Aby zapisać się na listę naszego newslettera, prosimy podać swój adres email:

 

Wyszukiwarka e-Polityki :

 

Strona Główna  |  Praca  |  Reklama  |  Kontakt

 

   e-Polityka.pl / Artykuły - Świat / Świat po tygodniu: Przestroga dla dyktatorów               

dodaj do ulubionych | ustaw jako startową |  zarejestruj się  

  ..:: Polityka

  ..:: Inne

  ..:: Sonda

Czy jesteś zadowolony z rządów PO-PSL?


Tak

Średnio

Nie


  + wyniki

 

P - A - R - T - N - E - R - Z - Y

 



 
..:: Podobne Tematy
19-03-2006

 

05-03-2006

 

05-01-2010

 

23-11-2009

  Pierwsze wybory

13-11-2008

 

07-08-2008

  Wakacje na schwytanie Mladicia

06-08-2008

  Serbski minister apeluje do Mladicia

+ zobacz więcej

Świat po tygodniu: Przestroga dla dyktatorów 

12-03-2006

  Autor: Jarosław Błaszczak

Tydzień temu pisałem w tym miejscu o swojej wierze, iż pomimo przeciągającego się w nieskończoność procesu, trybunał w Hadze zdoła w końcu wymierzyć sprawiedliwość byłemu prezydentowi Jugosławii, Slobodanowi Miloszewiciowi. Moja teza została zweryfikowana negatywnie i to znacznie szybciej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać - były dyktator zmarł wczoraj w areszcie. Mimo to sądzę, iż te blisko cztery lata procesu nie poszły na marne.

 

 

Z wielu spośród pierwszych komentarzy przebija głębokie rozczarowanie. Najważniejszy proces w trzynastoletniej historii Międzynarodowego Trybunału Karnego ds. byłej Jugosławii (ICTY) kończy się porażką. Nie dość, że trwał przerażająco długo, był pełen gorszących pyskówek oskarżonego z sądem i prawnych wybiegów, to jeszcze nie udało się wydać werdyktu. Co więcej, Trybunał obciążany jest współodpowiedzialnością za śmierć Miloszevicia, bo choć kilkakrotnie przerywano proces, by dać byłemu prezydentowi czas na podreperowanie zdrowia, nie zgodzono się na jego leczenie poza aresztem ani tym bardziej na kurację w Rosji. Notabene, wybór akurat tego państwa siłą rzeczy musiał budzić podejrzenia. I nie chodzi bynajmniej o brak wiary w umiejętności rosyjskich lekarzy. Jest bowiem tajemnicą poliszynela, że liczne grono bliskich współpracowników "Slobo", na czele z jego bratem, ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości właśnie u naszych wschodnich sąsiadów.

Rozumiem te zarzuty wobec ICTY, uważam jednak, że wymagają one spokojnej i obiektywnej refleksji. Jak już pisałem, nie zawsze narzucanie przez sąd szybkiego tempa procedowania sprzyja rzetelności procesu, czego negatywnym przykładem jest trwający w Bagdadzie proces Saddama Husajna.

Niezależnie od tego, chyba nikt nie może oprzeć się rozgoryczeniu - sprawiedliwości nie stało się w pełni zadość. Miloszević odszedł z tego świata jako człowiek formalnie niewinny. Dla tysięcy, jeśli nie milionów, ludzi uważających się za jego ofiary to na pewno poważny psychiczny dyskomfort. Mimo to będę bronił tezy, że idea zwana mądrze międzynarodową odpowiedzialnością karną osób fizycznych, zdała egzamin. Może nie celująco, ale na pewno dobrze lub przynajmniej dostatecznie, przywołując terminologię szkolną.

Porównajmy losy dwóch byłych dyktatorów - Miloszevicia oraz zmarłego dwa i pół roku temu Idiego Amina, kierującego w latach 70. krwawym reżimem w Ugandzie. Obaj zostali obaleni i obaj dopełnili żywota za granicą. Tyle tylko, że Amin dożywał swych dni na luksusowym wygnaniu w Arabii Saudyjskiej, gdzie opływał w dostatek i pędził życie, o jakim większość śmiertelników może tylko pomarzyć. Do końca swych dni utrzymywał kilka żon, zresztą nie musiał martwić się o pieniądze, bowiem jego wydatki pokrywał saudyjski rząd. Jedyną karą, jaka spotkała go za osiem lat brutalnych rządów, był dożywotni zakaz wjazdu do ojczyzny, utrzymany nawet wtedy, gdy jego rodzina apelowała o przyznanie ciężko choremu Aminowi prawa do śmierci na rodzinnej ziemi. Trzeba przyznać, sankcja to raczej symboliczna.

Tymczasem Miloszević ostatnie 5 lat swojego życia spędził w areszcie Trybunału w Scheveningen na przedmieściach Hagi. Wprawdzie jest to dalece mniej upiorne miejsce niż obozy, w których jego wojska zamykały, torturowały i zabijały cywilów, ale trudno uznać pobyt za kratami za najlepszy sposób spędzania emerytury, zresztą dość wczesnej, bo dyktator zmarł w wieku 64 lat. Nawet bez oficjalnego skazania, Miloszević skończył znacznie gorzej niż wielu jemu podobnych na przestrzeni dziejów, chociażby Idi Amin. Sądzę, że nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby iść w jego ślady. A to oznacza, że podstawowa fukcja międzynarodowego sądownictwa karnego została spełniona - wszyscy obecni i, w szczególności, potencjalni przyszli dyktatorzy muszą mieć świadomość, że mogą skończyć podobnie.

Oczywiście to ostatnie zdanie zawiera w sobie pewien pierwiastek pobożnego życzenia. Dyktatorzy rzeczywiście baliby się wtedy, gdyby odpowiedzialność była nieuchronna. Trwają już wysiłki idące w tym kierunku, na czele z utworzeniem pierwszego stałego Międzynarodowego Trybunału Karnego. Rzecz w tym, że na razie jego działalność jest wręcz symboliczna, bowiem pada ofiarą wielkiej polityki. Ale to już temat na zupełnie inne rozważania.

Na zdjęciu: Siedziba Międzynarodowego Trybunału Karnego do spraw byłej Jugosławii w Hadze.
Źródło: Wikimedia Commons

 

  drukuj   prześlij na email

  powrót   w górę

Tego artykułu jeszcze nie skomentowano

Copyright by (C) 2007 by e-Polityka.pl - Biznes - Firma - Polityka. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Kontakt  |  Reklama  |  Mapa Serwisu  |  Polityka Prywatności  |  O nas


e-Polityka.pl