Południwowy Sudan wciąż w niebezpieczeństwie

13-08-2006

Autor: Peter Eichstead

Nawet, jeżeli ugandyjscy rebelianci, walczący na południu Sudanu, zgodzą się zaprzestać działań wojennych, region nadal będzie prawdopodobnie cierpiał wskutek najazdów grup dezerterów i bandytów.

Raphael Lado opiera się niepewnie na swej lasce, opowiadając o czerwcowej nocy, kiedy to cudem uniknął śmierci.Bandyci włamali się do jego chaty w środku nocy, zaświecili latarką w twarz i zastrzelili z niewielkiej odległości jego zięcia, Josepha Wani. Siedemdziesięcioletni Lado leżał na swoim polowym łóżku, sparaliżowany strachem, myśląc, że wkrótce umrze. Odwrócił się, by spojrzeć na swojego niedoszłego zabójcę, ale mężczyzna uderzył go tylko w twarz i powiedział „Śpij, wujku, śpij”. Potem zniknął. Z zewnątrz Lado słyszał sporadyczne strzały – najeźdźcy chodzili od chaty do chaty zabijając ludzi i zabierając jedzenie oraz ubrania.

Atak był tylko jednym z wielu, które są plagą Południowego Sudanu - pomimo nagłośnionych rozmowach pokojowych, toczących się w stolicy regionu – Jubie – pomiędzy rządem Ugandy a LRA – Wojskiem Oporu Pana, północnougandyjską grupą rebeliantów, która w ostatnich latach operowała w sąsiednim Sudanie. Peter Loting, naczelnik Gumbo – wioski, w której mieszka Lado, powiedział, że ataki nie słabną od jesieni. Trzy osoby, w tym kobieta, zginęły w noc, kiedy zaatakowano chatę Lado. Naczelnik potrząsnął głową z oburzeniem, kiedy wskazywał na zakrwawioną trawę na polu, gdzie siedemnastolatek został zastrzelony, gdy próbował uciekać przed bandytami podczas incydentu sprzed tygodnia.

Ten teren jest pełen problemów – powiedział Loting – Tutejsi ludzie są źli. Loting przypomina, że wielu ludzi miało nadzieję na pokój w styczniu 2005, gdy powstańcza Sudańska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza, SPLA, podpisała porozumienie z rządem w Chartum, które miało zakończyć 20-letnią wojnę na południu.

Porozumienie zostało osiągnięte dzięki charyzmatycznemu liderowi SPLA, Johnowi Garangowi, który zginął miesiąc później w katastrofie śmigłowca. Polityczne skrzydło SPLA, Sudański Ruch Ludowo-Wyzwoleńczy – SPLM, zdominowało rząd autonomicznego – ale nie niepodległego – Południowego Sudanu. Kiedy opadła euforia wokół porozumienia, powróciła rzeczywistość, powiedział Loting. Teren wciąż był polem bitwy między SPLA a oddziałami rządu Sudanu, a także LRA i siłami pościgowymi wysłanymi przez wojsko ugandyjskie.
Zanim nastał pokój, islamski rząd Sudanu wspierał LRA, pozwalając im założyć bazy i zachęcając ich do ataku na SPLA. Pomoc wojskowa z Chartumu pozwoliła LRA prowadzić własną wojnę przeciw armii ugandyjskiej, która operowała w południowym Sudanie od 2002.W południowym Sudanie LRA stosowała tę samą taktykę, co w północnej Ugandzie – terroryzowanie ludności poprzez brutalne zabójstwa czy porwania.

Ugandyjscy powstańcy używali maczet, żeby zabijać swoje ofiary, nazywając je „tong-tong”, co znaczy – „cięcie-cięcie”. Loting powiedział, że ataki LRA na region wzmogły się sześć lat temu, ale zbliżyły się do Gumbo w 2003. Pomimo, że wioska jest tylko trzy kilometry od Juby, jest narażona na ataki, gdyż tędy prowadzi jedyna dostępna droga do strategicznego mostu na Nilu. Wioska była polem bitwy między ugandyjskimi powstańcami a SPLA w grudniu.

Ale obecność tong-tong, dwóch rządowych armii i SPLA to, według Lotinga, jedynie część problemu. Inne uzbrojone grupy także terroryzują południowy Sudan, korzystając ze złowieszczej reputacji LRA jako kamuflażu do własnych akcji. Wiemy, że jest tu kilka gangów – powiedział – Używają tong-tong jak parasola.

Tak więc nie wiadomo nawet kto stał za atakami, takimi jak ten w Gumbo albo atak na ciężarówkę pełną cywilów na początku lipca, w którym zginęło pięć osób, a jedenaście było rannych. Przedstawiciele LRA podczas rozmów w Jubie zapewniali, że ich partyzanci nie są za to odpowiedzialni.

Jesteśmy w stanie pokoju z rządem południowego Sudanu – mówi rzecznik Obonyo Olweny – Nie ma powodu, żebyśmy atakowali kogokolwiek. Ale inni nie są tak pewni. Zaatakowana ciężarówka należała do niemieckiej spółki budowlanej, naprawiającej drogi w regionie. Jej project manager, Julius Mono, jest przekonany, że za atakiem stali bojownicy LRA. Oskarżamy LRA – mówi, powołując się na znalezione na miejscu dokumenty, które pozwalają zidentyfikować sprawców oraz zeznania świadków, którym udało się uciec.

Mono mówi, że w ulotce rozprowadzanej w regionie „mówią jasno... jesteśmy LRA”.Jednakże, Mono przyznaje, że agresorzy mogli być jedną z paramilitarnych grup podszywających się pod LRA. Kimkolwiek byli, Mono mówi, że był rozczarowany, gdy nie powiódł się pościg za nimi po ataku na ciężarówkę. Ponieważ SPLA nie wolno wdawać się w walkę z LRA, obecne w regionie jednostki armii ugandyjskiej rozpoczęły pościg tylko po to, by zatrzymać się wkrótce, tłumacząc to zbyt małym zaopatrzeniem w żywność, by móc prowadzić pościg.
Jak wiele osób oni chcą zabić? – pyta Mono – To straszne i ktoś musi coś z tym zrobić.

Tydzień później, drugi w hierarchii LRA, Vincent Otti, zasugerował to, czego wszyscy, łącznie z wiceprezydentem południowego Sudanu, Riekiem Macharem, się obawiali. Otti stwierdził, że część LRA może teraz działać poza kontrolą jego, czy dowódcy grupy, Josepha Kony’ego. Nic nie wiem o żadnej niezależnej grupie – powiedział Otti zapytany o lipcowy atak. Loting wierzy, że jakaś grupa renegatów może być odpowiedzialna za przynajmniej część ataków. Powiedział, że na pewno istnieje jakieś powiązanie z LRA, gdyż najeźdźcy używali języka Luo – ludu Acholi z północnej Ugandy.

Brak bezpieczeństwa wciąż jest największym problemem w tej części wschodniego brzegu Nilu. Oni [LRA] nie odeszli całkowicie – powiedział Loting – Są tu, ale jest też inny gang. Mieszkańcy wioski często widują ciężko uzbrojonych bojówkarzy, kiedy wychodzą zbierać drewno. Część da się rozpoznać jako oddziały miejscowej SPLA, inni należą do kolejnej południowosudańskiej grupy, zwanej Siły Obrony Równikowej, podczas gdy jeszcze inni mogą być dezerterami z LRA.

Tu są wszyscy z nich – powiedział Loting – Oni są nieznośni. To nieznośna okolica. Miejscowa policja i jednostki SPLA, które zaprowadzają pewien porządek w regionie, schwytały kilku uzbrojonych mężczyzn, wydających się być kimś więcej, niż jedynie bandytami. Przyznali się, że robili to [zabijali i rabowali], by zarobić na życie – mówi Loting.

Powiedział, że wioska potrzebuje kolejnych 40-50 żołnierzy, by zapewnić bezpieczeństwo, gdyż większość mieszkańców opuściła ją na rzecz bezpieczniejszej Juby, powracając tylko doglądać swej ziemi w dzień. Ma nadzieję, że rozmowy pokojowe w Jubie zakończą się sukcesem, gdyż to może przynieść spokój do regionu. Jeżeli ludzie mogą walczyć, mogą też negocjować – powiedział – Rozmowy pokojowe uspokoją sytuację.

Loting uważa, że rząd Południowego Sudanu powinien „rozszerzyć wysiłek mediacyjny”, by objąć inne miejscowe grupy. Ostrzega, że dopóki te grupy są pomijane, „ludzie przegrywają”.

Autor jest analitykiem Institute for War and Peace Reporting w Londynie, który też opublikował tekst jako pierwszy. Przedruk za zgodą Insytytutu.

Tłumaczenie: Paweł Witecki
Na zdjęciu: Obóz dla uchodźców w Ugandzie
Źródło: USAid
 
Tekst został po raz pierwszy opublikowany przez Institut for War and Peace Reporting. Przedruk za zgodą wydawcy.


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.