
Albo trzy miejsca w Radzie Nadzorczej telewizji publicznej, albo
epoka lodowcowa w stosunkach z PiS.
Samoobrona nie kryje swoich oczekiwań w podziale stanowisk. O sprawie pisze
Gazeta Wyborcza.
Samoobrona chce dla siebie trzech stanowisk w radzie nadzorczej telewizji w sytuacji, gdy jej liczebność zostanie utrzymana na poziomie dziewięciu osób, lub dwóch, gdy zostanie zmniejszona do siedmiu. Ambicji Samoobrony nie kryje Ryszard Czarnecki. Logiczne jest dla niego, że skoro partia ma przedstawiciela w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, powinna mieć również przedstawicieli we władzach telewizji publicznej. Według Czarneckiego to, jak zostaną podzielone stanowiska telewizyjne, będzie testem dla paktu stabilizacyjnego.
Nieoficjalnie mówi się, że stanowiska w telewizji są dla Samoobrony ważniejsze, niż stanowiska w agencjach rolnych. Czarnecki dodaje, że jego ugrupowanie chce mieć wpływ na to, jak jest pokazywane w mediach. Według niego, partia jest albo pomijana, albo przedstawiana w krzywym zwierciadle.
Kandydatów do rady nadzorczej wybierze wiosną KRRiTV. Jednak jej członkowie zdecydowali, że nie będą się kierować kluczem partyjnym, a kandydatów będą mogły zgłaszać organizacje i środowiska społeczne, naukowe, dziennikarskie i biznesowe.