Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Europa Zachodnia / Świat po tygodniu: Dlaczego święta są takie drogie?               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
29-03-2009

 

21-07-2008

 

04-02-2008

 

19-01-2008

  Kolejne pozytywne znaki w relacjach Polska - Rosja

11-11-2007

 

18-10-2007

 

20-02-2007

 

+ zobacz więcej

Świat po tygodniu: Dlaczego święta są takie drogie? 

16-04-2006

  Autor: Jarosław Błaszczak

Dziś dzień szczególny - Niedziela Wielkanocna. Czas religijnej refleksji i odpoczynku w gronie najbliższych. I nie ma co tu kryć - także czas obdżarstwa. Duża część Polaków w okresie przedświątecznym wyraźnie zwiększa swoje wydatki na jedzenie. Często łapiemy się wtedy za głowę - dlaczego to wszystko jest takie drogie? Czy tak już musi być? Odpowiedź jest tyleż prosta, co być może zaskakująca: oczywiście, że nie musi, jednak Unia Europejska chce, by tak właśnie było. A polskie władze, niezależnie od aktulanego zabarwienia politycznego, robią wszystko, by ten stan trwał jak nadłużej.

 

 

Wielu z nas za jedną z najważniejszych korzyści z przystąpienia polski do UE uważa unijne dopłaty do produkcji rolnej, które podnoszą naszą wieś z biedy i cywilizacyjnego zapóźnienia. Nieco mniej osób zdaje sobie sprawę, że to właśnie Wspólna Polityka Rolna (CAP), której ważną częścią jest system dopłat, odpowiada za sztuczne zawyżanie cen wielu artykułów codziennej potrzeby, na czele z cukrem i nabiałem.

Najbardziej podstawowe prawo ekonomii mówi, że aktualna cena produktu znajduje się na wykresie tam, gdzie przecinają się krzywe popytu i podaży. Innymi słowy, sprzedawca chce sprzedać jak najdrożej, a klient kupić jak najtaniej. Cena danego artykułu jest wypracowywanym przez "niewidzalną rękę rynku" kompromisem między interesami obu stron. Jeśli na rynku jest dużo danego towaru, to wiadomo, że jego cena będzie relatywnie niska, bowiem konkurencja zmusi sprzedawców do walki na obniżki cen. Szczególnie mocno dotyczy to rynków rolnych, gdzie cena wciąż jest dla większości klientów kryterium decydującym przy wyborze produktu, który kupią.

Europa jest regioniem, którego moce produkcyjne w rolnictwie znacznie przekraczają możliwości konsumpcji. Mówiąc prościej, nasi rolnicy mogą wytwarzać dużo więcej niż jesteśmy w stanie przejeść. W związku z tym, mając na uwadze powyższe prawidłowości ekonomiczne, można by oczekiwać bardzo niskich cen żywności. Tymczasem wszyscy wiemy, że wcale tak nie jest, przynajmniej w wielu kategoriach produktów. Dzieje się tak za sprawą całego systemu instrumentów, przy pomocy których UE stara się ograniczyć rolę wolnego rynku. Efekt jest odczuwalny dla każdego z nas: płacimy za nasze zakupy więcej niż tak naprawdę są warte.

Wielki problem polega na tym, że europejskich rolników jest za dużo. Gdyby pozwolić im na swobodne konkurowanie między sobą, jak to się dzieje w większości pozostałych branż, duża część gospodarstw, zwłaszcza małych, szybko by upadła. A tego państwa w większości nie chcą i to z różnych powodów. Niektóre, tak jak Francja, nauczone doświadczeniami z poprzednich lat bardzo boją się rolniczych protestów, które potrafią doszczętnie sparaliżować kraj. Sam kiedyś doświadczyłem złości francuskich rybaków, traktowanych w UE podobnie jak rolnicy, kiedy zablokowali wszystkie porty na północnym wybrzeżu swojego kraju, w efekcie czego mój płynący z Anglii prom zdołał dobić do brzegu dopiero w sąsiedniej Belgii. Poza tym, czego klinicznym przykładem jest Polska, wieś wspaniale ukrywa bezrobocie - ludzie niby robią coś na swoich małych gospodarstwach, realny pożytek dla gospodarki jest z tego żaden, ale przynajmniej nie podwyższają i tak wysokiego wskaźnika osób bez pracy. Wreszcie zwolennicy CAP dowodzą, że rolnictwo jest jak przemysł zbrojeniowy - co by się nie działo, należy mieć własnych producentów żywności i to w jak największej liczbie, nawet gdyby trzeba było do nich dopłacać. Bo przecież może się zdarzyć, że nikt tej żywności nie zechce nam sprzedawać. Często prawda jest zaś bardzo prozaiczna - po prostu politycy boją się utraty chłopskich głosów.

Dlatego wymyślono mechanizm, który pozwala przetrwać wielu producentom, którzy w warunkach wolnej konkurencji byliby skazani na wyginięcie. Po pierwsze, w wielu sektorach rynku rolnego (np. w mleczarstwie, czego boleśnie doświadcza nasz kraj) wprowadzono tzw. kwoty, czyli mówiąc wprost limity produkcji. Każde państwo członkowskie ma z góry ustaloną ilość np. mleka, które może wytworzyć i wprowadzić na wspólny rynek. W ten sposób kraje zabezpieczają się przed tym, by nie zostały całkowicie zalane przez bardziej konkurencyją produkcję z innych części Unii (jak to się czasem dzieje w sektorach nie objętych kwotami). Gdyby się okazało, że pomimo takiego sztucznego ograniczenia produkcji, cena spadnie poniżej określonego poziomu, UE zacznie skupować nadmiar danego produktu, żeby wywindować cenę do takiej, która daje rolnikom szanse na zysk. W ten sposób rolnicy oczywiście zyskują, ale tracą wszyscy inni - bowiem tę sztucznie wywindowaną cenę musimy płacić podczas naszych codzennych zakupów.

W dodatku UE bardzo zależy na wspomnianej już samowystarczalności żywnościowej. Nawet, jeśli produkcja określonego rodzaju towaru jest mało opłacalna, podnosi się jej atrakcyjność poprzez wypłatę prowadzącym ją rolnikom słynnych dopłat bezpośrednich. No tak - ktoś może powiedzieć - a co byśmy jedli, gdyby w Europie nikt nie produkował żywności? Aby uzyskać odpowiedź na to pytanie, wystarczy zaopatrzyć się w mapę świata. Poza Europą są setki milionów wytwórców, którzy marzą o sprzedaży nam swoich produktów i są gotowi czynić to po cenach znacznie niższych niż te, które płacimy obecnie, zaopatrując się u "swoich". Dlaczego więc nie ma ich w naszych sklepach? Bo Bruksela pomyślała i o tym. Po pierwsze, produkty te obłożone są tak wysokim cłem, że ich cena sklepowa jest co najmniej równa produktom europejskim. A żeby jeszcze utrudnić im życie, wprowadzono bardzo wygórowane wymogi jakościowe. Oczywiście jest w pełni zrozumiałe wymaganie od dostawcy, by spełniał takie same wymogi jak producenci europejscy np. pod względem zawartości w wyrobie substancji niebezpiecznych dla zdrowia czy kontroli pochodzenia przetwarzanego mięsa. Ale już ustalanie wymaganej krzywizny banana czy długości marchewki brzmi absurdalnie. A takie wymagania są stosowane.

Na koniec pozostaje jeszcze pytanie: a co Unia robi z towarem, który skupuje na swoim rynku broniąc wysokich cen? W najlepszym razie przekazuje go za darmo jako pomoc humanitarną, chociaż to zdarza się stosunkowo rzadko. Najczęściej stosowaną metodą jest eksportowanie tego nadmiaru poza wspólny rynek. Rzecz w tym, że gdyby europejscy przedsiębiorcy eksportowali żywność po cenach gwarantującym im opłacalność, musieliby żądać za swe wyroby tak dużo, że nikt w Rosji czy USA by tego nie kupił. Dlatego Unia ma dla nich specjalne dopłaty, które pozwalają im znacznie obniżyć ceny, nie rezygnując z zysku. Tyle tylko, że w ten sposób po raz kolejny w kość dostają produceni z Ameryki Łacińskiej czy Afryki. Najpierw nie wpuszczono ich na rynek europejski, a teraz sztucznie potaniane produkty ze Starego Kontynentu wypierają ich także z innych miejsc.

Podsumujmy. Jakie są zalety Wspólnej Polityki Rolnej? Znaczna poprawa jakości życia rolników, czyli, w zależności od państwa, kilku do kilkunastu procent mieszkańców UE. Straty? Rolnikom jest lepiej, bo dopłacają do nich wszyscy inni. I to podwójnie: najpierw w sklepie, a potem przy rozliczeniu podatkowym, bo przecież praźródłem pieniędzy na dopłaty są budżety państw członkowskich. Nie wspominając już, że w ten sposób poważnie pogłębiamy nędzę reszty świata, co każe nam uwzględnić w wielkanocnym rachunku sumienia głodujące dzieci czy ludzi umierających na uleczalne choroby.

Na wykresie: Struktura wydatków z budżetu Wspólnej Polityki Rolnej na poszczególne sektory rolnictwa (stan na grudzień 2005)
Źródło: Sandpiper / Wikimedia Commons

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę
  Wasze komentarze
 

 

(, 16-04-2006 17:19)

Opis:

 

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl