Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Destabilizacja w ukraińskim wydaniu               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
18-01-2010

  Pierwsza tura dla Janukowycza

17-07-2006

 

12-07-2006

 

18-02-2010

 

08-02-2010

 

15-10-2008

 

11-10-2008

 

+ zobacz więcej

Destabilizacja w ukraińskim wydaniu 

20-07-2006

  Autor: Piotr Tarasiuk

Ciągle trwają prace nad stworzeniem stabilnej koalicji parlamentarnej w Radzie Najwyższej Ukrainy. Jednak dla wielu niezaangażowanych, zwykłych mieszkańców nie są to prace, a przepychanki o władzę. Żadna z partii, które weszły do parlamentu po marcowych wyborach nie zamierza ustąpić z udziału w koalicji i oddać władzy. Pokazały to szczególnie ostatnie tygodnie. Politolodzy gubią się dziś w przewidywaniach, bo praktycznie żaden wariant rozwiązania nie jest pewny i wszystko może się zmienić podczas następnych kilku godzin.

 

 

Prace nad stworzeniem koalicji parlamentarnej rozpoczęły się praktycznie już następnego dnia po wyborach, kiedy jeszcze nie były znane pełne wyniki, ale jasne stało się, że trzy bloki wyborcze, zwane pomarańczowymi (od przywództwa w pomarańczowej rewolucji pod koniec 2004 r.), uzyskają w sumie przewagę w Radzie Najwyższej. To przekonanie stało się zapewne przyczyną dotychczasowej klęski pomarańczowego obozu. Każde z poszczególnych ugrupowań, czyli proprezydencka Nasza Ukraina, prawicowy Blok Julii Tymoszenko (BJuT) i lewicowa Socjalistyczna Partia Ukrainy (SPU), chciało zyskać jak najwięcej. Przecież jasny dla wszystkich stał się fakt, że ich liderzy mylili się. Zagrożeniem dla nich stała się przebudzająca się Partia Regionów byłego premiera Wiktora Janukowycza, reprezentującego politykę dawnego obozu, sprzed rewolucji. De facto to ta partia jest prawdziwym zwycięzcą wyborów, poprzez uzyskanie największej liczby miejsc w Radzie.

Aby odeprzeć zagrożenie ze strony Partii Regionów niosące za sobą niebezpieczeństwo powrotu do rządów autorytarnych i przekreślenie zdobyczy z Majdanu Niepodległości z 2004 r., pomarańczowym udało się zewrzeć szyki. Jednak Nasza Ukraina i BJuT popełniły kolejny błąd spychając SPU na dalszy plan. Odebrano tej partii stanowisko przewodniczącego Rady Najwyższej, wcześniej obiecane jej liderowi Ołeksandrowi Morozowi. Wszystkie trzy partie podpisały umowę koalicyjną, a Julia Tymoszenko przystąpiła już do tworzenia rządu. Jednak na dalszą działalność koalicji pomarańczowych nie pozwoliły ambicje Moroza.

Nieoczekiwanie socjaliści przeszli do przeciwnego obozu Partii Regionów i wraz z Komunistyczną Partią Ukrainy (KPU) udało im się zebrać większość głosów w Radzie Najwyższej, tworząc tzw. antykryzysową koalicję. Jej nazwa jest dość przewrotna, gdyż to sami regionaliści kryzys wywołali, blokując obrady parlamentu na wieść o sojuszu pomarańczowych. Manewr SPU opłacił się na pewno Morozowi, który w tym wydaniu koalicji, otrzymał funkcję przewodniczącego Rady Najwyższej.

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko nie pogodził się jednak z nową sytuacją i oświadczył, że nadal możliwa jest jeszcze konsolidacja pomarańczowych. Tymczasem jego partia, Nasza Ukraina otrzymała (po raz kolejny) propozycję przyłączenia się do istniejącej większości. Wydaje się, że zaproszenie potraktowano dosyć poważnie. Przedstawiciele Naszej Ukrainy wysunęli jednak żądania pod jakimi taki wariant byłby dla nich do przyjęcia: stanowisko premiera dla obecnego szefa rządu Jurija Jechanurowa oraz wyrzucenie z koalicji komunistów. Takich warunków regionaliści nie zaakceptowali, a ich kandydatem na premiera pozostał Janukowycz.

W takiej sytuacji pojawiły się trzy możliwe warianty dalszego rozwoju sytuacji i zawarcia realnych mariaży w Radzie Najwyższej. Pierwszy to utrzymanie antykryzysowej koalicji w niezmienionym składzie. Drugi polegałby na powstaniu koalicji Partii Regionów, Naszej Ukrainy i SPU z wyłączeniem komunistów. Wreszcie trzecie rozwiązanie (i jak się wydaje, na chwilę obecną, najmniej realne) polegałoby na powrocie do idei pomarańczowej większości, a jeżeli nie z całą SPU, to przynajmniej z częścią jej deputowanych.

Ostatni wtorek rozwiał, przynajmniej na razie, wątpliwości kto zwyciężył. Od rana przed Radą Najwyższa gromadzili się uczestnicy dwóch manifestacji. Około 40 tys. zwolenników Partii Regionów wyrażało swoje poparcie dla obecnej większości i demonstrowało przeciwko działaniom destabilizacyjnym pomarańczowych. Niemal tylu Ukraińców z całego kraju manifestowało swoją niechęć dla antykryzysowej koalicji. Byli to głównie zwolennicy BJuT. Wśród nich znalazła się dosyć liczna grupa aktywistów młodzieżowej organizacji Pora, wznosząca okrzyk „hańba” pod adresem deputowanych Partii Regionów SPU oraz KPU i uniemożliwiająca im wejście do Rady. Z pomocą deputowanym przyszły siły porządkowe w liczbie ok. 1,5 tys. Pomimo tego pomiędzy uczestnikami obu demonstracji dochodziło do bójek. Kijów nie doświadczył takiego zgromadzenia o politycznym charakterze od czasu zwycięstwa pomarańczowej rewolucji.

Posiedzenie Rady Najwyższej odbyło się. Ponownie zarejestrowano większość parlamentarną w składzie: regionaliści, socjaliści i komuniści. Także po raz kolejny przedłożono prezydentowi kandydaturę Wiktora Janukowycza na premiera. Ostatecznie Nasza Ukraina oświadczyła o przejściu do opozycji. Wygląda więc na to, że potwierdzają się słowa działaczy Pory przed Radą Najwyższą: „Ukraina jeszcze nie jest gotowa na bycie republiką demokratyczną”. Nowa większość dokonała również podziału komisji parlamentarnych. Przypadło dla niej 14 stanowisk przewodniczących tych komisji (w tym dla Partii Regionów 8, SPU – 3, KPU – 3). Natomiast opozycji przydzielono 11 stanowisk przewodniczących (w tym dla BJuT 6 i Naszej Ukrainy – 5).

Wciąż jednak opozycja nie porzuca broni. Julia Tymoszenko wezwała deputowanych swojej partii i Naszej Ukrainy do złożenia mandatów. W ten sposób doszłoby do rozpisania przedterminowych wyborów, w których oba ugrupowania wystartowałyby wspólnie. Jednak w społeczeństwie nie ma zgody na rozwiązanie parlamentu. Według sondażu przeprowadzonego przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii aż 40% badanych jest stanowczo przeciwnych przedterminowym wyborom, a 14% raczej nie popiera tego rozwiązania. Jedynie 16% stanowczo to popiera, a 10% jest raczej za.

Na zdjęciu: Ołeksandr Moroz (w środku) podczas obrad parlamentu. Zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony Rady Najwyższej.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

  Dodaj komentarz
 
Autor:
Tytuł:
Treść:

Przepisz kod z obrazka:    
+ powrót
 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl