Skąd ta niewiedza? Moim zdaniem, Powstanie Warszawskie było i jest traktowane przez społeczność międzynarodową jako wewnętrzna sprawa Polski. Dla nas – Polaków jest to kolejne bardzo ważne wydarzenie historyczne, które w jakimś stopniu dorównuje swoją rangą Powstaniom Listopadowemu oraz Styczniowemu. W swojej tradycji mamy bardzo głęboko wpojony mesjanizm. My – Polacy cierpimy za nas i za innych, oczekując przy tym chwały i zbawienia. Cierpienie naszego narodu na pewno jest niepodważalnym faktem, jednak jest to już niestety fakt historyczny, który nie nadaje się za bardzo do bycia przedmiotem współczesnych dyskusji o charakterze międzynarodowym.
Podczas uroczystości w przeddzień obchodów 63. rocznicy Powstania Warszawskiego prezydent Lech Kaczyński mówił o konieczności przywrócenia pamięci temu wydarzeniu w historii Europy. Według niego: „O ile w Polsce o Powstaniu Warszawskim, tym bohaterskim wydarzeniu, pamiętamy odpowiednio, o tyle w świecie mamy do czynienia ze swoistą amnezją”.
Cel oczywiście bardzo szlachetny, ale czy ludzie do jego osiągnięcia są na pewno odpowiedni? Zaledwie przed chwilą Jarosław Kaczyński zerwał koalicję z endecką Ligą Polskich Rodzin i populistyczną Samoobroną. Rządy PiS kojarzą się społeczności międzynarodowej z uporczywym „tupaniem w podłogę” i krzyczeniem nie wiadomo tak naprawdę o co. Pojawia się tutaj pewien paradoks. Zagorzały konserwatysta wojujący o tożsamość narodową jest dzisiaj dużo mniej wiarygodny niż racjonalny niekonserwatysta potrafiący skutecznie wypromować swoje państwo, wraz z jego aksjologią, na arenie ogólnoświatowej. Postawa naszego prezydenta przypomina raczej nawoływanie o litość dla Rzeczypospolitej Polskiej i dla całej jej historii. Każde państwo ma prawo do ukazywania swoich najważniejszych wydarzeń historycznych, ale także prawie każde państwo (zwłaszcza wtedy, gdy zaliczane jest do kultury zachodniej) ma przede wszystkim na celu własny rozwój i dąży w związku z tym do integracji z innymi państwami.
Powstanie Warszawskie wybuchło przeciwko Niemcom, które niewątpliwie ponoszą odpowiedzialność za II wojnę światową. Jednak były to zupełnie inne Niemcy – Niemcy hitlerowskie, nazistowskie – Niemcy, które były także ofiarami irracjonalnej i zdehumanizowanej ideologii nazistowskiej. Wreszcie Niemcy, które jako naród kojarzone są wciąż z holokaustem, z rasizmem, z ksenofobią. Nie zapominajmy jednak także o grupach roszczeniowych czy neofaszystach, którzy bezdyskusyjnie szkodzą przez swoje postępowanie wizerunkowi tego państwa.
W takich krajach jak Francja czy Wielka Brytania mamy do czynienia z postępującą laicyzacją, dlatego trudno mi sobie wyobrazić, ażeby zaakceptowały one polską lekcję historii – i to jeszcze poprowadzoną przez konserwatywnych polityków. Polskę i Polaków ceni się dzisiaj za wiele różnych rzeczy, dlatego też nie widzę sensu, ażeby za każdym razem nagłaśniać nasze święta narodowe. Niech doceniają nas za to, kim aktualnie jesteśmy, nie zaś za to, kim kiedyś byliśmy.
Pamięć o polskich bohaterach jest przede wszystkim naszym obowiązkiem, a nie obowiązkiem innych. Jeżeli naszej tożsamości kulturowo-historycznej nie wypromujemy sami, to trudno, żeby ktoś to zrobił za nas. Za promocję tę niech się jednak biorą intelektualiści i indywidualni ludzie.
Sama Europa powinna jednak też podjąć pewien wysiłek i w jakiś symboliczny sposób dostrzec fakt obchodów 63. rocznicy Powstania Warszawskiego, skoro tak ważna jest dla niej wspólna tożsamość kulturowa, którą przecież tworzą również historie poszczególnych państw europejskich.