Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Afryka / Polityka afrykańska USA               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
25-10-2008

 

25-03-2006

 

23-06-2011

 

26-04-2011

 

19-04-2011

 

05-04-2011

 

29-03-2011

 

+ zobacz więcej

Polityka afrykańska USA 

29-03-2006

  Autor: Maciej Józefowicz

Koniec zimnej wojny i upadek ZSRR dawał Stanom Zjednoczonym możliwości angażowania się w praktycznie dowolnej formie w dowolnym afrykańskim kraju. USA korzystały z nich jednak wciąż nie na tyle intensywnie, na ile pozwalał ich potencjał. Administracje Busha seniora i Clintona wolaya wyręczać się dawnymi metropoliami – głównie Wielką Brytanią i Francją, do których dawne kolonie ciążyły w sposób naturalny. Silniejsze więzi istniały między Stanami Zjednoczonymi, a dawnymi posiadłościami portugalskimi – Angolą i Mozambikiem –  dla których, ze względu na historię walki wyzwoleńczej, Waszyngton był znacznie atrakcyjniejszym protektorem niż Lizbona. Większe zainteresowanie w kontaktach z USA przejawiały również kraje nieobjęte podbojami kolonialnymi: Liberia i Etiopia.

 

 

Administracja Busha nie zdołała wypracować konkretnej strategii wobec Afryki uwzględniającej postzimnowojenne realia. Jak się wyraził ówczesny zastępca sekretarza stanu, Lawrence Eagleburger, Afryka wręcz znajdowała się „na końcu listy” interesów amerykańskich. Przejawiało się to w cięciach wydatków Biura Spraw Afrykańskich, zamykaniu niektórych ambasad (w Kamerunie, Kenii, Nigerii i Komorach) i ograniczeniu pomocy budżetowej (ważniejsza wtedy była pomoc krajom Europy Środkowo-Wschodniej, wojna w Zatoce Perskiej i walka z deficytem budżetowym. Jednocześnie w ramach Rady Bezpieczeństwa Narodowego prowadzone były prace studyjne nad zdefiniowaniem nowej afrykańskiej polityki Stanów Zjednoczonych. Ich efekt, znany pod tytułem „American Policy Toward Africa in 1990s” lub jako „NSR 30” (jako 30 dokument w serii przygotowywanej przez Radę – National Security Review), został przedstawiony prezydentowi 15 VI 1992r.
NSR 30 od samego początku był dokumentem tajnym i do tej pory nie został odtajniony. Jest jednak dostępne jego streszczenie, podsumowujące założenia, jakimi powinna kierować się administracja amerykańska. Zgodnie z nimi, polityka amerykańska wobec Afryki powinna skupiać się na czterech głównych aspektach, którym powinny odpowiadać cztery efekty końcowe, korzystne dla amerykańskich interesów:

Promowanie pokojowych przemian i rozwiązywania konfliktów, wliczając w to możliwość korekt granic i utworzenie lokalnych mechanizmów antykryzysowych. Efektem powinno być uzyskanie dostępu do wybranych lądowych i morskich baz i szlaków transportowych, pomocnych w utrzymaniu amerykańskiej obecności wojskowej na Bliskim Wschodzie i w Azji Południowo-Zachodniej.

Poparcie rozwoju demokracji, praw człowieka, praw pracowniczych, rządów prawa i pluralizmu politycznego. Efektem powinno być zmniejszenie liczebności wojsk afrykańskich do poziomu bardziej racjonalnego, ekonomicznego i bardziej podatnego na wartości demokratyczne.Wspieranie zrównoważonego rozwoju i uniezależnienie gospodarek afrykańskich od międzynarodowej pomocy przez reformy rynkowe. Efektem powinien być dostęp amerykańskich firm do rynków i zasobów afrykańskich.

Walka z zagrożeniami transnarodowymi: handlem narkotykami, terroryzmem, AIDS, „nieprzyjaznymi” („inimical”) ideologiami, zagrożeniami dla środowiska, problemami uchodźców i kobiet. Efektem powinno być poparcie dla postulatów amerykańskich na płaszczyźnie bilateralnej i wielostronnej.

Administracja Busha nie zdążyła w pełni wykorzystań NSR 30, jednak były one, mimo reprezentowania innej opcji politycznej, wykorzystywane przez następnego prezydenta, Billa Clintona. Zwiększenie roli problematyki afrykańskiej za Clintona przejawiło się już w wymiarze personalnym – prezydenckim doradcą ds. bezpieczeństwa został dotychczasowy szef Biura Spraw Afrykańskich, Anthony Lake. Najbardziej efektownym jednak przejawem otwarcia Ameryki na Czarny Ląd była odbyta w dniach 23 III-4 IV 1998r. intensywna, 11-dniowa podróż Clintona po Afryce, podczas której odwiedził Ghanę, Ugandę, Rwandę, RPA, Botswanę i Senegal (w tym symboliczną wyspę Goree, w przeszłości służącą za główny port przeładunkowy niewolników płynących do Ameryki) i spotkał się z głowami państwa (w tym z Nelsonem Mandelą i przywódcami 7 państw afrykańskich na szczycie w Entebbe), ekologami, aktywistami na rzecz praw człowieka i ocalałymi z ludobójstwa w Rwandzie. Amerykański prezydent był entuzjastycznie witany przez tłumy, w tym przez 500-tysięczne zgromadzenie w stolicy Ghany, Akrze, będące najliczniejszą publicznością, przed którą kiedykolwiek występował. W swoich wystąpieniach Clinton z dezaprobatą wyrażał się o zimnowojennym traktowaniu Afryki jako „pionka” („pawn”) i euro-amerykańskim udziale w systemie niewolniczym (jednak nie przeprosił za udział w nim Stanów Zjednoczonych), zapowiadał pomoc w walce z malarią, rozwoju produkcji żywności, utrwalaniu dyplomacji i praw człowieka oraz internetyzacji szkół i uznał reakcję opinii światowej na rzeź w Rwandzie jako „nieodpowiednią („inadequate”). Wizyta była wielkim wydarzeniem medialnym i poprzez samą swoją długotrwałość okazała się dla administracji amerykańskiej bardzo dobrym symbolem zmiany spojrzenia na Afrykę, jednak pojawiły się też krytyczne głosy, według których pod rozreklamowaną otoczką dalej działo się niewiele.

Kolejną podróż do Afryki Clinton odbył w dniach 26-29 VIII 2000r., odwiedzając wtedy Nigerię, Tanzanię i Egipt. Powodem była aktualna sytuacja polityczna, zachodząca w lub związana z tymi krajami. Nigeria, choć będąca jednym z najważniejszych państw na kontynencie i znaczącym partnerem gospodarczym USA (głównie z uwagi na złoża ropy w Zatoce Gwinejskiej), nie stała się celem podróży Clintona dwa lata wcześniej, ze względu na niedemokratyczne, skorumpowane rządy junty gen. Saniego Abacha. Po śmierci Abacha w VI 1998r. w Nigerii rozpoczął się proces demokratyzacji życia publicznego, którego kulminacją było zwycięstwo w demokratycznych wyborach prezydenckich gen. Oloseguna Obasanjo, wyznającego chrześcijaństwo. Wybór chrześcijanina na stanowisko prezydenta wzbudził jednak protest północnych, islamskich stanów Nigerii, które w jego ramach wprowadziły u siebie prawo koraniczne. Wizyta Clintona miała na celu poparcie rządów Obasanjo, zwłaszcza w kontekście nieposłuszeństwa północy, i zmian zachodzących w Nigerii określanych jako „najważniejsze wydarzenie w Afryce od upadku apartheidu” i przejście „od pariasa do partnera” („pariah to partner”). W Tanzanii natomiast odbywały się wtedy rozmowy pokojowe prowadzone przez Nelsona Mandelę, mające przywrócić pokój w rozdartym wojną między Tutsi i Hutu Burundi. Porozumienie zostało podpisane w obecności Clintona 28 VIII. Podróż, choć krótsza i mniej nagłośniona niż wcześniejsza, okazała się prawdopodobnie bardziej efektywna.

Oprócz składanych oficjalnych wizyt aktywność USA w Afryce przejawiała się również na płaszczyźnie humanitarnej, czego najbardziej znanym, a jednocześnie najbardziej dramatycznym przykładem jest akcja wojskowa w Somalii. Po wybuchu w tym kraju na początku lat 90 wojny domowej, Rada Bezpieczeństwa ONZ w rezolucji nr 751 z 7 IV 1992r. zdecydowała o wysłaniu w „róg Afryki” misji humanitarnej pod akronimem UNOSOM I. Misja nie była jednak w stanie zapobiec rozszerzaniu się wojny i głodu, stąd w VIII 1992r. prezydent Bush ogłosił logistyczne wsparcie dla sił ONZ ze strony wojska amerykańskiego. W operacji „Provide Relief” („Zapewnić Ulgę”) brało udział 10 samolotów transportowych C-130 i 400 osób – ciągle za mało, by uratować sytuację w Somalii. Dlatego pod koniec XI 1992r. sekretarz generalny ONZ Boutros-Boutros Ghali wysunął propozycję wysłania do Somalii sił pokojowych Narodów Zjednoczonych, z sugestią, by dowództwo nad nimi sprawowały USA. Mimo początkowych oporów Bush zgodził się na udział w misji wojsk amerykańskich, z zastrzeżeniem możliwości ich wycofania w dowolnej chwili. Na tej podstawie Rada Bezpieczeństwa w rezolucji nr 794 z 3 XII 1992r. podjęła decyzję o przeprowadzeniu operacji „Restore Hope” („Przywrócić Nadzieję”). W jej trakcie ok. 30 000 żołnierzy amerykańskich miało udrożnić szlaki transportowe i zapewnić minimum bezpieczeństwa dla personelu humanitarnego. Bush miał nadzieję, że operacja zakończy się do 20 I 1993r., tj. do daty ustąpienia z urzędu (wiedział już, że w wyborach prezydenckich został pokonany przez Clintona), jednak wskutek oporu stawianego przez poszczególne klany obecność żołnierzy amerykańskich się przedłużała. 4 V 1993r. ruszyła oficjalna misja pokojowa ONZ, UNOSOM II, mająca raczej na wyrost zastąpić misję amerykańską. Wojska USA pozostały w Somalii w ramach akcji „Continue Hope” („Utrwalać Nadzieję”). Mimo wysiłków, pokoju nie udało się osiągnąć. Kulminacyjnym momentem okazały się walki uliczne w Mogadiszu 3-4 X 1993r. Oddziały amerykańskie wysłane w celu ujęcia jednego z „panów wojny”, gen. Mohammeda Fahada Aidida, wpadły w zasadzkę i musiały przez całą noc stawiać opór przeważającym bojówkom somalijskim. Straty wyniosły 17 zabitych i 84 rannych oraz 2 zestrzelone śmigłowce. Zdjęcia zmasakrowanych ciał żołnierzy, przekazywane przez telewizję, wstrząsnęły opinią publiczną. Pod jej naciskiem Clinton  przyspieszył decyzję o wycofaniu wojsk z Somalii, co nastąpiło do końca III 1994r. Fiasko misji somalijskiej jest dla wielu powodem, dla którego USA nigdy już nie angażowały się w porównywalnym stopniu w sprawy afrykańskie.

Stany Zjednoczone wysłały również misję humanitarną do Rwandy, Zairu i Ugandy pod nazwą „Support Hope” („Podtrzymać Nadzieję”). Ponad 2,5 tysiąca personelu wojskowego było odpowiedzialne za poprawę dramatycznych warunków panujących w obozach dla uchodźców w okresie 22 VII-30 VIII 1994r. Dzięki dostarczanej pomocy śmiertelność istotnie spadła, jednak USA były obwiniane za jej niedostateczność i opóźnienie – wskazywano, że zamiast zapobiegać lub przeciwdziałać rwandyjskiemu ludobójstwu, Amerykanie woleli angażować się już po fakcie. Na pewno wpływ na to miała somalijska trauma, często porównywana do wietnamskiej w swoim tworzeniu uprzedzeń wobec dalszych interwencji.

Pośrednie zaangażowanie amerykańskie przejawiło się w powołaniu w 1996r. Afrykańskiej Inicjatywy Odpowiadania na Kryzysy (African Crisis Response Initiative – ACRI) – programu szkoleniowego dla wybranych jednostek wojsk krajów afrykańskich, by wyspecjalizować je w rozwiązywaniu kryzysów humanitarnych i organizowaniu misji stabilizacyjnych. W latach 1997-2000 w ramach ACRI przeszkolone zostały bataliony z Senegalu, Ugandy, Malawi, Mali, Ghany, Beninu i Wybrzeża Kości Słoniowej, liczące w sumie prawie 6 000 żołnierzy, ponadto rozpoczęte zostało (lecz nie dokończone) szkolenie jednostek z Etiopii. Ponadto w 1998r. z inicjatywy Departamentu Obrony powstało Afrykańskie Centrum Studiów Strategicznych (African Center for Strategic Studies – ACSS), zajmujące się pracami badawczymi z zakresu bezpieczeństwa i studiów strategicznych na linii USA-Afryka. W ramach polityki antyproliferacyjnej wobec broni masowego rażenia USA w 1996r. podpisały traktat o utworzeniu strefy bezatomowej na całym kontynencie (Africa Nuclear Weapon-Free Zone Treaty – ANWFZT).

W polityce gospodarczej wobec Afryki USA w latach 90 dążyły do liberalizacji rynku i rozwoju wolnego handlu, zgodnie z wytycznymi NSR 30. 17 VI 1997r. Clinton ogłosił program Partnerstwa dla Rozwoju Gospodarki i Możliwości w Afryce (Partnership for Economic Growth and Opportunity in Africa), przyznający krajom afrykańskim ponad 750 $ inwestycji w zamian za kontynuowanie prorynkowych reform gospodarczych. W V 2000r. Kongres przyjął silnie promowany przez Biały Dom African Growth and Opportunity Act – AGOA. Akt znosił cła na szereg towarów handlu między USA a 48 państwami Afryki subsaharyjskiej nieobjętymi postanowieniami Generalnego Systemu Ceł na okres 2000-2008r.. Jego wejście w życie spowodowało bardzo pozytywne reakcje zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w krajach afrykańskich, które zyskały w ten sposób okazję do znaczącego rozwoju swoich gospodarek. USA oddziaływały na Afrykę również za pośrednictwem MFW oraz Banku Światowego, które przedstawiały krajom afrykańskim szereg wytycznych liberalizujących ich gospodarki i przybliżających je do modelu wolnorynkowego. Aktywnie działały prywatne kompanie, zainteresowane afrykańskimi surowcami, z których największe znaczenie strategiczne miały złoża ropy u wybrzeży Nigerii, Gabonu, Kongo, Angoli i Gwinei Równikowej. Exxon-Mobile, Chevron-Texaco i mniejsze korporacje zainwestowały w regionie kilkanaście miliardów dolarów, często powodując protesty przeciw wywłaszczaniu ziem na cele przemysłowe i zanieczyszczaniu środowiska. Najbardziej brutalny okazał się protest nigeryjskiego plemienia Ogoni pod przewodnictwem pisarza i aktywisty Kena Saro-Wiwy – w 1995r. reżim Abacha skazał Saro-Wiwę i 5 innych przywódców protestu na śmierć.

 Okres rządów Clintona z pewnością wyróżnił się bardziej widocznymi działaniami na rzecz Afryki, opinie co do ich skuteczności są jednak podzielone. Entuzjaści jego polityki (którzy, za laureatką literackiej Nagrody Nobla, Toni Morrison, określali go nawet mianem „pierwszego czarnego prezydenta”), wskazują na jego osobiste zaangażowanie w walkę z biedą i konfliktami, w trakcie i po zakończeniu prezydentury (w 2005r. Clinton odwiedził Rwandę, przepraszając za bierność w czasie ludobójstwa, Kenię, uruchamiając własny program leczenia dzieci zarażonych wirusem HIV i RPA, spotykając się z Nelsonem Mandelą). Krytycy natomiast twierdzą, że po klęsce w Somalii, Afryka została uznana za miejsce „niebezpieczne dla politycznego zdrowia” i że za wielkimi słowami kryło się minimum działania.

Afryka w polityce zagranicznej Busha. Wpływ wojny z terroryzmem.

Po zamachach z 11 IX 2001r. w zasadzie wszystkie aspekty amerykańskiej polityki zostały przeorientowane na zwalczanie terroryzmu i przebudowę świata, by podobne ataki nie mogły się już powtórzyć. Problematyka terrorystyczna nie stanowi jednak nowego przedmiotu zainteresowań USA – w kontekście afrykańskim była już podejmowana w czasach Clintona. Krajem oskarżanym o popieranie terroryzmu był Sudan, w którym od 1989r. rządziła fundamentalistyczna junta gen. Al-Baszira. USA zareagowały wprowadzeniem sankcji gospodarczych, zerwaniem stosunków dyplomatycznych w II 1996r. oraz zwiększeniem eksportów broni do krajów sąsiadujących. Najbardziej dramatycznym wydarzeniem okazały się eksplozje samochodów-pułapek przed amerykańskimi ambasadami w Kenii i Tanzanii 7 VIII 1998r., zabijające 220 i raniące ponad 4 000 osób. O dokonanie zamachów została podejrzana już wtedy aktywna Al-Kaida  Odpowiedzią Amerykanów była operacja „Infinite Reach” („Nieograniczony Zasięg”) – bombardowania celów w Sudanie i Afganistanie podejrzanych o bycie bazami szkoleniowymi i kryjówkami terrorystów. Krytykę jednak wzbudziło zniszczenie przez amerykańskie pociski sudańskiej fabryki leków w Al-Shifa, która, zdaniem wielu, nie miała nic wspólnego z działalnością terrorystyczną.

Po 11 IX administracja Busha zaczęła postrzegać kraje afrykańskie jako potencjalnych sojuszników w wojnie z terroryzmem, szkodzącym zarówno bezpieczeństwu USA, jak i integralności politycznej słabych państw afrykańskich. Ryzyko mimowolnego udziału krajów Afryki w działalności terrorystycznej obejmowało: przebywanie na ich terenie terrorystów, planowanie na ich terenie akcji terrorystycznych, pranie brudnych pieniędzy, handel narkotykami i infiltrację legalnych przedsięwzięć gospodarczych. Przykrym przypomnieniem były zamachy terrorystyczne na Izraelczyków w Kenii w XI 2002r. Odpowiedzią administracji amerykańskiej na zagrożenie terrorystyczne jest zaangażowanie wojskowe w Afryce Wschodniej – regionie ważnym ze względu na sąsiedztwo z Bliskim Wschodem. W XII 2002r. amerykańskie wojska zostały rozmieszczone w Dżibuti, skąd przeprowadzają operacje przeciw terrorystom w Jemenie. Marynarka USA korzysta z portów w Kenii i Erytrei, by patrolować Ocean Indyjski i Morze Czerwone. Etiopska armia w porozumieniu z USA od końca 2001r. zwalcza islamskich fundamentalistów w Somalii. W XII 2002r. przywódcy Dżibuti, Etiopii i Kenii złożyli oficjalną wizytę w Białym Domu, ze wszystkimi elementami protokołu dyplomatycznego, co przy przyjmowaniu zagranicznych gości przez USA nie jest stosowane często.

Nie licząc wsparcia w walce z terroryzmem, administracja Busha i tak chwali się największym poziomem zaangażowania w Afryce w historii. W ciągu pierwszych dwóch lat urzędowania prezydent USA spotkał się aż z 25 przywódcami państw afrykańskich. W dniach 7-12 VII 2003r. Bush, razem z sekretarzem stanu Colinem Powellem i doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego Condolezzą Rice, sam odwiedził Afrykę, będąc pierwszym republikańskim prezydentem, który tego dokonał. Pierwszym etapem podróży był Senegal, gdzie, ponownie odwiedzając wyspę Goree, Bush nazwał niewolnictwo „jedną z największych zbrodni w historii ludzkości”, choć, podobnie jak Clinton, nie przeprosił za udział USA w tym procederze. Rozmowy z prezydentem Senegalu, Abdoulayem Wade’em dotyczyły pomocy amerykańskiej w zwalczaniu epidemii AIDS (na co Bush zaoferował się przeznaczyć 15 mld $ w ciągu 5 najbliższych lat), promowania przejrzystości ekonomicznej (dalsze 10 mld $ dla krajów, które obiecają reformy gospodarcze i walkę z korupcją) i wysłania wojsk amerykańskich dla ustabilizowania sytuacji w Liberii (czego domagał się ustępujący liberyjski przywódca, Charles Taylor, w zamian za swoje odejście). Bush następnie udał się do RPA, gdzie rozmawiał z prezydentem Thabo Mbekim o sytuacji w Zimbabwe, którego władze oskarżane są o prześladowanie białej mniejszości. Prezydenci USA i RPA wyrazili przekonanie o „wspólnej wizji” wobec Zimbabwe, co, według komentatorów, oznaczać miało apel Busha o zaangażowanie RPA w odsunięcie prezydenta Zimbabwe, Roberta Mugabego, od władzy. Swoją wymowę miało jednak to, że nie doszło do spotkania Busha z Nelsonem Mandelą, który wcześniej wyrażał się krytycznie o interwencji amerykańskiej w Iraku.

 Z RPA Bush przyleciał do Botswany, rozmawiając tam głównie o swoim programie pomocy w walce z AIDS (Botswana jest jednym z najciężej dotkniętych epidemią krajów afrykańskich), a stamtąd do Ugandy, której z kolei pogratulował za udane wysiłki zahamowania rozprzestrzeniania się HIV. „Tournee” po Afryce zakończyło się w Nigerii, gdzie prezydent rozmawiał z Obasanjo o zacieśnianiu kontaktów gospodarczych (czyli o wzroście wydobycia nigeryjskiej ropy), a także znowu o sytuacji w Liberii. Bush nie udzielił jednak jednoznacznej odpowiedzi na to, czy wyśle tam amerykańskie wojska – przyznał, że USA będą „aktywne” w rozwiązywaniu kryzysu, ale dodał też, że „rozsądną polityką” („sensible policy”) jest pozwolenie, by Afrykanie sami sobie pomagali. W sumie wizyta amerykańskiego prezydenta wzbudziła mieszane uczucia i nie była przyjęta z takim entuzjazmem jak podróże Clintona – popularne było przekonanie, że miała odciągnąć uwagę Afryki od interwencji w Iraku, która nie została przez państwa afrykańskie przyjęta z entuzjazmem. W miastach, które odwiedzał Bush odbywały się demonstracje antywojenne. Skandal wywołała też wcześniejsza wypowiedź sekretarza obrony Donalda Rumsfelda o tym, że Ameryka nie ma w Afryce „żadnych żywotnych interesów” („no vital interests”), co później musiał korygować prezydent.

Osobiste zaangażowanie Busha ma się przekładać również na wsparcie finansowe. W latach 2001-2003 finansowa pomoc USA dla Afryki subsaharyjskiej wzrosła o 30%, do poziomu ponad 1 mld $, najwyższego w historii. Kolejnym kanałem pomocowym jest ogłoszony przez Busha w III 2002r. w Monterey Millennium Challenge Account – fundusz pomocy najbiedniejszym krajom świata. MCA rozpoczął działalność na początku 2004r. dysponując kolejnym 1 mld $. W obecnym roku fundusz ma obracać środkami w wysokości 3 mld $, a zgodnie z zapowiedziami Busha do 2008r. kwota ta ma wzrosnąć do 5 mld $. Duże środki zostały również przeznaczone na walkę z epidemią AIDS: 988 mln $ w 2002r. i 1,1 mld $ w 2003r., dwukrotnie więcej niż pod koniec rządów Clintona. 500 mln $ zostało przeznaczone na profilaktykę dla młodych matek, a dalsze 200 mln $ na rozwój edukacji: szkolenia nauczycieli, zakup książek, itd. Dodatkowo Stany Zjednoczone wpłaciły składkę 500 mln $ do The Global Fund – ponadnarodowej fundacji zrzeszającej rządy i organizacje pozarządowe, walczącej z AIDS, malarią i tuberkulozą. Jest to pierwsza i jak dotąd największa składka wpłacona do kasy Funduszu. Sprawa specjalnego przyznania 15 mld $ krajom afrykańskim, zapowiedzianego przez Busha w 2003r. niestety utknęła w Kongresie.

Polityka gospodarcza kształtuje się pod znakiem dalszej liberalizacji handlu. 6 VIII 2002r. Bush podpisał poprawki do AGOA (tzw. AGOA II), a 12 VII 2004r. nowy układ – AGOA Acceleration Act (albo po prostu AGOA III), mający obowiązywać do 2015r. Obecnie handel  bezcłowy między USA a Afryką subsaharyjską obejmuje ponad 7000 rodzajów produktów, m.in. odzież, obuwie, wino, części samochodowe, produkty rolne, chemikalia,  czy stal.

Aktywność Stanów Zjednoczonych przy rozwiązywaniu regionalnych kryzysów przejawiła się m.in. w wysłaniu specjalnych przedstawicieli do Sudanu, mających zapewnić pomoc humanitarną i załagodzić kryzys w Darfurze. Kontynuowany jest program ACRI pod zmienioną nazwą - African Contingency Operations Training and Assistance. Jednostki w nim wyszkolone brały już udział w misjach stabilizacyjnych na terenie Afryki: w Sierra Leone (Mali i Ghana), Gwinei-Bissau (Benin) i Republice Środkowoafrykańskiej (Senegal). Za tym wszystkim nie idzie jednak bezpośrednie zaangażowanie wojskowe – co prawda podczas wojny domowej w Liberii USA wysłały niewielką liczbę marines dla obrony ambasady w Monrovii, a większa czekała w rezerwie na morzu, jednak mimo apeli państw afrykańskich nie przeprowadziły operacji na pełną skalę. W tym wypadku Stany Zjednoczone wolały działać za pośrednictwem ONZ – choć ich wojska stanowią znaczną część misji pokojowej UNMIL, nie jest to oficjalnie amerykańska interwencja.

Podsumowanie

Nie da się zaprzeczyć, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat rola Afryki w polityce amerykańskiej się zwiększyła. Kontynent ten, po epokach rywalizacji kolonialnej i zimnowojennej, na początku lat 90 stał się dla Stanów Zjednoczonych ważny jako cel sam w sobie. Główny wysiłek polityki zagranicznej Clintona był zorientowany na demokratyzację krajów afrykańskich (według zasady „engagement & enlargement” – „zaangażowanie i poszerzanie” obszaru demokracji) i podźwignięcie ich z ubóstwa, co miało zagwarantować stabilizację na całym kontynencie i wzrost bezpieczeństwa amerykańskiego i światowego. W okresie rządów Busha na pierwszy plan wysunęła się walka z terroryzmem, w której większość krajów afrykańskich postrzegana jest jako potencjalni partnerzy. Uniwersalnym priorytetem, niezależnym od opcji politycznej w Białym Domu jest epidemia AIDS, którą Stany Zjednoczone zwalczają z powodów humanitarnych, ale też by ograniczyć zachorowalność u siebie. Nie można powiedzieć, by USA w ostatnich latach Afrykę lekceważyły, dalej jednak zajmuje w optyce polityki amerykańskiej miejsce co najmniej drugoplanowe. I w najbliższej przyszłości prawdopodobnie tam zostanie, o ile nie nastąpi znacząca poprawa poziomu rozwoju gospodarczego lub stabilności rządów.

Na zdjęciu: Prezydent George W. Bush podczas wizyty w Botswanie w 2003 roku.
Źródło: Paul Morse / Biały Dom

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl