Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Aktualności / Jak się nie robi koalicji               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
12-02-2010

 

10-08-2007

 

09-08-2007

 

07-08-2007

  Przystawki jednak niestrawne

06-08-2007

  Szopka (nowo)roczna

02-08-2007

  Pisowczycy i lisowczycy

27-07-2007

 

+ zobacz więcej

Jak się nie robi koalicji 

23-09-2006

  Autor: Wojciech Kusy

Ryzykownie jest komentować sytuację polityczną w momencie, kiedy w politycznym kotle wrze. W chwilach przesilenia każda opcja wchodzi w rachubę, a obecnie mamy niewątpliwie taki moment. Jeśli jednak nie możemy przewidzieć, co się stanie, możemy przynajmniej powiedzieć, jak to się staje.

 

 

Pewien znany publicysta komentując swego czasu rozmowy Prawa i Sprawiedliwości z Samoobroną w sprawie bodajże paktu stabilizacyjnego powiedział, że te rozmowy przypominają grę znaczonymi kartami, którą rozgrywają szulerzy. Coś w tym jest. PiS od wygranych wyborów postawiło na siłę. Rozmowy o koalicji z Platformą Obywatelską rozgrywane były z takiej pozycji, że albo koalicja na zasadach PiS, albo brak koalicji. Kiedy zdominowanie PO okazało się niemożliwe, rozpoczęły się zabiegi mające na celu rozbicie Platformy poprzez wyrwanie z jej szeregów jak największej liczby posłów. W polityce nie ma chyba bardziej wrogiego zachowania wobec innej partii, niż próba bezpośredniego jej rozbicia. W cywilizowanym świecie narzędziem zdobywania przewagi nad konkurencją polityczną jest walka wyborcza.

Podobnej próbie została poddana Liga Polskich Rodzin, której Jarosław Kaczyński chciał de facto wyznaczać przewodniczącego. Zanim zawiązano koalicję, prezes PiS zrobiło wszystko, żeby LPR podporządkować – nie zaczęło więc od rozmowy, ale od pałki. Trudno się spodziewać zaufania po kimś, kogo przed chwilą próbowało się politycznie unicestwić.

Z taką samą sytuacją mamy do czynienia teraz. Prawo i Sprawiedliwość rozwiązywanie kryzysu rozpoczęło od publicznego apelu do posłów Samoobrony, aby opuszczali swój klub i przechodzili do Prawa i Sprawiedliwości. Chyba już kiedyś to przerabialiśmy: z PO tak, ale bez Tuska; z LPR tak, ale bez Giertycha; teraz mamy z Samoobroną tak, ale bez Leppera. Nie wiem, czy istnieje jeszcze partia, która uwierzy w dobre intencje liderów Prawa i Sprawiedliwości.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że dowodzi do swego rodzaju politycznej zachłanności. Nie ma partnera dla Prawa i Sprawiedliwości, jest tylko słabszy lub silniejszy koalicjant. Efekty obserwujemy. Zaprzepaszczenie optymalnej koalicji PO-PiS, niemożność skonstruowania trwałej większości, marnowanie czasu i energii na walkę z opozycją.

Wbrew pozorom nie jest to świadectwo siły, ale słabości, niepewności, odizolowania. Silny partner nie boi się zawierać sojuszy i nie próbuje podporządkować sobie koalicjantów. Taki sposób uprawiania polityki na pewno nie przyciąga do niej obywateli, nie sprzyja też kształtowania się dobrych obyczajów parlamentarnych, jakie są udziałem bardziej dojrzałych demokracji. Dlatego o poprawie sytuacji będzie można mówić nie wtedy, kiedy PiS zmieni koalicjanta, ale wtedy, kiedy PiS zmieni sposób uprawiania polityki. Albo po przedterminowych wyborach straci władzę na rzecz PO.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę
  Wasze komentarze
 

 

(~szuwarek, 23-09-2006 17:01)

Opis:

  [ 1 ]

(~yodlek, 23-09-2006 16:01)

Opis:

 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl