Walka o niepodległość
W roku 1975, po ponad 400 latach kolonialnego panowania, z Timoru Wschodniego wycofali się Portugalczycy. Kraj proklamował niepodległość, która przetrwała jednak zaledwie 10 dni. Niemal natychmiast terytorium młodego państwa zajęły wojska Indonezji, która już wcześniej sprawowała kontrolę nad zachodnią częścią wyspy. Zaczęła się heroiczna i kosztująca życia wielu ludzi walka o niezależność. Jej motorem był założony w połowie lat 70. Rewolucyjny Front na rzecz Niepodległego Timoru Wschodniego, czyli FRETILIN. Najsłynniejsi przywódcy to Xanana Gusmao oraz Jose Ramos Horta. Ten ostatni, wraz z biskupem ze stolicy Timoru, Dili, Carlosem Belo, został w 1996 nagrodzony za swoją działalność Pokojową Nagrodą Nobla.
Wysiłki Timorczyków wydawały się krwawą walką z wiatrakami, aż do roku 1998, gdy wieloletni prezydent, a de facto dyktator Indonezji, Suharto, został zmuszony do ustąpienia. Nowy prezydent, BJ Habibie, pod presją społeczności międzynarodowej zgodził się na przeprowadzenie wśród Timorczyków referendum, w którym mieli wybrać między szeroką autonomią w ramach Indonezji, a całkowitą niezależnością.
Referendum
Głosowanie, nadzorowane przez wysłanników ONZ, odbyło się 30 sierpnia 1999 przy rekordowo wysokiej frekwencji, wynoszącej ok. 99%. Sama ta liczba świadczy o tym, jak bardzo mieszkańcy pragnęli prawa decydowania o własnym losie.
Mimo tej ogromnej aktywności społeczeństwa, referendum nie zostało zapamiętane do końca pozytywnie, a to za sprawą proindonezyjskich bojówek, które przy cichej zgodzie indonezyjskiej armii zastraszały wyborców oraz pacyfikowały wszystkich tych, którzy mieli odwagę głośno opowiadać się za niepodległością. Według szacunków władz w Dili w wyniku kilkudniowych zajść zginęło około tysiąca osób, w tym pięciu pracowników ONZ.
Mimo tak dużego ryzyka, za odłączeniem się od Dżakarty opowiedziało się 78,5 % głosujących. Niespełna dwa miesiące później Indonezja wycofała się z Timoru Wschodniego, a tymczasowy zarząd nad tym terytorium przejęły Narody Zjednoczone, konkretnie kilkutysięczna misja zwana skrótowo UNTAET. Misja była wspierana przez żołnierzy sił pokojowych, głównie z Australii i państw Dalekiego Wschodu.
Wybory władz
We wrześniu roku 2001 odbyły się wybory do konstytuanty, która, oprócz przygotowania konstytucji nowego państwa, miała również stanowić, po uzyskaniu pełnej niepodległości, parlament pierwszej kadencji. Jak nietrudno było przewidzieć, zwyciężył FRETILIN, który uzyskał 57,3 % głosów, co przy mieszanej ordynacji wyborczej dało 55 na 88 mandatów. Żadne inne ugrupowanie nie zdołało uzyskać więcej niż ośmiu mandatów.
Pierwszym premierem Timoru Wschodniego został Mari Altakiri, aktualny lider FRETILIN. Altakiri ma jemeńskie korzenie, wyznaje islam, zaś jego brat jest zwierzchnikiem wszystkich muzułmanów w kraju. Fakt, że został premierem zdominowanego przez katolików Timoru dobrze wróży pokojowi międzyreligijnemu w państwie. Szefem resortu spraw zagranicznych został posiadający olbrzymi międzynarodowy autorytet noblista J.R. Horta.
Na miesiąc przed uroczystą proklamacją niepodległości odbyły się wybory prezydenckie. Najpoważniejszym kandydatem był historyczny przywódca ruchu oporu, Xanana Gusmao, polityk traktowany w Timorze jak żywy symbol walki o niepodległość, postać na wpół legendarna. Sam Gusmao lubi porównywać się do Nelsona Mandeli. Jego rywalem był Francisco do Amaral, który stał czele Timoru podczas owych pamiętnych dziesięciu dni w 1975. Potem został odsunięty na margines własnej organizacji (mowa oczywiście o FRETILIN), a w końcu uwięziony przez Indonezyjczyków. Przez przeszło 20 lat nie mógł wrócić na Timor, co przysporzyło mu złej sławy kolaboranta. W 2000 został oczyszczony z tych podejrzeń i wrócił do życia politycznego.
Zgodnie z przewidywaniami, Gusmao wygrał zdecydowanie, uzyskując 83 % głosów. Wywołało to konsternację wielu obserwatorów, bowiem powszechnie wiadomo, że Gusmao jest mocno skłócony z premierem Altakirim. Zaistniało ryzyko, że pomimo parlamentarnego systemu rządów, charyzmatyczny i znany z bezkompromisowości prezydent zechce być najważniejszym ośrodkiem władzy.
Początki niepodległości
Tuż po północy czasu lokalnego w nocy z 19 na 20 maja 2002 sekretarz generalny ONZ Kofi Annan przekazał władzę nad Timorem prezydentowi Gusmao i premierowi Altakiri. Podczas uroczystości obecna też była prezydent Indonezji, Megawati Sukarnoputri. Jako symboliczną deklarację chęci szybkiego pojednania odebrano fakt, że prezydent Gusmao przemawiał w trzech językach: po portugalsku, angielsku i, co najbardziej znaczące, indonezyjsku.
Nowopowstałe państwo liczy sobie około ośmiuset tysięcy mieszkańców. Konstytucja zakłada trójpodział władzy i całkowitą neutralność polityczną armii (której wtrącanie się do rządów jest odwieczną zmorą polityki indonezyjskiej). Pomimo zdecydowanej przewagi katolików, państwo jest neutralne światopoglądowo i nie ma wyznania państwowego. Długo zastanawiano się nad językami urzędowymi. Ostatecznie przyjęto, że językami oficjalnymi będą lokalne narzecze tetun oraz portugalski. Status pomocniczych języków roboczych uzyskały angielski (którym posługują się doradcy z organizacji międzynarodowych) oraz indonezyjski (zdecydowana większość spośród nielicznych Timorczyków z wyższym wykształceniem kończyła uczelnie na Bali lub Jawie).
Polityka zagraniczna
Z racji swojego położenia oraz historii, Timor Wschodni za swoich strategicznych partnerów uznał Indonezję oraz Australię. Indonezja przez blisko 25 lat prowadziła w Timorze Wschodnim coś, co według prawa międzynarodowego trudno nazwać inaczej niż okupacją. W tym okresie życie straciło, według różnych szacunków, od 100 do 200 tysięcy ludzi. Ponadto w pamięć timorskich polityków mocno zapadły ekscesy związane z referendum w 1999. Ich organizatorzy i ich protektorzy do tej pory żyją spokojnie w Indonezji, a tamtejsze władzę wydają się jedynie pozorować, że chcą ich pociągnąć do odpowiedzialności. Ta kwestia pozostaje najważniejszym problemem we wzajemnych stosunkach obu państw.
Australia odegrała wiodącą rolę w siłach ONZ stacjonujących na Timorze. Właśnie na Antypodach liderzy niepodległościowego podziemia szukali tradycyjnie wsparcia po kolejnych niepowodzeniach. O sile sympatii Timorczyków do Australii niech świadczy choćby ten symboliczny fakt, że Pierwsza Dama, pani Sword – Gusmao, jest rodowitą Australijką. Jedynym, ale bardzo znaczącym problemem w relacjach tych państw jest sprawa podziału roponośnych wód terytorialnych.
Ponadto Timor Wschodni otworzył ambasady w Kuala Lumpur, Waszyngtonie, Brukseli i – rzecz prosta – Lizbonie. Jesienią 2002 został przyjęty do ONZ, stara się również o członkostwo w dwóch organizacjach regionalnych. O ile zdominowane przez Australię i Nową Zelandię Forum Południowego Pacyfiku (SPF) zapewne już wkrótce stanie przed Dili otworem, o tyle państwa ASEAN, organizacji krajów Azji Południowo-Wschodniej, nie spieszą z przyjmowaniem Timoru do swego grona. Wśród postawionych warunków jest między innymi otwarcie ambasady w każdym z 10 państw członkowskich. A to tylko wydaje się proste. Na przykład utworzenie przedstawicielstwa w Rangunie będzie dość trudne, zważywszy na wypowiedzi prezydenta Gusmao, otwarcie krytykujące rządzącą w Birmie juntę. Na razie Timor dostał w ASEAN status obserwatora.
Gospodarka
Nowopowstałe państwo z miejsca zajęło niechlubną pozycję najuboższego kraju Azji. Roczne PKB na głowę mieszkańca wynosi zaledwie 320 $. Raport UNDP (prowadzony przez ONZ Program Rozwoju) przynosi bardzo dramatyczne dane na temat poziomu życia przeciętnych obywateli. Połowa z nich żyje za mniej niż 55 centów dziennie. Mniej więcej co drugi Timorczyk jest analfabetą. Połowa noworodków przychodzi na świat z niedowagą. Średnia długość życia to zaledwie 57 lat.
Po biurach organizacji zajmujących się pomocą Timorowi krąży stara i złośliwa anegdota, mówiąca że Portugalczycy wycofali się z tej kolonii, ponieważ koszty utrzymania administracji znacznie przewyższały zyski tutejszej gospodarki. Choć jest to w dużej mierze żart, jest w nim ziarnko prawdy. Kraj nie posiada praktycznie żadnego przemysłu, sektor usług jest w powijakach i zajmuje się głównie obsługą pracowników międzynarodowych misji. Większość mieszkańców żyje, a może lepiej powiedzieć wegetuje, w oparciu o dochody z prymitywnego rolnictwa lub rybołówstwa. Nawet lasy sandałowe, które przez wieki były ważnym bogactwem, zostały w dużej mierze wycięte, a drewno rozkradzione przez wycofujące się wojska indonezyjskie.
Jedynym bogactwem naturalnym, które może odmienić los Timoru, są podmorskie zasoby ropy naftowej i gazu ziemnego. Ich eksploatacją zainteresowane są Australia i Japonia. Australijczycy podpisali już z Timorem umowę, bardzo korzystną dla młodego państwa, bo dającą mu 90% zysków z wydobycia, ale przygotowania do jej realizacji, która ma się rozpocząć już w styczniu 2004, idą niezmiernie ślamazarnie. Nieco pewniejszym inwestorem jest Japonia. Umowa z tym krajem gwarantuje Dili dopływ 180 mln dolarów rocznie. Ale to dopiero od roku 2006. Wcześniej Timor będzie żył głównie z pomocy z zewnątrz. Oby zdołał przetrwać.
Autor: Jarosław Błaszczak