Do zrozumienia wykładu nie była niezbędna dokładna znajomość dzieł francuskiego myśliciela. Profesor luźno tylko nawiązywał do lektury jego ksiązek, zazwyczaj tylko popierał swoje tezy odpowiednimi cytatami z twórczości Tocquevilla. Wkrótce okazało, się że prawdziwy tytuł wykładu powinien brzmieć: „Czy Europejczyk może zrozumieć Amerykanina?”. Mówca zaczął swoje wystąpienie od opisania charakterystyki Amerykanów i uwypuklenia różnic między nimi a Europejczykami. Zaznaczył wielkie szczęście USA: położenie geograficzne i sprzyjający klimat. Opowiedział o „Boskim przeznaczeniu” narodu amerykańskiego, który ma za zadanie zająć całą Amerykę i rozprzestrzenić tam demokracje. Mówił o pasji amerykanów do podejmowania ryzyka, zdobywania niezdobytego i odkrywania nie odkrytego. Wynikała ona z podłoża historycznego - zasiedlania dzikiego zachodu. Europejczycy nie posiadali takowego i dlatego nie są tak przywiązani do wolności i samodzielności jak Amerykanie. Widoczne jest to np. w podejściu do gospodarki. W USA państwo opiekuńcze nie miałoby prawa bytu.
Wielkie poruszenie wśród słuchaczy wywołała teza na temat wojen prowadzonych przez Amerykanów. Profesor Ledeen dowodził, że USA nigdy nie prowadziły wojny agresywnej. Zawsze były w nią wciągane. Na pytania o inwazję na Irak, przypominał on o ataku Al-Kaidy na Nowy York. Mówił, że Amerykanie najbardziej na świecie nienawidzą wojny. Uważają, że pokój jest czymś naturalnym, a wojna to coś złego. Nie jak Europejczycy w XIX wieku. Natomiast jeśli już USA prowadziły wojnę, to zawsze musiała mieć określony cel. Dlatego wojna w Wietnamie spotykała się z takim oporem w społeczeństwie amerykańskim. Jednocześnie Ledeen wychwalał Tocquevilla za przewidzenie przyszłego konfliktu między USA a Rosją. Napisał że te dwa państwa są swoimi całkowitymi przeciwieństwami co do sfery swobód obywatelskich. Dla niego USA to oaza wolności i samodzielności, a Rosja to ostoja despotyzmu i służalczości. Konflikt tych dwóch światów musiał kiedyś nastąpić i nastąpił 100 lat po śmierci autora.
Po wykładzie nastąpiła seria pytań. Głównie skupiano się na polityce zagranicznej USA (wojna w Iraku). Micheal Ledeen niewzruszenie bronił motywów i celów wojny. Jednocześnie nie powstrzymał się przed złośliwością w stosunku do Europejczyków, którzy krytykują wojnę. Zaznaczył, że Europa miała być partnerem USA, ale nie ma dostatecznie dużo chęci ani dobrego wojska, żeby wspomóc Amerykanów w walce ze światowym terroryzmem. Druga seria pytań dotyczyła obecnej roli USA. Profesor zgodził się z tezą, że USA muszą się stać policjantem świata, nawet wbrew ich woli. Zaznaczył przy tym, że wtedy Europejczycy muszą zrozumieć działania Amerykanów, gdyż ci przyzwyczajeni są do działań szybkich i konkretnych. Odrzucają miękka dyplomacje preferowaną przez Europę na rzecz działań bezpośrednich, nawet wojen.