Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Europa Zachodnia / Zwycięstwo oliwkowego narodu               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
20-01-2012

  Poszukiwanie ofiar „Costa Concordia” zawieszone

10-07-2010

 

28-03-2010

 

17-12-2009

 

22-05-2009

  Poparcie za poparcie?

26-03-2009

 

21-11-2008

 

+ zobacz więcej

Zwycięstwo oliwkowego narodu 

13-04-2006

  Autor: Katarzyna Dobrowolska z Wenecji

To nieprawda, że wszystkie godziny są zawsze jednakowo długie. Czasem mkną szybko, czasem przeciągają się w nieskończoność. Długą nocą była we Włoszech noc z poniedziałku na wtorek.

 

 

Po kampanii wyborczej, którą bez obaw można określić jako zajadłą, w niedzielę i poniedziałek rano głosowania do Izby Deputowanych i Senatu przebiegały spokojnie, bez zakłóceń. Wyników sondaży przeprowadzonych przed lokalami wyborczami oczywiście nie podawano, lecz ograniczono się do ogólnikowej informacji, że „pomiędzy koalicjami nie ma równowagi”. Gdy zamknięto głosowania, wybuchła bomba: według „exit poll” centrolewica (50-55%) ma pięć procent przewagi nad centroprawicą (45-49%). „Oliwkowy naród” wpadł w euforię: ponieważ wyniki exit poll mogą się wahać co najwyżej o pięć procent, i ponieważ potwierdzały one sondaże przedwyborcze, zwycięstwo wydawało się być o krok. Prodi miał wystąpić na placu Santi Apostoli w Rzymie, przed siedzibą „Unii” o godz. 18.00, wraz z ogłoszeniem pierwszych rezultatów częściowych. Tych pierwszych rezultatów, które sensacyjnie zdementowały wszystkie prognozy. „Unia” ma zaledwie jeden procent przewagi. Od tego momentu, aż niemal do białego rana procent ten pomału, stopniowo lecz nieubłagalnie topniał. „Cierpienie” oliwkowego narodu trwało do około czwartej nad ranem, kiedy nareszcie Prodi z innymi szefami  partii koalicji wyszedł i ogłosił: „Wygraliśmy!!!!” Izba Deputowanych w rękach centrolewicy.

Kolejną niespodzianką były wybory do Senatu (głosują do niego obywatele, którzy osiągnęli 25 rok życia). Według pierwszych prognoz, miała wygrać centroprawicowa koalicja „Dom Wolności” (najprawdopodobniej właśnie dlatego, że nie głosowała młodzież). Nie wzięto jednak pod uwagę głosów Włochów mieszkających za granicą i po raz pierwszy głosujących w wyborach politycznych: „metropolitalna legenda” od zawsze zalicza  ich do konserwatystów. I tutaj, w zaskakujący sposób przeważyli oni na stronę „Unii”. Dzięki nim, centrolewica uzyskała kolejnych czterech senatorów. Jeszcze jeden nowy senator, deklarujący się jako niezależny, od razu ogłosił, że pójdzie za zwycięzcą (zyskał tym sobie od razu przydomek „Benito Guevara”).

„Unia”, która według wszelkich przewidywań miała zmiażdżyć „Dom Wolności”, wygrała z przewagą dwudziestu czterech tysięcy głosów z czterdziestu milionów głosujących. Nic. Pół niczego. Jak to się stało, że sondaże i prognozy okazały się tak zwodnicze?

Może, jak twierdzą niektórzy, próba ankietowanych była zbyt niska. Może nie mówili oni prawdy. Jednej rzeczy jednak na pewno ankieterzy nie przewidzieli: niemalże osiemdziesięcioczteroprocentowego napływu do urn. Przystąpili do głosowania także i ludzie nie interesujący się życiem politycznym kraju i oni to prawie wyrównali szalę (Berlusconi jasno twierdził, że wzrost procentu głosujących działa na jego korzyść). „Forza Italia”, która wydawała się być ostatecznie skompromitowana, wyszła z wyborów... wzmocniona. Głosował na nią prawie co czwarty Włoch. Dziwne, bo z życia codziennego wiemy, że nikt nie przyzna się otwarcie do preferowania Berlusconiego. Osobiście znam dwóch zdeklarowanych jego wyborców: działacza „Forza Italia” i jego żonę. Reszta jest naprawdę trudna do zindentyfikowania. Choć może istnieje sposób, by odkryć zamiłowania polityczne Włochów. Osoba która, nagabnięta na tematy polityczne, zaczyna głośno i ostentacyjnie kichać, po czym wyciąga chusteczkę i donośnie w nią trąbi, twierdząc przy tym, że cierpi na alergię (w domyśle: polityczną), to na dziewięćdziesiąt dziewięć procent wyborca „Forza Italia”. Jeżeli ktoś wyrokuje, że politycy „są wszyscy tacy sami”, to kolejny wyborca aktualnego premiera. Ludzi, którzy nie ufają rządzącym i są przekonani, że tak czy inaczej pieniądze z ich podatków trafią do kieszeni jakiegoś decydenta, łatwo zjednać sobie obiecując im ulgi podatkowe. Gdy więc Berlusconi oficjalnie ogłosił, że w razie zwycięstwa zniesie podatek od „pierwszego” domu (tego, w którym się mieszka), na pewno poruszył wielu do tego stopnia, że w niedzielę wyłączyli telewizory i poszli na wybory.

A jednak, przez garść głosów, „Unia” wygrała. Dzięki „premii” jaką przewiduje aktualny proporcjonalny system wyborczy, w Izbie Deputowanych będzie miała 348 foteli („Dom Wolności” 281), w senacie 158 (centroprawica 156). Do nich dołączy się siedmiu senatorów dożywotnich.

I natychmiast rodzą się wątpliwości (podniesione przez centroprawicę już w czasie kampanii przedwyborczej): czy uda się Prodiemu pogodzić różnorodną koalicję, zwłaszcza że nie ma on za sobą własnej partii (do wyborów startował jako przedstawiciel listy „Oliwka”, która łączy kilka ugrupowań mających swych szefów)? Jak uda mu się pogodzić rozbieżne interesy „Stokrotki” (centrum), katolików UDEUR, radykałów, antyglobalistów i homoseksualistów reprezentowanych przez Vladimira Luxurię? Czy rząd przetrwa? Czy zrealizuje ważne reformy, wymagające odwagi i zdecydowania, czy będzie zbyt zajęty balansowaniem na linie? Czy wystarczy niewielka (zwłaszcza w senacie) przewaga nad opozycją? „Unia” twierdzi, że się obroni: po pierwsze, zjednoczyła się wokół podpisanego przez wszystkie ugrupowania programu, po drugie, rozwiązanie koalicji mogłoby znowu oddać rządy w ręce „Domu Wolności”.  A niewielka przewaga foteli może nie tyle przeszkadzać w rządzeniu, ile mobilizować do zaangażowania.

Prodi to człowiek o wielkim wykształceniu (profesor ekonomii) i wielkim politycznym talencie i doświadczeniu (nie przez przypadek w ciągu pięciu lat, gdy kierował Komisją Europejską, przeżyła ona prawdziwy rozkwit). I ma jeden niewątpliwy atut: nieskomplikowany układ nerwowy (tak odpowiedział Berlusconiemu, który definiował go jako „wygodnego idiotę”). Wszystkich nas poniosły emocje. Potrzeba powrotu do normalności, trzeba by polityka wróciła w ręce ludzi skromnych, kompetentnych i wiedzących, co to znaczy „politically correct”. A może kraj kolesiostwa, „ekonomii twórczej”, wielkiej improwizacji, spaghetti i mandoliny znów ruszy do przodu a w oliwkowym narodzie uda się zrealizować „trochę szczęścia dla każdego” (Prodi).

Na zdjęciu: lider zwycięskiej koalicji, Romano Prodi.
Źródło: Departament Stanu USA / Wikimedia Commons

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl