Uganda: Kony szuka azylu

29-08-2006

Autor: Paweł Kuczma

Joseph Kony, przywódca antyrządowej Armii Bożego Oporu (Lord’s Resistance Army) wystąpił o azyl polityczny w Republice Środkowoafrykańskiej. Posunięcie to ma związek z toczącymi się od kilku tygodni rozmowami pokojowymi między rebeliantami z LRA a ugandyjskim rządem w Jubie na południu Sudanu. Głównym mediatorem pomiędzy walczącymi od dwudziestu lat stronami jest wiceprezydent południowosudańskiego rządu Riek Machar. Swojego wysłannika wysłała ostatnio również ONZ, mimo że oenzetowski Międzynarodowy Trybunał Karny wydał w październiku ubiegłego roku nakaz aresztowania Josepha Kony’ego i czterech komandantów LRA.


Prezydent Republiki Środkowoafrykańskiej, François Bozizé, zapowiedział, że przed podjęciem ostatecznej decyzji w sprawie udzielenia azylu Josephowi Kony’emu, musi odbyć rozmowę na ten temat z prezydentem Ugandy Yowerim Musevenim. Joseph Kony wymieniał wcześniej Republikę Środkowoafrykańską, jako jeden z krajów, w których zamierza się osiedlić.

Czyżby Kony poważnie zastanawiał się nad złożeniem broni i szukał spokojnego miejsca do spędzenia reszty życia? Wielokrotnie podejmowane próby zakończenia trwającego od ponad dwudziestu lat konfliktu miedzy ugandyjskim rządem, a Armią Bożego Oporu, kończyły się niepowodzeniem. Po tym, jak Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania pięciu komendantów LRA, w tym jej przywódcy, wydawało się, że perspektywa zawieszenia broni jest bardzo odległa, nie mówiąc o zakończeniu wojny domowej. Mówiła o tym m.in. Betty Bigombe, była ugandyjska minister, która kilkakrotnie prowadziła rozmowy pokojowe z przedstawicielami LRA. Podobnego zdania było także wielu komentatorów w Ugandzie i poza jej granicami.

Prezydent Ugandy Yoweri Museveni nie ugiął się przed naciskiem międzynarodowym, w tym przed apelem Stanów Zjednoczonych i Międzynarodowego Trybunału Karnego i wyszedł do Kony’ego z propozycją bezwarunkowej amnestii pod warunkiem złożenia broni i zakończenia działań zbrojnych wymierzonych przeciwko rządowi tego kraju.

LRA zaapelowała o udział w negocjacjach do prezydenta Republiki Południowej Afryki, Thabo Mbekiego oraz arcybiskupa Desmonda Tutu. Tutu oprócz udziału w negocjacjach miałby pomóc w rozwiązaniu problemu pojednania narodu rozdartego przez wojnę i historię.

Rozmowy pokojowe, mimo, że od początku nie toczyły się spokojnie (podczas ich trwania UPDF – ugandyjska armia rządowa – zastrzeliła dwóch wysokich komendantów Armii Bożego Oporu, a bojownicy tej partyzantki ostrzelali i spalili ambulans) przyniosły jak dotąd wyraźne efekty. Jak dotąd, są to najbardziej zaawansowane rozmowy pokojowe od rozpoczęcia wojny domowej.

Za wcześnie jednak, żeby przesądzać o ostatecznym wyniku rozmów w Jubie. Obie strony konfliktu spotykały się już wielokrotnie i wielokrotnie rozmawiały na temat zawieszenia broni i zakończenia trwającej od dwudziestu lat wojny. Za każdym razem jedna ze stron torpedowała rozmowy, a do porozumienia nie dochodziło. Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem będzie inaczej.


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.