Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Historia / Propaganda hitlerowska w prasie gadzinowej               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
07-10-2009

 

31-08-2009

  Polska wie jak odpowie Rosji

26-08-2009

 

20-08-2009

 

13-08-2009

 

07-08-2009

 

17-05-2009

  Koniec 26-letniej wojny domowej na Sri Lance

+ zobacz więcej

Propaganda hitlerowska w prasie gadzinowej 

01-09-2006

  Autor: Michał Potocki

Machina propagandowa III Rzeszy była jedną z najlepiej funkcjonujących – a przez to i najstraszniejszych – machin wszechczasów. Głównym jej twórcą był Joseph Goebbels. Stosowane przez niego, ale także innych przywódców Rzeszy, tricki socjotechniczne, połączone ze zdolnościami aktorsko-oratorskimi sprawiły, że wielu obywateli Niemiec złapało się na lep tejże propagandy. Oto, jak działało podstawowe jej narzędzie na ziemiach polskich – prasa „gadzinowa”

 

 

Podbicie Polski we wrześniu 1939 r. sprawiło, że niemiecka machina propagandowa musiała zmierzyć się z zupełnie nową sytuacją. Zadanie propagandystów było znacznie trudniejsze. Niemców, zbiedniałych i upokorzonych przez skutki I wojny światowej, traktat wersalski i Wielki Kryzys, było łatwo przekonać do poparcia reżimu, pokazując im kozła ofiarnego (głównie w postaci Żydów i komunistów). Z podbitymi Polakami tak łatwo nie było, bowiem byli oni nastawieni wobec najeźdźczych organów władzy zupełnie inaczej.

Podbiwszy Polskę, Niemcy zastali świetnie rozwinięty rynek prasowy z setkami tytułów, wychodzących często w kilkudziesięciotysięcznych nakładach i reprezentujących wiele opcji politycznych. Ludzie chętnie czytali prasę – pamiętajmy, że mówimy o czasach przed powstaniem telewizji; czasach, w których także radiofonia nie była zbytnio rozpowszechniona. Dla wielu Polaków prasa była podstawowym źródłem informacji. Cena większości gazet codziennych wynosiła 10 groszy, tygodników – 20 groszy, a zatem na zakup gazety było stać niemal wszystkich Polaków, co również nie pozostało bez wpływu na czytelnictwo prasy.

Do głównych tytułów w momencie wybuchu wojny należały m.in.: endecki Wieczór Warszawski (nakład 60-80 tys.), sanacyjny Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony (80-90 tys.), niezależne Kurjer Warszawski (40-50 tys.), Ilustrowany Kuryer Codzienny i lwowski Ilustrowany Goniec Wieczorny, sensacyjny Express Poranny (30-50 tys.), liberalny Kurjer Poranny, socjalistyczny Kurjer Codzienny czy krakowski konserwatywny Czas – 7 wieczór.

Po przejęciu władzy na terenie Polski Niemcy przejęli wszystkie wydawnictwa, aby pod koniec października dokonać reformy rynku prasowego. Polegała ona na zamknięciu gazet w każdym mieście i utworzeniu w ich miejsce jednego polskojęzycznego dziennika, którego redaktorami naczelnymi często byli jednak Niemcy bądź Volksdeutsche. I tak: w Krakowie powstał Goniec Krakowski (red. nacz. Hans Stróżyk), w Warszawie 11 października wypuszczono pierwszy numer Nowego Kurjera Warszawskiego. Nakład NKW dochodził nawet do 200 tys. egz. Obie gazety pogardliwie nazywane były „podogońcem” i „kurwarem”. Także w mniejszych miastach zaprowadzono nowe porządki. Przykładem może być Gazeta Radomska bądź Express Lubelski. Po zajęciu Lwowa w 1941 r. powołano na tej samej zasadzie Gazetę Lwowską. Dziennik dla Dystryktu Galicja (do 90 tys. egz.). Później powstało kilka nowych tytułów w Warszawie i Krakowie.

Wszystkie wymienione tytuły były wydawane przez specjalnie w tym celu utworzoną spółkę, Zeitungsverlag Krakau-Warschau GmbH. Wiele tekstów (zwłaszcza tych najistotniejszych) redagowano w centrali na bazie doniesień z niemieckiej agencji prasowej, a następnie przesyłano do poszczególnych redakcji w celu korekty i publikacji. Stąd wiele artykułów z dwóch różnych pism było niemal równobrzmiących. Oto wiadomość z 16.10.1941 r. opublikowana w Dzienniku Porannym:

Helsinki, 15 października. Brytyjska opinja publiczna z wielkiem zainteresowaniem śledzi bieg wypadków nowej fazy kampanji wschodniej. Na specjalną uwagę zasługuje nadeszła do Helsinek wiadomość, jakoby Moskwa miała być otoczona oddziałami GPU., które uniemożliwiają mieszkańcom opuszczanie miasta. Krok ten ma również na celu uniemożliwienie napływu mas uchodźczych, które były kulą u nogi cofającym się oddziałom bolszewickim.

A oto ten sam temat poruszony w Nowym Kurjerze Warszawskim:

HELSINKI, 15.10. --- Według nadeszłych do Helsinek wiadomości, Moskwa jest jakoby otoczona oddziałami GPU, które uniemożliwiają mieszkańcom opuszczenie miasta. Krok ten ma również na celu uniemożliwienie napływu mas uchodźczych, które utrudniałyby ruchy cofającym się oddziałom bolszewickim.

Poza dziennikami dla Polaków ukazywał się również jeden tytuł dla Żydów. Gazeta Żydowska. Jidisze Cajtung była rozprowadzana w gettach całego kraju. Stała na jeszcze niższym poziomie merytorycznym niż prasa dla Polaków, ograniczając się niemal wyłącznie do komunikatów z frontu, nowych rozporządzeń i drobnych ogłoszeń.

Oddzielną kategorię prasy stanowił Ilustrowany Kurjer Polski. Tygodnik ten miał bogatą szatę graficzną z licznymi fotografiami. Nie stronił od problematyki społecznej, oczywiście przedstawionej w odpowiednim świetle (artykuł Nędza chłopa polskiego z 13.10.1939 r.), ale także od dowcipów i karykatur autorstwa rysowników z całego świata.

Utrzymywanie polskiej prasy miało kilka celów. Głównym było tworzenie właściwych postaw wobec wojny, prowadzonej przez III Rzeszę. Czyniono to dwojako. Po pierwsze poprzez ukazanie przygniatających sukcesów wojsk niemieckich na wszystkich frontach i tworzenie wrażenia, jakoby zwycięstwo Niemiec nad Anglią i (później również) Związkiem Radzieckim było nieuchronne. Oto same tylko tytuły z Gazety Lwowskiej z 03.12.1941 r.:

Coraz bliżej Moskwy. Straty angielskiej marynarki: 1 lotniskowiec, 1 krążownik, 3 kontrtorpedowce, 4 ścigacze, 2 łodzie i 48 statków handlowych;
1500 trupów bolszewickich nad Ładogą. Brawurowy wyczyn wojsk fińsko-niemieckich;
„Wielka Brytania nie ma widoków zwycięstwa”. Prasa Paragwaju o podżegawczej akcji Roosevelta;
Po zajęciu uprzemysłowionych obszarów Sowietów nierozbudowana sieć komunikacyjna ich zaplecza przypieczętuje katastrofę;
Granice Europy przesunięte na wschód. Obecnie przeorana być musi umysłowość byłych obywateli sowieckich.

Z drugiej strony Niemcy usiłowali zachęcić Polaków do zakładania i wstępowania w szeregi legionów antybolszewickich, które miano wysłać na front wschodni. Podobne legiony powstawały w całej Europie (istniały oddziały belgijskie, rosyjskie, ukraińskie, a nawet ormiańskie, azerskie i turkiestańskie; w Polsce nazistom się nie udało). Niemcy ze szczegółami opisywali zbrodnie dokonywane przez ZSRR, niedwuznacznie pokazując jednocześnie, kogo powinniśmy uznawać za antybolszewicką zaporę. Goniec Krakowski z 22 kwietnia 1944 r. pisał w artykule W obronie ludności wschodniej Galicji. Protest przeciw bolszewickiej tyranji:

Jako najważniejszy moment tego posiedzenia Rządu należy uważać oświadczenie Generalnego Gubernatora, w którym zaprotestował on w obliczu świata przeciwko zachowaniu się bolszewików na tych obszarach Generalnego Gubernatorstwa, które w obecnej chwili zostały dotknięte działaniami wojennemi. (…) Ludność wschodniej Galicji (…) jedynie tylko w silnej, niemieckiej pozycji upatruje gwarancję dla swego bytu i swej przyszłości. (…) Zachodzi konieczność, aby Rząd Generalnego Gubernatorstwa ze swej strony wystąpił z protestem wobec świata przeciwko nie mającemu przykładu w historji brutalnemu traktowaniu i masakrowaniu ludności przez bolszewików na dotkniętych wojną obszarach Generalnego Gubernatorstwa. (…) Uważamy, jako swój obowiązek zaopiekowanie się pod każdym względem ofiarami bolszewicko-żydowskiej tyranji wojennej. W obecnej wojnie bolszewizmu i żydostwa niema już żadnej różnicy pomiędzy grupami ludności Generalnego Gubernatorstwa.

Po wyklęciu bolszewizmu istotną rolę odgrywała też propaganda antyangielska (będąca jednocześnie propagandą antyżydowską). Już od pierwszych dni po upadku II RP Niemcy obarczyli Anglików winą za wybuch wojny, starając się usilnie przekonać do swego zdania polskich czytelników. Według Ilustrowanego Kuryera Codziennego z 26.10.1939 r…

…Wielka mowa Ministra Spraw Zagranicznych Rzeszy w Gdańsku, zawierająca niezaprzeczalny dowód dla absolutnych dążeń wojennych Anglji przeciw Niemcom, znalazła w licznych krajach pełną aprobatę. Przyznaje się ogólnie wywodom Ribbentropa nadzwyczajne znaczenie. Udowodnienie tego, że Anglja przygotowała się od lat potajemnie i planowo do wojny z Niemcami i że chciała przez gwarancje dane Polsce znaleźć tylko pretekst do wojny z Niemcami, udało się zupełnie przez wyczerpujące przedstawienie polityki angielskiej w ostatnich latach oraz bezpośredniej historji wojny. Myśli się przytem szczególnie o sabotażu Chamberlaina przeciw planowi Mussoliniego, przedłożonego dn. 2 września. Tem udowodnieniem została wyjaśniona odpowiedzialność Anglji za dalszy rozwój wydarzeń.

Jeśli chodzi o stosunek „gadzinówek” do przedwojennej Rzeczypospolitej, był on nieco ambiwalentny. Z jednej strony podkreślano biedę, panującą w środowiskach robotniczych i chłopskich oraz winę „polskich podżegaczy”, z drugiej zaś – zaskakująco pozytywnie wypowiadano się o polityce Józefa Piłsudskiego, sugerując, że gdyby żył Marszałek, wojny z Niemcami by nie było. Takie podejście miało wzbudzić zaufanie i szacunek wśród obywateli GG. Stąd np. Niemiecka warta honorowa przy grobie marszałka Piłsudskiego na Wawelu, która pojawiła się na okładce Ilustrowanego Kurjera Polskiego 13.10.1939 r.

Ataki na przedwojenne porządki polskie występowały jednak tylko w trzech pierwotnych dystryktach GG. W prasie lwowskiej zrezygnowano z nich całkowicie, co faktycznie poskutkowało. Lwowiacy chętnie kupowali Gazetę Lwowską, bowiem w odróżnieniu od Czerwonego Sztandaru, który wychodził tam podczas okupacji radzieckiej, nie epatowano aż tak epitetami pod adresem władz sanacyjnych, wyjątkowo chętnie za to drukowano propagandę antysowiecką.

Prasa okupacyjna służyła hitlerowcom do rozpowszechniania zarządzeń dla ludności. Ogłoszenie z Gazety Żydowskiej z 04.01.1942 r.:

Zakład Zaopatrywania podaje do wiadomości, że w terminie od dnia 29 grudnia 1941 r. do dnia 10 stycznia 1942 r. rozdzieli stopniowo na kupon Nr 32 kart żywnościowych koloru żółtego na m. grudzień 1941 r. po 1 jajku znaczonym stemplem w owalu z napisem: „Zakł. Zaop.” po cenie zł 0,70 za 1 sztukę.

Polacy kupowali prasę „gadzinową” pomimo apeli Armii Krajowej o bojkot kolaborantów. AK była świadoma nieskuteczności swych próśb, dlatego też ostatecznie zwrócono się do Polaków o bojkot prasy oficjalnej chociaż w jeden dzień tygodnia – piątek. Zupełna rezygnacja z czytelnictwa prasy była jednak niemożliwa, gdyż prasa była jedyną możliwością zasięgnięcia wiedzy o świecie. Zmanipulowanej i oszczerczej, jednak mieszkańcy ziem polskich umieli czytać między wierszami. Głównym jednak powodem niepowodzenia akcji bojkotu były liczne ogłoszenia drobne, które często zajmowały ponad połowę objętości gazety (które rzadko miały więcej niż cztery strony). Właśnie po nich można się zorientować, że poza traumą okupacji toczyło się zwyczajne ludzkie życie:

Zdolna 25-letnia (żeńska) siła biurowa znająca perfekt język niemiecki w słowie i piśmie szuka posady od zaraz – najchętniej w Krakowie: Zgł. kierować: Goniec Krak. Kraków „Nr. 689K”.

Nawet dział ogłoszeń nie był jednak wolny od niemieckiej propagandy:

Zgłaszając się ochotniczo do pracy w Rzeszy Niemieckiej – masz prawo wyboru miejsca pracy. Zgłoszenia: BIURO INFORMACYJNE dla pracowników fizycznych i umysłowych Krakau, Burgstr (Grodzka) L. 60

Co ciekawe, zbrojnemu podziemiu, albo po prostu zwykłym obywatelom, udawało się czasem przechytrzyć oficjalną cenzurę. W Nowym Kurjerze Warszawskim pojawiło się pewnego dnia następujące ogłoszenie:

Prusaki i inne robactwo tępię niezawodnie. Władysław Sikorski. Hoża 43.

Trudno zresztą stwierdzić, czy tego typu teksty nie pojawiały się za wiedzą polskich pracowników dzienników. Czasem udawało im się bowiem przemycić informacje, które zdobywały wśród Polaków szczególną popularność. Gazeta Lwowska umieściła np. relację z wizyty Franka, którą opatrzono informacją, że generalny gubernator poruszał się po dystrykcie samochodem pancernym. Następnie opublikowano wymuszone sprostowanie; oba numery wzbudziły śmiech i zrozumiałą pogardę wobec Niemców wśród mieszkańców miasta… Innym razem zdarzyła się publikacja np. listów Juliusza Słowackiego do matki.

Jeśli chodzi o warstwę kulturalną, zgodnie z planem Niemców, według którego w przyszłości Polakom miała wystarczać umiejętność złożenia podpisu i liczenia do stu, promowano dzieła o wyjątkowo niskim poziomie. W kinach panowały obrazy kiczowate, erotyczno-satyryczne. Była to przemyślana taktyka. Zgodnie ze słowami Hansa Franka „w grę mogą wchodzić co najwyżej złe filmy, względnie takie, które obrazują wielkość i siłę Rzeszy Niemieckiej”. Podobne zasady miały panować w innych gałęziach kultury. W gazetach publikowano mierne nowele bądź opowiadania, tudzież grafomańskie wiersze, z których wraz ze zmniejszeniem objętości gazet wynikającym z niedoborów papieru zrezygnowano całkowicie.

Z tych samych względów obecność w gazetach taniej sensacji i epatowanie szokującymi materiałami „z życia wziętymi”, na wzór współczesnych tabloidów. Oto fragment Nowego Kurjera Warszawskiego z 27.05.1941 r.:

Pierwsza ofiara nieracjonalnego opalania się. (w) 27-letni Andrzej Machnik wybrawszy się wczesnym rankiem na plażę, położył się na piasku, aby opalić [fragment nieczytelny – przyp. mp] wkrótce zasnął. Przebudziwszy się po kilku godzinach stwierdził z przerażeniem, że całe ciało jest jakby ugotowane a nie mogąc włożyć ubrania poprosił przechodniów o wezwanie lekarza.
Przybyły na miejsce lekarz Pogotowia 2-22-22 stwierdził porażenie III stopnia. Po udzieleniu pomocy nieszczęśliwego przewieziono do domu.

Jedynym wyjątkiem była Gazeta Lwowska z niezłym działem literackim, która często pozwalała sobie na aluzje, zrozumiałe dla wszystkich Polaków. I tak po śmierci Władysława Sikorskiego redaktorzy umieścili artykuł pt. Odszedł gospodarz siewca do ostatka, nie traktujący bynajmniej o śmierci generała, zaś pod nim – wiersz Gorące dnie nastają Jana Kochanowskiego.

Nieco inną, mniejszą skalę zjawiska kampanii nienawiści można odnaleźć w polskojęzycznej prasie w pétainowskiej Francji. Gazeta Wiarus Polski, którego wydawanie w czasie wojny nigdy nie została wstrzymane, była wśród Polonii na zachodzie bardzo popularna jeszcze przed konfliktem. Dziennik podczas wojny wychodził w Lyonie. Nakład jego osiągał w porywach 20 tys. egz. Mimo cenzury, dziennik zachowywał zaskakującą czasem niezależność. Informacje były stonowane i, choć nie kryto sympatii wobec władz w Vichy, to jednak nie wahano się publikować złych (dla państw Osi) wiadomości z frontów i nie tylko (WP z 10.11.1942 r.)…

Londyn. – Liczne bombowce atakowały w nocy Genuę, wyrządzając znaczne spustoszenia. (…) W Afryce – wojska sojusznicze posuwają się naprzód a przednie straże są już pod Marsa - Matruh i koło przełęczy Al-Faja. Bombardowano także Tobruk i Benghazi, gdzie też zatopiono kilka statków „osi”. Nad Maltą zestrzelono ciężki bombowiec włoski.

Z drugiej strony zdarzały się jednak i takie teksty:

Monachium. – W rocznicę powstania narodowo - socjalistycznego kanclerz Hitler wygłosił przemówienie (…) [w którym] rozwija Hitler myśl, że ogromu zawojowanych terytoriów nikt mu nie zdoła odebrać. Człowiek, stojący na czele dzisiejszych Niemiec nigdy nie opuści swego kraju w chwili krytycznej.

Należy jednak pamiętać, że Wiarus Polski nie może być uznany za typową „gadzinówkę”, bowiem był wydawany przez przedwojennych redaktorów; był on jedynie poddany cenzurze francuskiego rządu kolaboracyjnego.

Propaganda niemiecka w polskiej prasie oficjalnej ziała wyjątkową nienawiścią – wobec „bolszewików”, Anglii, Żydów, wobec polskich władz przedwojennych. Mimo to Polacy i tak oddawali codziennie 10-20 groszy na nowy numer gazety. Nie jest to trudne do wytłumaczenia: głód wiedzy, ogłoszenia drobne i konieczność znajomości rozporządzeń władz GG zagłuszały apele podziemia. Propaganda nazistowska raziła jednak i ogólnie rzecz ujmując nie znajdowała posłuchu wśród Polaków, może poza akcentami antyradzieckimi, zwłaszcza na tych terenach, które po 17 września przypadły ZSRR, a następnie zostały zajęte przez III Rzeszę. Stąd otwarta pogarda, jaką darzyło „gadzinówki” społeczeństwo, nadając im obraźliwe nazwy „kurwara”, „podogońca” czy „lembergierki”. Goebbelsowskie metody, które jakże przerażająco skutecznie sprawdziły się na terenie III Rzeszy, ale także w vichystowskiej Francji, faszystowskich Włoszech oraz innych krajach sprzymierzonych z Berlinem, w Polsce nie sprawdziły się zupełnie.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl