsc, gdzie sytuacja była najbardziej napięta. Podróżował do tych egzotycznych krajów, aby przybliżać niezrozumiałe dla nas problemy. Zawsze były to kwestie ogromnej wagi, które wpływały na kształt świata w którym przyszło nam żyć.

Jeździł w te niebezpieczne miejsca również dla własnej satysfakcji. Kochał to co robił i poświęcał się temu bez reszty. Jego postawa powinna być wzorem dla nas stawiających dopiero pierwsze kroki w dziennikarskim fachu. Jego mądrości i pasji z jaką wykonywał swoją pracę wystarczyłoby dla niejednego profesjonalnego dziennikarza.

Każdy z nas żywi skrytą nadzieję, że kiedyś dane mu będzie zająć się dziennikarstwem międzynarodowym w zawodowym, dorosłym życiu. Gdy już, miejmy nadzieję, niektórym z nas się to uda, pamiętajmy o wspaniałym reporterze, który wczoraj odszedł.

Koleżanki, koledzy. Zginął nasz wielki mistrz, niedościgniony ideał. Pochylmy głowy w żałobie...  

Bartłomiej Telejko

 


Każdy młody człowiek ma swoich idoli, swoje wzory do naśladowania. Dla nas, marzących o zawodowym związaniu się z publicystyką międzynarodową, jedną z najważniejszych takich postaci był Waldemar Milewicz. Wykonywał zdecydowanie najtrudniejszą odmianę tego zawodu - był korespondentem wojennym, choć sam nigdy nie pozwalał się tak nazywać. Wyruszał tam, skąd wszyscy inny chcieli uciec. To dzięki pracy Jego i Jemu podobnych mogliśmy na własne oczy śledzić przebieg wojny, samemu pozostając bezpieczni w domowych fotelach.

Jego śmierć to szok dla nas wszystkich. Odchodzi pionier, człowiek, który wytyczył drogę, którą potem poszło już wielu, a pójdzie zapewne jeszcze więcej. Jedną z największych bolączek polskich mediów elektronicznych jest brak dobrych korespondentów zagranicznych. Oczywiście są tacy, ale jest ich stanowczo za mało. Milewicz starał się jakoś to rekompensować, próbując być niemal wszędzie jednocześnie.

Niespełna 2 lata temu w zamachach na Bali zginęła Beata Pawlak, reporterka "Polityki" i "Gazety Wyborczej". Teraz w Iraku życie stracił Milewicz. Co to oznacza dla nas, młodych adeptów dziennikarstwa? To przypomina nam o zagrożeniu, ale tak naprawdę chyba nic nie zmienia w sensie naszych planów. To ryzyko wpisane jest w zawód, który świadomie wybieramy. Jest on stosunkowo dobrze płatny, stanowi niesamowitą przygodę intelektualną i nie tylko, ale bywa także niebezpieczny. Wiemy o tym i w dalszym ciągu chcemy go wykonywać. Chcemy odkrywać przez Czytelnikami, Słuchaczami i Widzami nieznane kraje, ich mieszkańców i problemy. Chcemy poznać świat najpełniej, jak to możliwe. Chcemy go zrozumieć i opisać. Milewicz też tego pragnął. I poniósł za to tę najwyższą ofiarę. Ale jeśli już umierać, to za to, co się kocha! Waldemar Milewicz kochał swą pracę nad życie...

Ale Jego dzieło przetrwa, jeszcze za 100 lat historycy analizując konflikty w Czeczenii, Kosowie czy Iraku będą się opierać między innymi na tym, co wtedy, na gorąco, przekazywali dziennikarze. A jednym z najlepszych z nich był Waldemar Milewicz.

Wczoraj w Warszawie spadła chyba największa ulewa od początku tej wiosny. Byłem wtedy bardzo blisko redakcji "Wiadomości" na placu Powstańców i powtarzałem sobie w duchu ludowe porzekadło: niebo płacze po Milewiczu...

Jarosław Błaszczak

 

Na koniec prezentujemy Państwu notę biograficzną Waldemara Milewicza, przygotowaną przez jego redakcyjnych kolegów z TVP (źródło: www.tvp.pl):

Waldemar Milewicz urodził się 20 sierpnia 1956 roku w Dobrym Mieście. Ukończył studia na wydziale psychologii. W Telewizji Polskiej pracował od 1981 roku. Najpierw w Naczelnej Redakcji Dzienników Telewizyjnych, a następnie w Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Od 1991 roku był publicystą redakcji zagranicznej „Wiadomości”. W telewizji zajmował się także problematyką integracji europejskiej i bezpieczeństwa na naszym kontynencie. Docierał z kamerą wszędzie tam, gdzie działo się coś dramatycznego, gdzie cierpieli ludzie.

Waldemar Milewicz był laureatem wielu prestiżowych nagród, m.in. przyznanej przez Johns Hopkins University w Waszyngtonie za reportaż „Czeczenia - 6 dni wojny”, nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za cykl reportaży z wojny domowej w Ruandzie, Polskiego Pulitzera w kategorii news - za cykl reportaży z Kosowa i strajku górników w Rumunii. Z okazji 50-lecia TVP otrzymał Krzyż Kawalerski.

W 1999 roku Akademia Telewizyjna uznała Milewicza za „najwyżej cenionego dziennikarza”, przyznając mu „Wiktora”.

- Największą satysfakcją dla mnie jest fakt, że wiem, iż to co robię, naprawdę jest potrzebne, że dzięki pracy w miejscach, do których dotrzeć trudno, przekazuję prawdę, której nikt przede mną nie ujawnił; najczęściej szalenie dramatyczną, bo przecież docieram do miejsc, gdzie toczą się wojny, a wokół mnóstwo bólu i cierpienia. Z listów, telefonów i rozmów wiem, że widzowie czekają na te informacje i cenią je sobie. Ta świadomość jest dla mnie ważna - powiedział wówczas Milewicz.

W grudniu 2000 r. otrzymał nagrodę Grand Press, przyznaną przez miesięcznik „Press”, za najlepszy reportaż telewizyjny. W następnym roku ten sam miesięcznik uznał go za Dziennikarza Roku. Doceniono jego „profesjonalizm i promowanie światowych standardów dziennikarstwa oraz przestrzeganie etycznych zasad zawodu”. Zapytany wtedy, dlaczego jeździ w niebezpieczne rejony odpowiedział: - Bo nikt inny nie chce jechać.

Kolejnym wyróżnieniem, tym razem przyznanym przez telewidzów, było zdobycie Telekamery 2002 w kategorii publicystyka.


Nie zapomnimy o Nim!  

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl