Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Sprawy globalne / Spin doctoring lekiem na całe zło?               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
Spin doctoring lekiem na całe zło? 

31-01-2004

  Autor: Adam Żegota

Spin doctoring jest określeniem, które powstało w kolebce komunikacji społecznej – Stanach Zjednoczonych. Słowem tym określa się działania mające na celu wywołanie ruchu, nadanie ruchu sprawie, wywołanie pewnego ciągu zdarzeń mającego przynieść pożądany efekt – wygrane wybory, wyższe wskaźniki popularności społecznej, pozytywne postrzeganie spornej kwestii w społeczeństwie.

 

 

Spin doctoring jest określeniem, które powstało w kolebce komunikacji społecznej – Stanach Zjednoczonych. Słowem tym określa się działania mające na celu wywołanie ruchu, nadanie ruchu sprawie, wywołanie pewnego ciągu zdarzeń mającego przynieść pożądany efekt – wygrane wybory, wyższe wskaźniki popularności społecznej, pozytywne postrzeganie spornej kwestii w społeczeństwie. W dobie dyskusji na temat etyki i roli w polityce i demokracji zainteresowanie opinii publicznej skierowało się na tych, którzy kierują sztabami wyborczymi a pozostają niewidoczni dla społeczeńswa w trakcie trwania kampanii. Amerykanie nazywają ich spin-doctorami, są to specjaliści od tworzenia wizerunku, autorzy kampanii wyborczych. Najbardziej znanym w Polsce zagranicznym specem od wizerunku jest Jacques Seguela, który doradzał Aleksandrowi Kwaśniewskiemu w wyborach prezydenckich 1995 roku. Z polskich specjalistów na pierwszy front wysunął się Piotr Tymochowicz, znany z ekstrawaganckich pomysłów (pomysł stworzenia idelanego kandydata i casting) jak i wypromowania Andrzeja Leppera.

Kampanie wyborcze są coraz ostrzejsze, w każdych wyborach mamy do czynienia z negatywną kampanią wobec kontrkandydatów. Przypisuje się za to odpowiedzialność doradcom ds. komunikacji, którzy chcą osiągnąć zamierzony efekt bez względu na cenę. Czasami sama obecność spin doctora jest trudna do zaakceptowania przez wyborców.  Jest to związane z poczuciem, że głosujący poddawani są manipulacji, kandydat nie jest prawdziwy.

Dobrze opisują to słowa wspomnianego wyżej Segueli: "Wyborca głosuje na człowieka, a nie na partię. W czasie kampanii najważniejsza jest idea, a nie ideologia. Wybory oraz plakaty wyborcze muszą mieć charakter bardziej psychologiczny niż polityczny. Wyborca głosuje na przyszłość, a nie na przeszłość...".

Od czasu powstania środków komunikacji pośredniej, stojącej pomiędzy nadawcą przekazu i jego odbiorcą – radio, telewizja, prasa – odbiorcy narażeni są na oszustwo. Wcześniej politycy przemierzali kraj, aby podczas osobistych spotkań przekazywać swój program i obietnice wyborcze. Nie znaczy to, że politycy sprzed ery telewizji nie byli populistami. Będąc na spotkaniu w rejonie rolniczym obiecywali pomoc dla rolników, a w miastach walkę o polepszenie sytuacji robotników, używając wykluczających się argumentów w obu przypadkach. Media masowe nie pozwalają na różnicowanie przekazu w zależności od grupy słuchaczy, stąd coraz częściej słyszymy puste słowa – takie, które nikogo nie urażą, ale również niewielu przekonają. Polityka stała się grą pozorów – wyniki wyborów często były efektem pierwszego wrażenia jakie polityk poprzez srebrny ekran wywierał na opinii społecznej. Wystarczy przywołać przykład kampanii prezydenckiej Nixon vs. Kennedy, gdzie przeciwstawiano zmęczonego, starszego Nixona, młodemu i rzutkiemu politykowi.  Wynik wyborczy łatwy był do przewidzenia. Podobnie w Polsce kandydat na prezydenta Aleksander Kwaśniewski stał się przeciwnością dla Lecha Wałęsy i został „kupiony” przez wyborców. Otworzyło się miejsce dla specjalistów od spin doctoringu.

Tony Blair w 1997 roku zwyciężył wybory wraz z Partią Pracy, określaną jako New Labour. Został on liderem swojej partii w 1994 po wygranej walce z Margaret Beckett, zastępnczyni poprzedniego lidera lewicy – Johna Smitha. Głośno mówiło się, że ten wybór spowodowany jest telegenicznością Blaira. Podobnie w Niemczech, gdzie Gerhard Schroder został premierem po walce z Oskarem Lafontaine, który zotał potem ministrem finansów ale nie pogodził się z Premierem i po krótkim czasie opuścił stanowisko.

Polityka stała się przedmiotem badań marketingowców, wcześniej związanych z reklamowaniem produktów. Ukuło się powiedzenie „sprzedać polityka jak płatki śniadaniowe”, zaczęto używać dokładnie tych samych metod co w reklamie produktów. Są 2 podstawowe zasady reklamy. Pierwsze z nich mówi, że jeżeli powiesz ludziom coś wystarczająco często, to w to uwierzą. Dlatego kampanie prezydenckie opierają się na kilku wielokrotnie powtarzanych obrazach, aby utrwalić postrzeganie kandydata jako odpowiedniego na dane stanowisko. Ponadto, używają takich samych zwrotów i całych zdań we wszystkich przemówieniach. Skąd wiemy, że dane ugrupowanie jest proeuropejskie, a tamto eurosceptyczne, przecież nie z ich programu, który jest publikowany na ich stronie internetowej, właśnie dzięki ciągłym powtórzeniom.

Drugie prawo mówi, że reklama w której występuje pies i dziecko sprzedaje najlepiej (widzimy więc prezydenta w ogrodzie ze swoim mały psem – zwracam uwagę na Prezydenta George’a W. Busha oraz z dzieckiem na ręku w koszuli z krótkim rękawem). Jest to pewnym uproszczeniem – rozszerzyć można je o stwierdzenie, że symbole mówią więcej niż słowa. Stąd flaga w tle przemówienia prezydenta, podstawek za mównicą, aby kandydat wydawał się wyższy, granatowy garnitur symbolizujący wiarygodność (dlatego tak często spotykamy je wśród pracowników banków, którym mamy powierzyć pieniądze). Badania potwierdzają, że ludzie mają skłonność przenoszenia pewnych ocen ludzi na inne ich cechy, przykładem jest fakt, że ludzie określani jako przystojni są bardziej pozytywnie odbierani.

Spin doctoring jest dziedziną na styku psychologii, marketingu, polityki. Specjaliści mówią, że mogą każdego kandydata wprowadzić na stanowisko, jeżeli jest wystarczająco posłuszny i wystarczająco bogaty. Tyle teorii, proponuję przyjrzenie się obecnemu panteonowi polityków europejskich – większość między 40-50 lat, opalenizna, zdrowy wygląd, bez nadwagi. Należymy do społeczeństwa informacyjnego, ale nie jesteśmy dobrze informowani. Jesteśmy ciągle narażeni na manipulacje ze strony każdego kogo stać lub kto ma poparcie aby być wybranym na stanowisko. Pozostaje nam tylko wiara w społeczeństwo i przemyślane decyzje.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl