Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Lepsze wrogiem dobrego?               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 Bronze statues
 Drut wyrobowy
 Egipt
 Forum - Forumowisko.pl
 Fotografia ślubna
 Francuski warszawa
 Gadżety reklamowe
 Internet Rumia
 Katalog Polskich Firm
 Klimatyzacja
 KRETA
 Księgarnia Sportbook.pl
 Last minute Egipt
 Solidne Meble Biurowe
 Producent przewodów
 Program magazynowy
 Psycholog Wrocław
 Płytki
 Sankt Petersburg
 Telewizja Cyfrowa
 



 
Lepsze wrogiem dobrego? 

19-07-2010

  Autor: Bartłomiej Kałucki
Zmieniać, nie zmieniać, jeśli zmieniać to co konkretnie i w jakim kierunku zmiany mają prowadzić – oto pytania, które raz na jakiś czas wyławiają się w perspektywie zmiany konstytucji – a będąc precyzyjnym zmiany tych zapisów, które regulują pozycję i zakres kompetencji poszczególnych organów władzy państwowej. Szkoda tylko, że projekty zmian rodzą się ni z stąd ni z owąd dopiero wtedy, gdy większość parlamentarna – a co za tym idzie rząd oraz prezydent pochodzą z różnych obozów politycznych. A to właśnie jest pierwszy stopień do piekła – bo najważniejszy akt prawny jakim jest konstytucja  nie może być zmieniany pod wpływem chwili, niejako z dnia na dzień. Dlatego pytaniem fundamentalnym jakie trzeba postawić jest to, czy aby te zmiany w ukształtowaniu wzajemnych relacji na poziomie prezydent – premier były rzeczywiście niezbędne?

 

 

W naszym kraju obowiązuje, jak wiadomo, system parlamentarno – gabinetowy z dwugłową egzekutywą. W dwóch pierwszych paragrafach art. 146 Konstytucji RP wyraźnie stwierdza się, że to Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej. Uzupełnia ten przepis ustęp drugi, który mówi, że do Rady Ministrów należą sprawy polityki państwa nie zastrzeżone dla innych organów państwowych i samorządu terytorialnego. Tym innym organem państwowym jest między innymi Prezydent. Na gruncie przytoczonego unormowania można byłoby powiedzieć, że wszystko jest jasne, a mianowicie zasadą jest, iż cała władza jest w rękach rządu z wyjątkiem spraw zaliczonych taksatywnie, czyli wyczerpująco  do kompetencji  chociażby głowy państwa. I rzeczywiście duża część uprawnień prezydenta jest opisana w sposób nie budzący wątpliwości interpretacyjnych, chodzi m.in. o możności stosowania prawa łask, nadawaniu orderów i odznaczeń, zwołanie Rady Gabinetowej.

Spór konstytucyjny to nie spór o te wyraźnie wyliczone uprawnienia, ale o te przepisy, które ogólnie stwierdzają m.in., że prezydent jest najwyższym przedstawicielem RP i gwarantem ciągłości władzy państwowej. Co tak niedookreślony przepis ma właściwie znaczyć? Jednak w mojej opinii  także to stwierdzenie można w jakiś sposób rozszyfrować pozostając w zgodzie z tym, co wyżej zostało przytoczone, że uprawnienia innych organów władzy państwowej, w tym prezydenta są ściśle wyliczone. Ten sam art. 126, w którym zamieszczony jest omawiany przepis mówi także o tym, że prezydent wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach. To oznacza, że musi respektować, to, że jego kompetencje są zawężone, bo musi respektować to co zostało zapisane w poszczególnych przepisach konstytucji i ustawach, a między innymi zapis o nazwijmy to „przewodniej roli” Rady Ministrów. Powyższe rozumienie przytoczonych unormowań wykluczałoby z całą pewnością te wszystkie gorszące spory o prowadzenie polityki zagranicznej i co za tym idzie propozycje wydawania jakich aktów uszczegóławiających uprawnienia na linii rząd – prezydent są co najmniej bezprzedmiotowe, bo to jest już wyraźnie napisane.

Jednak spór co do zmiany konstytucji dotyczy także osłabienia roli prezydenckiego weta – według jednych paraliżującego, według innych dającego poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Przy czym punkt widzenia w tym zakresie zależy (jak to bywa najczęściej) od punktu siedzenia. Ten kto ma prezydenta chce silnego weta i odwrotnie. Problem jest zasadniczy i jak bywa w życiu jednoznacznie opowiedzenie się za którymś ze stanowisk wywołuje u samego wypowiadającego się wątpliwości co do słuszności zajętego stanowiska. Bo z jednej stron słuszne wydaje się to, że jeśli ukształtowała się taka  a nie inna większość sejmowa sprawująca rządy – no to mówiąc kolokwialnie – dajmy jej pole do popisu, niech się sprawdzą i pokażą co potrafią, a nie wiecznie narzekają na okrutne weto, którego nie sposób odrzucić. Ale z drugiej strony równie uzasadniona jest teza, że co w sytuacji, gdy większości parlamentarnej (tu znowu użyję kolokwializmu – dla podkreślenia złożoności całej sytuacji) „odbija” i uchwala totalny bubel prawny – wtedy silne weto jest w pełni uzasadniane.

W związku z powyższym pytanie o to czy „lepsza” wersja konstytucji będzie w konsekwencji wrogiem „dobrej” pozostawiam bez odpowiedzi – nie bez przyczyny – bo ta odpowiedź musi być wypracowana przez okres najbliższych kilku lat w ramach możliwie szerokiego dyskursu, a nie pod wpływem kaprysów jednej lub drugiej strony politycznego sporu.

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl