Wschodząca Alternatywa (Boliwariańska)

03-05-2006

Autor: Katarzyna Baran

Alternatywa Bolivariańska dla Ameryki Łacińskiej i Karaibów (ALBA - Alternativa Bolivariana para América Latina y El Caribe) to kolejny pomysł lansowany przez Hugo Chaveza. Wenezuelski prezydent ma po swojej stronie Fidela Castro. Ostatnio również Evo Morales przyłączył się do przedsięwzięcia. Trzej prezydenci podpisali w Hawanie traktat handlowy będący impulsem do rozwoju ALBA. La alba znaczy po hiszpańsku wschód słońca, świt. W zamyśle Chaveza nie chodzi tylko o grę słów – ALBA ma być niczym brzask rozpraszający ciemność – ma być nową jakością w stosunkach międzyamerykańskich, ma pokazać, że jedyna droga nie prowadzi przez Stany Zjednoczone, że istnieją inne wartości niż czysta maksymalizacja zysku.


Alternatywa Bolivariańska powstała w odpowiedzi na inicjatywę Stanów Zjednoczonych – Strefę Wolnego Handlu Ameryk (Free Trade Area of Americas – FTAA/ALCA). Jako, że hiszpański skrót ALBA bardzo przypomina ALCA - Área de Libre Comercio de las Américas, już w samej nazwie widać jakie założenie przyświecało twórcom ALBA.

Jak mówią, „Podczas gdy ALCA odpowiada interesom kapitału transnarodowego i stara się osiągnąć całkowitą liberalizcję, ALBA kładzie nacisk na walkę z biedą i wykluczeniem społecznym, i z tego powodu reprezentuje interesy narodów latynoamerykańskich”. Oprócz walki z ubóstwem ALBA zajmuje się m.in. współpracą gospodarczą, energetyczną, wspieraniem stolic kontynentu oraz obroną tożsamości narodowej.

ALBA nie popiera praw własności intelektualnej. Chronią one bowiem tylko państwa wysoko rozwinięte, posiadające zaplecze technologiczne. Natomiast zasoby jakimi dysponują państwa rozwijające się nie podlegają ochronie prawnej. Chodzi tu o genetyczną bioróżnorodność ich terytoriów oraz tradycyjną wiedzę ludności wiejskiej i plemiennej. ALBA sprzeciwia się również patentowej ochronie leków. Uniemożliwia ona ich dystrybucję w rozsądnych cenach wśród biednych społeczeństw. Utrudniona jest także ich produkcja w rozwijających się państwach.

Jak dotąd współpraca w ramach ALBA rozwijała się między Kubą a Wenezuelą. W ciągu ubiegłego roku handel dwustronny przekroczył 2 300 milionów dolarów, w tym 1 500 mln w sektorze energetycznym. Wenezuela sprzedawała Kubie w cenach preferencyjnych ponad 90 tys. baryłek ropy dziennie. Fidel natomiast odwdzięczał się, wysyłając do Wenezueli lekarzy, nauczycieli. Jak widać ALBA nie ma na celu tylko integracji ekonomicznej. Chodzi również o pomoc medyczną oraz inne działania mające na celu poprawę losu najbiedniejszych.

Przykładem akcji podjętej w ramach ALBA jest „Operación Milagro” („Operacja Cud”). Jak możemy przeczytać na oficjalnej stronie ALBA [http://www.alternativabolivariana.org/] misja ma na celu darmowe operacje wzroku dla najbardziej potrzebujących mieszkańców kontynentu. „Dla setek tysięcy Latynosów uchylono dziś drzwi, prze które wpada światło. “Operacja Cud” otworzy im oczy. Da nadzieję tym, którzy zawsze byli wykorzystywani i pokaże światu jaka jest moc solidarności międzyludzkiej.”

Powyższy cytat pokazuje, że ALBA mocno podszyta jest demagogią – wszak nieobcą takim osobom jak Hugo Chávez czy Fidel Castro. Pod tym względem Evo Morales świetnie komponuje się z tym duetem. Czy pod innymi względami także? Czas pokaże jak rozwinie się współpraca miedzy Caracas, Hawaną i La Paz. Pokaże również jaką rolę odegra ALBA w historii kontynentu…

Na zdjęciu: Autor koncepcji ALBA, prezydent Wenezueli Hugo Chavez.
Źródło: Marcello Casal Jr / Agencia Brasil / Wikimedia Commons


Copyright by © 2006 by e-polityka.pl - Pierwszy Polski Serwis Polityczny. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.